Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego (Łk 10, 41 - 42)

Kobiecość, czyli delikatność?

Kiedy pracujemy w grupach, poszukując cech kobiecych, zawsze pojawia się i ona, jakby nieodłączna od nas - delikatność. Prowokacyjnie pytam wtedy: „czy mężczyźni nie są delikatni?”. Okazuje się, że są, ale jakoś inaczej, ich delikatność ma inny odcień i czują to niemal wszyscy. W jakiś przedziwny sposób ta delikatność bardziej wpasowuje się w płeć piękną. Wystarczy spojrzeć na nasze ciało, czyż nie jest delikatniejsze, czyż nasza skóra nie jest cieńsza, nasza sylwetka drobniejsza, nasz głos nieco cieplejszy? A skoro tak, to o ileż bardziej delikatne musi być wnętrze, nasze kobiece serce? Czy jednak delikatność zaprzecza sile? (Bardzo często w opisie kobiecości pojawia się także siła, a jakże!)

Czym jest zatem delikatność? Słownik Języka Polskiego (www.sjp.pwn.pl) nie jest zwięzły w jej definiowaniu, podając kilka sposobów rozumienia delikatności. Kilka z nich jest pomocnych. Więc po (1) delikatny to «odznaczający się kruchością budowy i subtelnością kształtów», co zdaje się być spełnione dla kobiecości w aspekcie fizycznym (choć przecież nie przekreśla to ogromnych możliwości kobiecego ciała, które potrafi tak wiele znieść).  Po (2) delikatny to «odznaczający się wrażliwością i subtelnością w sposobie bycia; też: świadczący o takich cechach», a zatem łączy się delikatność z wrażliwością, z naszym usposobieniem, z naszą zdolnością do reagowania na pewne okoliczności i bodźce. Po (3) delikatny to «wymagający taktu i ostrożności», tak jak „delikatny temat”, ale czyż nasza kobiecość nie domaga się właśnie taktu? Umiejętnego obchodzenia się z nią?

Jednak do rozważania delikatności natchnęła mnie nie sama delikatność, ale właściwie coś, co może wydawać się jej zaprzeczeniem. Wojna. Powstanie Warszawskie, Cud nad Wisłą. Sierpień, oprócz tego, że jest bardzo maryjny, pielgrzymkowy, jest też patriotyczny, waleczny, historyczny. Piękny przy tym. Ale gdzie jest delikatność w obliczu wojny i rozlewu krwi? Gdzie były kobiety w czasie wojny?

Już ponad rok temu dostałam od przyjaciółki książkę „Dziewczyny wojenne” Łukasza Modelskiego (wyd. Znak 2011). Magda wiedziała, jak bliski jest mi ten temat, jak pochłonęły mnie lektury na temat Holocaustu, realiów drugiej wojny światowej, a szczególnie los kobiet w tamtych czasach. Stąd ten prezent. I to z jaką dedykacją (tak, my uwielbiamy wciąż wpisywać i otrzymywać dedykacje na książkach): By te portrety Kasiu, były dla Ciebie inspiracją i odpowiedzią na to, czego poszukujesz i co pragniesz zobaczyć w KOBIETACH i w samej sobie... (O znalezionej odpowiedzi wspomnę na końcu.) Niedawno wróciłam do lektury, tak sierpniowo, to będzie dobry czas – pomyślałam. A że każdy rozdział jest zamkniętą opowieścią, o powrót nie było trudno. W „Dziewczynach wojennych” poznajemy historie 11 kobiet (a właściwie większej liczby niewiast pojawiających się w biografii każdej z głównych bohaterek i wielu mężczyzn) z czasów II wojny światowej; głównie bardzo młodych kobiet, które wbrew logice ryzykowały własne życie, by ratować innych ludzi (np. ukrywając Żydów czy też służąc jako sanitariuszki, łączniczki), które odważnie decydowały się wejść do grona partyzantów w czasie Powstania Warszawskiego czy służyły w lotnictwie. Biografie, jakich nie powstydziłby się niejeden mężczyzna, chcąc świadczyć o swojej odwadze i męstwie!

O niezwykłej kobiecej sile i odwadze zazwyczaj myślałam w kontekście macierzyństwa. Nie brak przykładów wielkiego heroizmu budzącego się w matce właśnie ze względu na dziecko. A może nawet i szerzej, ze względu na tych, których kochamy. Jednak w większości relacji z tej książki mamy do czynienia z młodymi dziewczynami, gdzieś na rozstaju jeszcze dróg, poszukujących swojej drogi zawodowej i rodzinnej, a zdolnych już ryzykować własne życie dla słusznej sprawy, dla walczenia o wolną Polskę, za swoich najbliższych. Dziewczyny, które uczyły się, jak władać bronią, które musiały radzić sobie w warunkach skrajnego głodu i niewygody, przechodząc do porządku dziennego np. nad brudem, głodem, brakiem czystej bielizny czy wszawicą. Dzielne, kobiece serca, wrażliwe na wszelkie krzywdy wobec innych, ale nie poddające się konwenansom, że dziewczynom czegoś nie wypada.

Każda historia jest niezwykła, wypowiadana przez usta bohaterek z perspektywy wielu lat, a wspomnienia wydają się tak żywe, jakby wiek narratorek zatrzymał się w miejscu. Lekcja kobiecości, lekcja historii. Nie wiedziałam, że prof. filozofii Barbara Skarga, której nazwisko było mi przecież dobrze znane, była łączniczką AK, pilotującą wiele ważnych akcji i przez 10 lat była w obozie pracy. Nie wiedziałam też (cóż za ignorancja znowu!), że córka Józefa Piłsudskiego była pilotem. Jadwiga Piłsudska jeszcze przed wojną uzyskała licencję szybowcową kategorii D, w 1939 r. zamierzała rozpocząć studia na politechnice. Gdy wybuchła wojna, chcąc wykorzystać swoje umiejętności, czekała na możliwość aktywnego włączenia się w służbę lotniczą Anglii. W 1942 r., dzięki obniżeniu wymagań co do ilości odbytych godzin w powietrzu, udało się jej dostać do ATA (Air Transport Auxiliary, pomocniczej służy Roayl Air Force), o którym pisze Łukasz Modelski:

Do służby w ATA przyjmowani są piloci niemogący ze względu na wiek czy stan zdrowia służyć w RAF-ie. Do ATA trafiają również kobiety, którym przepisy nie pozwalają brać udziału w lotach bojowych (…) Służba ta ma jeszcze jedną cechę – wysoką śmiertelność. Piloci ATA muszą prowadzić sto kilkadziesiąt typów maszyn – od szkolnych samolotów z otwartą kabiną do czterosilnikowych bombowców. Bardzo często są one w tak złym stanie, że otrzymują pozwolenie tylko na jeden przelot – do warsztatu. Latają bez radia, nie wolno zajmować częstotliwości. Co czwarty pilot tej służby zginie podczas wykonywania zadania.  

Nie twierdzę, że delikatność zaprzecza aktywności podczas wojny. Być może te kobiety właśnie dzięki swojej delikatności i kobiecości dokonywały tak wielkich czynów (choć same często się zarzekają, że nic wielkiego nie robiły, nosiły jedynie przesyłki...) Niewątpliwie ich oddanie stawiało je niejednokrotnie pod ścianą, w obliczu śmierci i trudnych wyborów.

Nie bili, tylko wrzeszczeli. Twardo trzymam się swojej wersji. Oni na to, że w takim razie mnie rozstrzelają. Wyprowadzono mnie za chałupę, trzech bojów. I dają trzy minuty do zastanowienia się. I ja sobie myślę: „Tyle znam adresów, kiedy mnie będą torturować, zasypię. Jak mnie mają rozstrzelać, to chwała Bogu, nie będą torturować, szybka śmierć”. Był taki ładny księżyc akurat. Pomyślałam tylko: „Jednak na tym świecie ładnie jest.” Zdążyłam tak sobie pomyśleć i dostałam cios w szczękę. (Irka Baranowska)  

Co chciałabym zobaczyć w kobietach? Co wiem dzięki tej lekturze? Pragnę zobaczyć w kobietach prawdę o kobiecości, o tym, że jest ona wielowymiarowa, zdolna do poświęceń, do aktów niesamowitej odwagi, a jednocześnie nawet na wojnie, nawet w warunkach ekstremalnych, jej delikatność nie zanika. Zachwyt nad drugim człowiekiem, serce spragnione miłości (wątki miłosne także w tych opowieściach znajdziecie!), pełne oddanie, umiejętność dostosowania się do warunków danej sytuacji, niesamowita jasność myśli i uczuć, wyczulenie na piękno i wiara. Ta niesamowita wiara, że można zachować godność i swoją wartość zawsze i na zawsze. Bo ona nie pochodzi od ludzi.

Katarzyna Marcinkowska

- z wykształcenia filozof (MISH UJ). Szczęśliwa żona Mariusza, mama Irusia i Stefanka. Zafascynowana teologią ciała, filozofią dialogu, nowym feminizmem oraz macierzyństwem w jego wszystkich wymiarach. Szuka wciąż nowych możliwości łączenia teorii z praktyką. Autorka Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 oraz projektu Między Niewiastami. Prowadzi warsztaty, konferencje i spotkania dla kobiet. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na temat miłości oraz różnic płciowych oraz kurs przedmałżeński „Przepis na Miłość!”. Wierzy w miłość na całe życie, w piękno i prawdę, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę