Wszystkie wasze sprawy niech się dokonują w miłości! (1 Kor 16, 14)

Aniele Boży, Stróżu Mój

Aniele Boży, Stróżu Mój -Delphine - / Foter / CC BY

Niedola nie przystąpi do ciebie, a cios nie spotka twojego namiotu, bo swoim aniołom dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach. Na rękach będą cię nosili, abyś nie uraził swej stopy o kamień. (Ps 91, 10-11)

Jedna z pierwszych modlitw: Aniele Boży, Stróżu Mój... W moim przypadku chyba nawet nie „jedna z”, ale po prostu pierwsza. Modlitwa, którą tak chętnie przekazujemy dzieciom, prawda wiary, którą tak ochoczo tłumaczymy maluchom, mając poczucie, że to dla ich serc coś w sam raz, a ponadto jest to wspaniała okazja, by dać pociechom poczucie bezpieczeństwa i by samemu oddać Aniołowi w opiekę swoje maleństwo w tych wszystkich przestrzeniach i chwilach, w których jesteśmy bezradni. Skrzydlate istoty dają poczucie, że nie jesteśmy sami, dają tę pewność potrzebną dzieciom, gdy obok nie ma ani mamy, ani taty, gdy robi się ciemno, gdy pojawia się trudna do przejścia droga, gdy coś je przerasta.

Bardzo często wraz z wiekiem, gdy już wydaje się, że sami potrafimy czytać mapy, wyrastamy z tej wiary, jakby Anioł Stróż był nam dany tylko na pewien etap, tylko na chwilę, kiedy jeszcze prawda o Bogu w Trójcy jest zbyt trudna. (A przecież może być zupełnie odwrotnie – to dzieciom łatwo uwierzyć, w ich sercach nie ma jeszcze tak mocnego nacisku na odrzucanie tego, co „nieracjonalne”, co przeniknięte cudem, w co trzeba wierzyć, by poczuć.) Jakby Anioł był pluszowym misiem, który towarzyszy nam na jakimś etapie, a potem możemy go odłożyć, schować na dno szafy w dobrej nadziei na podarowanie go kiedyś swojemu dziecku. Odkurzymy go wtedy i ze wzruszeniem będziemy wspominać nasze lata dziecięce, sielskie, anielskie, w których ten miś-anioł był naszym obrońcą przed całym złem świata. Tak jak zapominamy i zaniedbujemy największe przyjaźnie, tak zdarza się zaniedbać własnego Anioła Stróża - tego niepowtarzalnego, przydzielonego nam towarzysza, tak nie przyziemnego, bezcielesnego, bezpłciowego (jakże to dla mnie fascynująca tajemnica czystych duchów!). Zapominamy, zaniedbujemy, a także zanudzamy, odstawiamy nieraz na bezrobotne, skazujemy na samotność, na bezradność, na bezczynność. Może czasem i coś mu powiemy, ale zapominamy, by Go wysłuchać. 2 października obchodzimy wspomnienie naszych Aniołów Stróżów. Znakomita okazja do przypomnienia sobie o Nim, do wspólnego świętowania, ale spotkania i życzliwa pamięć o najbliższych raz do roku to za mało (m. in. dlatego tak wiele osób nie lubi walentynek).

Kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje. Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie. (Mt 18, 10) Jakże ważne słowa z dzisiejszej Ewangelii w kontekście obrony życia, ostatnich debat w Sejmie na temat aborcji eugenicznej. Czyż jeszcze przed narodzeniem (w naszym ludzkim rozumieniu) dzieci nie mają swoich Aniołów wpatrzonych w oblicze Pana? Czyż każdy z nich, tych najmniejszych i najsłabszych, nie jest upragniony i otoczony największą opieką i czułością Boga właśnie poprzez Tego Posłańca (a mimo wszystko i tak zdany na naszą ludzką miłość, czasem na naszą decyzję, nasze przyjęcie i odrzucenie, na nasze skrzydła - opierzone lub nie)?

Jako oczekująca na narodziny dziecka mama czuję się otoczona jeszcze czulszą troską aniołów, jest ich przecież więcej w naszym domu! Robię rachunek sumienia z tej przyjaźni. Uczę się nie zamykać przed Nimi drzwi i okien, robić Im miejsce, uczyć się od Nich.

Jakie to szczęście
obudzić się
i zobaczyć Anioła
wysłannika Boga
świadka Jego
obecności

ks. J. Twardowski

Jaki jest dziś Twój Anioł Stróż - czy znasz Go po imieniu? Czy nie zmęczył się czekaniem na Twoją uwagę, a może ciężko Mu złapać oddech, bo jest tak mocno zapracowany? Czy wciąż rozpoznaje w Tobie tę małą dziewczynkę, którą opiekował się od Zawsze? Dziewczynkę, której wystarczył trzepot skrzydeł i krótka modlitwa, by poczuć się bezpiecznie; która potrafiła bezgranicznie zaufać, chwycić Go za rękę i widzieć bardziej sercem.

Katarzyna Marcinkowska

- z wykształcenia filozof (MISH UJ). Szczęśliwa żona Mariusza, mama Irusia i Stefanka. Zafascynowana teologią ciała, filozofią dialogu, nowym feminizmem oraz macierzyństwem w jego wszystkich wymiarach. Szuka wciąż nowych możliwości łączenia teorii z praktyką. Autorka Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 oraz projektu Między Niewiastami. Prowadzi warsztaty, konferencje i spotkania dla kobiet. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na temat miłości oraz różnic płciowych oraz kurs przedmałżeński „Przepis na Miłość!”. Wierzy w miłość na całe życie, w piękno i prawdę, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę