Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy (Łk 13, 12)

Moje jest Teraz

Znasz tę pokusę popędzania czasu, wpatrywania się w perspektywę jutra jako czegoś lepszego, w nadziei na wyraz ulgi, że to, co najgorsze, już przeminęło, że potem to w końcu będzie życie i ja taka prawdziwa, wolna? Znasz te sformułowania (a może sama je powtarzasz): byle do piątku, byle do weekendu, do świąt, do wiosny, byle tylko skończyło się to i to, żeby w końcu zamknąć taką a taką sprawę… Ja tak miewam i wciąż dostaję nauczki – bo za jedną górą, której przejście wydawało się marzeniem i zakończeniem najtrudniejszego etapu, pojawia się kolejna, o wiele wyższa. I nie ma żadnych dróg na skróty, nie ma kolejek linowych. Są za to niedocenione w porę doświadczenia i wyćwiczone już mięśnie, buty dobrze zawiązane i dopasowane do stóp. I westchnienie: no to dalej wcale nie jest łatwiej. 

Gdyby dana była wtedy możliwość wprowadzenia zmian – popędzenia czasu, poruszenia wskazówek zegara i wyrwania kartek z kalendarza, które zostałyby uwzględnione – zrobiłabym to. Czasem chcę tylko przeczekać, tak mocno wyrwać się w przyszłość, która wydaje się obiecująca i wypełniona nadzieją, że zapominam, jak wiele tracę z tego, co jest Tu i Teraz. Albo tak uporczywie wpatruję się w piękne, dawne czasy, oczywiście często podkolorowane sentymentem i poczuciem bezpieczeństwa zamkniętego etapu, że tracę kontakt z tym, co Jest. Jakby potwierdzając mądre przysłowie, że najlepiej jest tam, gdzie nas nie ma, nawet jeśli chodzi o to, gdzie sami byliśmy lub będziemy.  A ja przecież nie mam nic innego równie pewnego jak moje Dziś. Tylko i aż - wieczność.

Może naszym największym błędem jest nieobecność. Jesteśmy zawsze gdzieś indziej, niż tam, gdzie powinniśmy być. Przychodzimy za wcześnie albo za późno; żyjemy w rzeczywistości, która była lub dopiero będzie (choć ona najczęściej przychodzi nie w takiej postaci, w jakiej się spodziewaliśmy).”  W. Stinissen

Uczę się zatem świadomości i obecności, która jest trudna. Bo to dziś łączy się nierozerwalnie z tym, co jutro i z tym, co wczoraj. I wszystko, co jest teraz obecne domaga się uwagi i swojego kontekstu: skąd to się wzięło (i wracam w przeszłość), ale w jakim celu to robię (i robię krok naprzód). Nie da się tak łatwo i lekko zanurzyć w teraźniejszości i odciąć od wszystkiego. Bo i nie o to przecież chodzi.

„Dla chrześcijanina przeszłość nie jest tylko tym, co już przestało być rzeczywiste, a przyszłość nie tylko tym, co jeszcze rzeczywiste nie jest. Przeszłość i przyszłość skupiają się w chwili obecnej.”  W. Stinissen

Ale można teraźniejszość uznać za szczególny dar i zadanie, za moment, w którym mogę twórczo przeobrazić samą siebie i świat wokół, nie licząc na to, że gdy ta chwila minie, będzie jakoś lżej lub lepiej. Bo najlepiej jest teraz. Jak napisał słusznie Sartre (który nie jest dla mnie szczególnym autorytetem, jego i moja filozofia szybko się rozchodzą): być może istnieją czasy piękniejsze, ale te są nasze. Mogę Dziś cenić czas i wielbić Tego, który jeszcze wciąż mi go daje. Moje jest Teraz i ja jestem Teraz. Nie zapominam o marzeniach, o tym, co ma się wydarzyć, czego pragnę, za czym tęsknię, o tym, co bolało i jeszcze czasem powraca. Ale próbuję nie odrywać stóp od ziemi, która mnie właśnie przyciąga dziś i daje tyle możliwości!   

„Jeśli Bóg daje ci czas, to znaczy, że masz coś do zrobienia. Przede wszystkim masz coś, czym powinieneś się stać.”  W. Stinissen

A skoro bycie Tu kosztuje tyle trudu i nie jest najbardziej naturalnym i oczywistym nastawieniem, może warto tak dla praktyki wziąć w dłonie filiżankę herbaty, zapalić świeczkę (np. tę z wieńca adwentowego) i chwilę nacieszyć się tym Dziś zanurzonym całkowicie w wieczności. I tym, co teraz mam, tym, kim jestem i tym, czego nie mam, za czym tęsknię. Tym, że żyję.

____

Cytaty pochodzą z książki Wilfrida Stinissena „Wieczność pośrodku czasu” (wyd. W drodze). Uwielbiam tego autora – skandynawskiego karmelitę i filozofa za mądrość i głębię jego rozważań. Ta książka jest mi szczególnie bliska, towarzyszyła mi dokładnie w dniach poprzedzających jedną z najważniejszych decyzji życia – sakramentalnego TAK. Wróciłam do niej przed ostatnią Mszą św. dla kobiet, a kilka dni później dotarła do nas wiadomość, że Stinissen zmarł 30.11.

Szczerze polecam jego rozważania (na szczęście bardzo wiele z nich jest przetłumaczonych na polski, głównie wydanych przez wyd. W drodze). W listopadzie ukazała się także nowość - Człowiek prawdziwy.  

Katarzyna Marcinkowska

- z wykształcenia filozof (MISH UJ). Szczęśliwa żona Mariusza, mama Irusia i Stefanka. Zafascynowana teologią ciała, filozofią dialogu, nowym feminizmem oraz macierzyństwem w jego wszystkich wymiarach. Szuka wciąż nowych możliwości łączenia teorii z praktyką. Autorka Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 oraz projektu Między Niewiastami. Prowadzi warsztaty, konferencje i spotkania dla kobiet. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na temat miłości oraz różnic płciowych oraz kurs przedmałżeński „Przepis na Miłość!”. Wierzy w miłość na całe życie, w piękno i prawdę, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę