Pan zlitował się nad nią i rzekł do niej: <<Nie płacz!>> (Łk 7, 13)

Mamo, czy ja jestem piękna?

Niedawno u rodziców (nie pamiętam nawet dlaczego) w rozmowie podjęliśmy temat moich dodatkowych kilogramów w czasie ciąży (obecne już +13 :-) Mama spojrzała wtedy na mnie i bardzo ciepło oznajmiła: „ale Kasiu, ty pięknie wyglądasz!”. (Tak na marginesie czy też w nawiasie: komplementów od mamy w czasie ciąży mam naprawdę dużo, a jeden szczególnie utkwił mi w pamięci: „ciąża tak ci służy, że powinnaś cały czas być w ciąży!”.) Ale zaraz po tych słowach dodała: „ja wiem, słowa mamy to nie to samo...”.

Wielokrotnie, zwłaszcza gdy byłam nastolatką i mama w jakiś sposób doceniała czy to moją urodę czy talenty, miała w sobie niezwykłą świadomość, że jej słowa na pewnym etapie nie wystarczają (a ostatnio dała do zrozumienia, że według niej na żadnym etapie nie wystarczają). Wcale nie obrażała się, kiedy one budziły jedynie delikatny uśmiech albo przekorną, choć krótką i szczerą wtedy w moim odczuciu odpowiedź: „nieprawda”. Dobrze wiedziała, że jej słowa i opinie są lub mogą być odebrane przeze mnie jako nieobiektywne, pocieszające, a nawet nic nie znaczące. Takie mamusiowe gadanie, które czasem zamiast podnosić na duchu, mogło tylko dołować: to już jest ze mną tak źle, że tylko mama może mi prawić komplementy?! Ona patrzyła przecież zawsze z miłością, a czy w takim spojrzeniu można coś uznać za niepiękne? Ona sama stwarzała we mnie piękno, a ja chciałam wiedzieć, że jestem piękna. Tak obiektywnie. Albo subiektywnie, ale w oczach kogoś, kto wcale tego zachwytu nie ma ze względu na naturę naszej relacji. Kto wcale nie powinien, ale naprawdę chce, kto zostaje urzeczony mną. Tak, chciałam zachwycać, ale kogoś więcej (a właściwie: kogoś innego) niż własną mamę. Pragnęłam podziwu Adama nad wdziękiem Ewy. Kiedy dziewczyna marzy o byciu adorowaną przez inne osoby, a często przez tę jedną jedyną, to słowa mamy nic nie wnoszą. W tej jednej sprawie ona szybko przestaje być nieomylnym autorytetem. Bo i co z tego, że słyszę od niej, że jestem piękna i wspaniała, kiedy nikt inny tego nie dostrzega? Jest (czy też może pojawić się) taki etap w naszej historii życia. Ale może on przemija? I wracamy z utęsknieniem do tych maminych zachwytów?... Czy zawsze słowa mamy to nie to samo?

Czy jestem piękna? Podobno pytamy o to przede wszystkim naszych tatusiów, nosząc w sobie wielkie pragnienie bycia dla niego księżniczką. Czy z mamą jest bardzo inaczej? Kilka dni po tamtej rozmowie, przy myciu podłóg, wróciły do mnie jej słowa. (Nie ma to jak szybki refleks.) Poprowadziłam wtedy spontaniczny dialog między mną a nią. A właśnie, że Twoje słowa, mamo, są dla mnie bardzo ważne! Ale tu chodzi o coś więcej niż tylko o pytanie, czy jestem piękna, bo za nim idą kolejne, zwłaszcza na tym etapie mojej drogi - usamodzielnienia się i tworzenia własnej rodziny: czy jestem zaradna, czy jestem dobrą gospodynią, czy jestem kobietą „z klasą”, czy mam dobre serce, czy dokonałam dobrych wyborów, czy jesteś ze mnie dumna, itp. Zrozumiałam, że to, jak dziś patrzy na mnie moja mama, jest dla mnie niezwykle ważne! Zupełnie jakby moje olśnienie przyszło wraz z poślizgnięciem się na wyczyszczonych panelach. Dotarło do mnie dlaczego do dziś, a może szczególnie dziś, wszystkie słowa mamy, jej opinie i uwagi na mój temat mamy są dla mnie tak istotne, dlaczego tak często do nich powracam, dlaczego wywołują wiele różnych emocji. Usłyszałam niedawno mądre, psychologiczne stwierdzenie o tym, że w ciąży jest się bardziej podatną na krytykę, że jest to etap prawdziwego odcinania pępowiny, etap mierzenia się ze swoją mamą – tak, może to i prawda, ale znalazłam też swoją odpowiedź na pojawiające się we mnie uczucia i przemyślenia. Ja po prostu chcę być piękna dla mojej mamy. Chcę wiedzieć, że jej nie zawiodłam, że patrząc na mnie, widzi dobre owoce swojej pracy wychowawczej, że widzi we mnie cząstkę siebie i tego, którego tak bardzo pokochała – mojego taty, że akceptuje mnie i moje wybory, i moje do siebie podobieństwo, i równocześnie moją odmienność. I dlatego tak przykre są, pozornie jej błahe komentarze np. na temat niedobrze dobranej torebki; mojego stylu, który jej nie zawsze odpowiada; źle upieczonego ciasta (bo przecież zamiast takiego najprostszego można postarać się o jakieś „normalne”;, nieumiejętności zadbania o garderobę męża, itp. Dlatego też tak uskrzydlające są dziś dla mnie, niemal jak dla małej dziewczynki, pochwały czy słowa uznania z jej strony. I nawet takie słowa – o tak! Nawet takie: Pięknie wyglądasz!

To powinno być tak oczywiste – wpatrzenie rodzicielki pełne miłości i urzeczenia. I dla mnie było, dopóki nie poznałam sytuacji, które temu przeczyły. Historii dziewczyn, które od dzieciństwa słyszały, że są brzydkie, głupie, niegrzeczne – nie od kolegów na podwórku, ale właśnie od swojej Mamy. Bo nie spełniały wymagań i wyobrażeń, bo miały inną wrażliwość, inne talenty, bo były po prostu niedoskonałe… I nawet jeśli nie chciały być księżniczkami, nie miały tak wzniosłych marzeń, to po prostu chciały być przyjęte i kochane takimi, jakimi są, nie walcząc o uznanie, nie zdobywając punktów, nie starając się dorównać komuś innemu. Chciały tylko czuć, że są wystarczające dokładnie takie, jakie są. I w pełni przyjęte przez najbliższych. A zwłaszcza przez tą, która je przyjęła jako pierwsza. Bo to czasem za mało, być przyjętą w jej łonie. My chcemy być przyjęte w Waszych sercach, kochane Mamy! I jako małe dziewczynki i jako kobiety. Zawsze. My - niedoskonałe, błądzące, nieporadne czasami, często dalekie od ideału dzielnej niewiasty, niekiedy zagubione, nawet wyśmiane przez innych, nieprzyjęte przez ludzi, ale dla Was wyjątkowe, piękne i obdarzone kobiecym geniuszem. Może serce mamy wcale nie jest takie subiektywne? Może właśnie przez miłość jest zawsze obiektywne i może w nas tę wartość podtrzymywać?

A więc – tak, jest dla mnie ważne, czy jestem piękna w Twoich oczach, Mamo. (A wiem Mamo, że będziesz czytać ten wpis, oj wiem!)

Katarzyna Marcinkowska

- z wykształcenia filozof (MISH UJ). Szczęśliwa żona Mariusza, mama Irusia i Stefanka. Zafascynowana teologią ciała, filozofią dialogu, nowym feminizmem oraz macierzyństwem w jego wszystkich wymiarach. Szuka wciąż nowych możliwości łączenia teorii z praktyką. Autorka Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 oraz projektu Między Niewiastami. Prowadzi warsztaty, konferencje i spotkania dla kobiet. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na temat miłości oraz różnic płciowych oraz kurs przedmałżeński „Przepis na Miłość!”. Wierzy w miłość na całe życie, w piękno i prawdę, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

Więcej w tej kategorii: « Uwierzyć w istnienie Bakhita »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę