Dzielna niewiasta do dnia przyszłego się śmieje (Prz 31, 25) 

Bakhita

Czy można poczuć się piękną córką Boga, kiedy Tego Boga nie znasz, a wszyscy wokół depczą twoją godność – jako kobiety, a przede wszystkim jako człowieka? Czy będąc traktowaną jak rzecz, jak własność, jak przedmiot użytkowy lub rozrywkowy, można nie stracić swojego człowieczeństwa, wrażliwości i piękna? Czy możliwe jest ochronienie bezbronnego dziecka w sobie i zachowanie troskliwej „wewnętrznej matki”, gdy wszyscy wokół zaprzeczają twojej wartości? Czy można odnaleźć Boga tam, gdzie zdaje się, że panem jest tylko człowiek?

Nie jest pięknym to, co wydaje się piękniejsze, lecz to, czego pragnie Pan! (św. Józefina Bakhita)

Film Bakhita – od niewoli do świętości (reż. G. Campiotti) ukazuje niezwykle poruszającą historię życia kobiety urodzonej w Sudanie (ok. 1869 r.) i w dzieciństwie porwanej przez arabskich handlarzy niewolników. Po latach upokorzeń, usługiwania, cierpień fizycznych (okaleczeń ciała), zostaje zabrana przez włoskiego konsula do Italii, gdzie wzbudza skrajne, przede wszystkim negatywne, emocje. Europejczycy drugiej połowy XIX w. pełni uprzedzeń wobec czarnoskórej młodej kobiety, nie przyjmują jej z otwartymi ramionami. W nowym domu Bakhita również musi walczyć o swoją godność, o odrobinę miłości i przyjaźni, które w końcu otrzymuje od małej dziewczynki - córki konsula. Bakhita poznaje wiarę chrześcijańską, zachwyca się Miłością Boga, przyjmuje chrzest i wstępuje do zgromadzenia sióstr kanosjanek, w którym pozostaje aż do swojej śmierci w 1946 r.

Nie zdradzam zbytnio szczegółów, bo serdecznie zachęcam do obejrzenia filmu (przygotujcie się na długi, ponad 3-godzinny seans, który jednak upływa dość szybko, może nawet zbyt szybko). Tym bardziej, że jest to naprawdę piękny obraz z 2009 r., przemyślany, dobrze zrealizowany i zagrany. Po obejrzeniu tego filmu Bakhita chyba zawsze będzie mieć dla mnie uśmiech taki jak Fatou Kine Boye. Film, o czym warto wiedzieć, przedstawia historię w nieco inny sposób niż podaje ją biografia świętej. Czy film miał być zatem piękniejszy niż jej życie – tzn. jeszcze bardziej utragiczniony, a przy tym wypełniony większymi cudami? Może niekoniecznie. Być może to uszczegółowienie jej drogi, podkreślenie pewnych momentów i relacji, nie ujmuje niczego, a przede wszystkim nie zniekształca postaci świętej, ale pozwala jeszcze głębiej przeżyć jej historię, wybory i poczuć naprawdę jej osobowość. Pozwala wypłakać się, wzruszyć i radować.

Św. Józefina Bakhita może uczyć nas niezwykłej pokory, miłości, godności człowieka i kobiety, wiary, a także radości i nadziei wbrew wszystkiemu. Jej imię oznacza Szczęśliwa i choć wydaje się to niemal niemożliwe przy takim dzieciństwie, naprawdę wielkie rzeczy uczynił Pan w jej życiu! Jeśli ciągle powracają do Ciebie rany z dzieciństwa, zadane przez najbliższych lub przez zupełnie obcych - nie trać nadziei. Masz wspaniałą orędowniczkę!  

A jak Wy odebrałyście tę historię? Czy poruszył Was ten obraz, to życie, to serce?

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS