Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie (Ga 5, 22 - 23)

Wiem, kto jest królem i wiem, kto nad wszystkim czuwa... czyli czego może nas nauczyć Estera?

Estera (od imienia której pochodzi tytuł Księgi Estery) znaczy gwiazda i - biorąc pod uwagę skojarzenia z jej imieniem -  możemy naprawdę pomyśleć, że jej historia przypomina trochę... bajkę. Jest ku temu kilka dobrych powodów. Dziewczyna, która nie ma łatwego życia, staje się wybranką wielkiego władcy. Ma niemal wszystko, o czym może marzyć kobieta w jej czasach. Może nawet i to, o czym wiele nie ośmieli się zamarzyć. Ma przecież diadem królewski. Jest bezpieczna na dworze. Ale tylko do czasu. Do tej chwili, kiedy okazuje się jedyną osobą mogącą uratować swój naród znajdujący się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. A misja ta wcale nie będzie łatwa. Nawet dla królowej! Jest oczywiście, w tej opowieści piękne - prawie bajkowe - zakończenie! Ale, ale... Choć tę fabułę można opowiedzieć w kilku zdaniach, co właśnie uczyniłam, to jest warta więcej uwagi - spokojnej lektury i medytacji. Bo to księga przedziwnie daleka naszym realiom, i jednocześnie cudownie bliska! Mało która z nas znajdzie się naprawdę w jej położeniu, ale tak naprawdę w codzienności... mamy wiele z nią wspólnego!

Warto przy tym pamiętać, że skarby nie są nam raczej podawane na złotej tacy. Więc jeśli poczujesz, że któraś z tych nauk jest tą, której tak bardzo potrzebujesz, to nie wahaj się ani chwili, i otwieraj Księgę Estery. I czytaj. I odkrywaj. I zbieraj perły. Jeśli moich kilka myśli, stanie się ku temu inspiracją, będę zaszczycona!

***

Czego może nas uczyć historia Estery?

1. Bóg daje nam prawdziwą, najgłębszą tożsamość 

I umiłował król Esterę nad wszystkie [inne] kobiety. Pozyskała sobie u niego życzliwość i względy nad wszystkie [inne] dziewice, i włożył na jej głowę koronę królewską, i uczynił ją królową. (Est 2, 17) 

Estera niemal przez całe życie musi podejmować wysiłek, by pamiętać o tym, kim jest. Mieszka w królestwie perskim, choć jest Żydówką. Jest otoczona ludźmi, którzy są dalecy od jej korzeni. Nie ma też rodziców, ale na szczęście jest otoczona opieką dobrego i pobożnego wuja, Mardocheusza, któremu wiele zawdzięcza. Także imię może przypominać jej o tym, kim jest. Już sama podwójność imienia trochę ukazuje sprawę tożsamości. Jej hebrajskie imię Hadassa oznacza mirt - wiecznie zieloną roślinę, która w Piśmie Świętym symbolizuje zwycięstwo i nieśmiertelność (np. Za 1, 8; 1, 11) a także radość i pokój (Iz 41, 19). Może też oznaczać piękno i czystość (stąd wianki z mirtu zakładały na siebie panny młode). Jej perskie imię Estera - oznacza najpewniej „gwiazdę”. Jednakże rdzeń –str w języku hebrajskim oznacza też „ukryty”. Na dworze króla, gdzie ukrywa swoją wiarę, także musi walczyć o świadomość siebie. A kiedy zostaje królową, nie zapomina, kto jest prawdziwym Królem. Pamiętajmy, że w pałacu, gdzie korona jest tylko jedna, to wcale nie musi być takie proste! Nawet jeśli w naszej historii życia nie jest nam łatwo budować naszą tożsamość, jeśli czujemy się mocno zagubione w określeniu samej siebie i tego, skąd pochodzimy, to mamy możliwość – tak jak Estera – zakorzenić się w Tym, Który nas naprawdę określa i to najgłębiej. 

2. Czytanie znaków - wydarzeń - jest ważne w wypełnianiu swojej misji  

Kto wie, czy właśnie ze względu na tę chwilę nie zostałaś królową? (Est 4, 14)

Kiedy znamy już całą historię z tej księgi, zdajemy sobie sprawę z tego, że nieprzypadkowo Estera została królową. My to wiemy. Ale my widzimy więcej, ona musiała sama odkryć i przyjąć wielkość swojej misji. Ona musiała sama - w swojej wolności - w możliwości powiedzenia tak lub nie - dać na nią odpowiedź. I to po pierwsze, odpowiedź bardzo ludzką - wysłaną przez posłańca do swojego wuja. Estera nie rozmawia przecież od razu z samym Bogiem. Nie ma tu żadnego objawienia, a to rozeznanie nie odbywa tylko w głębi jej serca. Ona czyta znaki. Wydarzenia. Składa je w całość. A wielkim wsparciem jest dla niej wuj. Kto wie, czy nie ze względu na tę chwilę, właśnie on był jej opiekunem? 

3. Wielką misję w Bożym planie wypełniają... zwykli ludzie

Estera miała prawo się bać. Wiedziała, z czym wiąże się jej zuchwałe spotkanie z królem. Ta obawa pojawiła się od razu, o czym informowała wuja. Lęk, z którym się zmagała oddawała Panu na modlitwie, prosząc o odwagę, prosząc o uwolnienie. Zrobiła absolutnie to, co najlepsze, by ten lęk oddać, by zrobić miejsce dla Pana, ale... to nie sprawiło, że po ludzku po prostu nie czuła strachu. Można by powiedzieć nawet bardzo naszym językiem, że toczyła walkę duchową! W swoich emocjach staje się nam cudownie bliska i prawdziwa. Estera jest sobą. Jest człowiekiem. Jest kobietą. I ze wszystkim, co w niej jest, wypełnia swoje zadanie.

Szła promienna, niezwykle piękna, z obliczem pogodnym i przyjaznym, choć jej serce drżało ze strachu. (Est 5, 1b)

4. My robimy swoją część, Bóg robi resztę!

Estera ukazuje jak cudownie może przebiegać współpraca człowieka z Bogiem! Jak ważne są nasze małe kroki i jak wielka jest łaska, którą Bóg zsyła! Oczywiście poczynania Estery były związane z wielkim ryzykiem, którego miała świadomość. Ostatecznie powiedziała, że zrobi to, co może, nawet jeśli musiałaby umrzeć. Czytając Księgę dostrzegamy, jak ważne są ludzkie decyzje, podejmowane kroki i nastawienie serca, ale jednocześnie to Bóg dokonuje reszty. On odmienia oblicze króla, gdy Estera przychodzi do niego nieproszona (i w końca Estera mdleje!). To On zapewne sprawia, że król pewnej nocy (w idealnym momencie!) nie może usnąć i w kronikach czytane są mu fragmenty o zasługach Mardocheusza... On tam jest. Czuwa. Nawet jeśli wydaje się, że to my mówimy, a On milczy, to Jego słowo jest ostatnie. Nawet jeśli nasze jest głośne, a Jego bardzo ciche. To Jego jest najprawdziwsze.

Pełen dostojeństwa, spojrzał gniewnie i wówczas królowa zasłabła i osunęła się na idącą obok niej służącą, a twarz królowej bardzo zbladła. Wtedy Bóg odmienił usposobienie króla. Zaniepokojony wstał z tronu i przytrzymał ją w swych ramionach, zanim nie przyszła do siebie. Potem pocieszał ją i przemawiał do niej łagodnie. (Est 5, 1de)

5. Kobieta może uczyć mężczyznę innego spojrzenia   

Estera musiała mieć w sobie tzw. coś. To, że była niezwykłej urody, to pewne, ale na dworze króla nie brakowało urodziwych dam. Miała w sobie coś, co naprawdę poruszyło króla. Wdzięk, dobroć, mądrość płynącą ze znajomości Prawa, poczucie sprawiedliwości (por. Est 2, 21-23). Zdobyła zresztą sympatię i uznanie wielu ludzi. Ten geniusz kobiecego spojrzenia ujawniła z wielką mocą planując swoją interwencję. Roztropnie poprowadziła swój plan. Odmieniła serce króla, którego świat otoczony był męskimi doradcami. Estera pomogła królowi spojrzeć na świat innymi oczami, oczami swojego serca. Kobieta staje naprzeciw sztywnym regułom męskiego świata. Nie działała siłą, ale delikatnością i mądrością. I robi to tak umiejętnie, że można powiedzieć, że król i królowa tworzą piękny duet! 

 

 

***

Jak królowa Estera... (fragm. świadectwa  - całość w notesie do programu formacyjnego)

Czy któraś z Was czuła się kiedyś porzucona? Ja tak. Przez mężczyznę, który mówił, że mnie kocha i pragnie się ze mną ożenić. Odszedł nagle, z dnia na dzień, bez słowa wyjaśnienia. Oznajmił tylko przez telefon: „to koniec”. Byłam w szoku. Przecież wspólnie się modliliśmy, staraliśmy się żyć w czystości przedmałżeńskiej, chcieliśmy zbudować wspólny dom oparty na skale, którą jest Bóg… a więc dlaczego?

Bardzo to przeżyłam, czułam się jak nic niewarty przedmiot. Ze wszystkich sił starałam się przylgnąć do Jezusa. Na początku nawet Jemu nie potrafiłam opowiedzieć o tym, co się dzieje w moim sercu. Moją modlitwą były wtedy łzy i zasypianie z przyciśniętym do piersi krzyżem. W końcu postanowiłam wyjechać na rekolekcje, nie mogłam już dłużej wytrzymać w domu. Pewnego razu ksiądz oznajmił, że kolejny dzień naszych rekolekcji to czas, gdy Bóg szczególnie będzie do nas mówił. Po prostu wiedziałam, że mówi prawdę! Wstałam wcześnie rano i poszłam nad jezioro. Wokół nie było nikogo. Patrząc na wschód słońca, wykrzyczałam Bogu cały ból, jaki miałam w sercu i zapytałam: co dalej? Wzięłam wtedy do ręki Pismo Święte i po prostu je otworzyłam. Mój wzrok padł na tytuł 2 rozdziału Księgi Estery: „Estera królową”. Zaczęłam czytać i z każdym kolejnym wersetem moje serce było coraz bardziej poruszone. Byłam przekonana, że to nie przypadek, że właśnie w tym fragmencie przemawia do mnie sam Bóg. I daje mi obietnicę.                                                

Przeczytałam, że piękna Żydówka Estera wraz z innymi kobietami, została wzięta do królewskiego zamku, gdzie przygotowywano ją na spotkanie króla Aswerusa, który szukał nowej żony. Przez rok była smarowana olejkami oczyszczającymi i upiększającymi. Gdy nadeszła jej kolej, zaprowadzono ją do króla, a on ją umiłował.

Zrozumiałam, że Bóg ma plan na moje życie, że to bolesne doświadczenie ma czemuś służyć. Powiedziałam Mu wtedy, że się zgadzam na Jego wolę, poprosiłam, aby mnie prowadził. Wiedziałam, że będę tą Esterą, że ćwicząc się w cierpliwości mam czekać, zaufać.  Nie sądziłam jednak, że moja historia będzie aż tak podobna do tej biblijnej.

Monika

***

We wrześniu 2018 na grupie dla uczestniczek programu formacyjnego pojawi się komentarz do Księgi Estery autorstwa s. Marii Donaty, niepokalanki.

Jeśli chciałabyś dołączyć do programu formacyjnego, wszystkie szczegóły znajdziesz tutaj: www.formacjaserca.pl

Czytaj dalej...

O kobiecie z dzbanem oliwy i o tym, że Bóg wie ile potrzebuję!

Historia kobiety z dzbanem oliwy to zaledwie kilka wersetów w 2 Księdze Królewskiej (2 Krl 4, 1-7), ale jest na tyle piękna, że zapragnęłam uczynić ją historią miesiąca (dokładnie czerwca!) w Kalendarzu Kobiety 2018. Poruszyła mnie kiedyś do głębi i nadal jest wielką inspiracją. Gdybym mogła nadać imię tej bohaterce, nazwałabym ją... uBOGAcONA. Naprawdę na nie zasługuje w pełni! A że możemy bardzo owocnie rozważać jej historię wraz z dwiema innymi opowieściami (bardzo kobiecymi!) z tych Ksiąg, to uczyniło ją jeszcze piękniejszą i bogatszą! 

Spotykamy ją w naprawdę rozpaczliwej sytuacji. Nie ma już nic. Straciła wszystko, to znaczy przede wszystkim - wszystkich. Straciła męża, a za chwilę straci także swoich synów. Nie tak, jak matka traci synów, którzy wiążą się ze swoimi żonami. Ale w sposób najokrutniejszy - jej dzieci staną się zapłatą za długi, staną się niewolnikami. Ona zostanie sama, bez męskiego wsparcia. Ale i oni zostaną jakby sami. Nie ma żadnego sposobu, by temu zapobiec. Jeszcze są przy niej, ale wie, że już jakby ich nie ma. Czy można jeszcze coś zmienić? Byłaby gotowa na wszystko. Więc podejmuje próbę, wołając do proroka Elizeusza. Powołuje się na wiarę swojego męża - ucznia proroków. 

Elizeusz poproszony o pomoc nie pyta o jej wiarę, nie wznosi modlitw do Pana, ale... zapytuje o jej zasoby. „Wskaż mi, co posiadasz w mieszkaniu” (2 Krl 4, 2) Chce ustalić nie to, co może dać Bóg, nie to, jak wierny Bogu był jej mąż, nie to, co on ma w zanadrzu, ale to, co ona ma. Jakiż paradoks! Przecież ona jest bardzo uboga, przecież - gdyby coś miała - nikt nie odebrałby jej synów! Co ona ma? Widzi, że nic. Nie dostrzega, że to jest prawie nic.  

Prorok jakby mówi do niej (ale może i do nas dzisiaj?) - skoro widzisz te braki, widzisz swoją beznadziejną sytuację, płaczesz, krzyczysz i wołasz o ratunek w swojej biedzie, to teraz zobacz, co jest po Twojej stronie. Rozejrzyj się po swoim mieszkaniu. Po swoim wnętrzu. Co tam jest? Nie: czego tam nie ma. Ale co tam możesz znaleźć? Nic. To pewne. Ale zaraz, zaraz. Jest jeszcze dzban oliwy… Więc jeśli ona się dobrze rozejrzy, to dostrzeże i to. To, co ma. To bardzo niewiele. W porównaniu z ceną jej dzieci, ona - ta oliwa - jest bezwartościowa. Ale można coś z tym zrobić!

Elizeusz daje jej dokładne instrukcje. Ma pożyczyć naczynia od sąsiadów. Każe jej wyjść od siebie, poprosić o pomoc, zaangażować innych. I uczynić to z rozmachem! Tłumaczenie z Edycji św. Pawła mówi, że ma pożyczać i to niemało”. Tłumaczenie z Biblii Tysiąclecia brzmi ciekawiej: tylko nie żądaj zbyt mało” (2 Krl 4, 3).  Ma się nie ograniczać, ma przyjmować dary, ma prosić o dużo. Dużo pustych naczyń pożyczonych, a więc przyniesionych na chwilę, nie wydaje się szczytem marzeń czy oznaką bogactwa. Jest to też wbrew jej potrzebom, a dziś całkiem wbrew idei minimalizmu. Ale ona nie docieka, nie kalkuluje, tylko wykonuje polecenia. Bo czasu też nie ma. Ma pozwolić, by inni dzielili się z nią. By była obdarowywana. Daje też wszystkim sąsiadom znać o tym, co się dzieje, choć sama tego nie wie. Ale nie ma nic do stracenia, skoro zaraz może utracić wszystko. Synowie donoszą kolejne dzbany, a ona przelewa oliwę, która wciąż w cudowny sposób płynie... Wyobrażam sobie, jak jej dom zapełnia się naczyniami, jak powoli zaczyna brakować miejsca, by swobodnie się przemieszczać. Aż w końcu kończą się naczynia. Ona jest gotowa je dalej ustawiać - myśli maksymalistycznie, a może tak skupia się na zadaniu, że nawet ich nie liczy, tylko przelewa - ale tych już nie ma, jak donoszą jej dzieci. I wtedy oliwa także się kończy. Dokładnie w tym momencie, gdy braknie miejsca. I naczyń. W tej chwili, gdy wszystko już wystarcza. Pan wie, ile ona potrzebuje. Wie, kiedy potrzebuje. 

 „Idź, sprzedaj oliwę, zwróć twój dług , z reszty zaś żyjcie ty i twoi synowie" (w. 7)

Nie prosiła o środki do życia, prosiła, by jej synowie byli z nią. Nie widziała jeszcze tej potrzeby, ale Bóg przewidział. Dosłownie wszystko.  

Uwielbiam tę historię o kobiecie, która zaraz ma stracić wszystko, choć już jest bardzo uboga! W odpowiedzi otrzymuje więcej niż mogła sobie wymarzyć. Ale do tego WIĘCEJ prowadzi droga. Bóg czyni cud, najpierw zwracając jej oczy na to, co ma. Nawet jeśli to tyle co nic. A potem angażuje ją i innych w to działanie. Wypełnia puste naczynia. Wypełnia jej serce. 

A czy moje widzenie braku nie zasłania mi oczu na to, co mam?  Czy jestem wdzięczna za to, co mam?  Czy wiem, jak z tego korzystać? Co robię, by to niewiele stało się większe? Z jakiej małej miarki we mnie Bóg może uczynić cuda? Z małej wiary, ufności, wiedzy?... Czy jestem gotowa przynosić puste dzbany mojego serca, by On pomagał mi je napełniać? Czy jestem gotowa wykonać przy tym pracę?...

Zapraszam Was serdecznie do rozważania tej historii w czerwcu i nie tylko!...

***

W Księgach Królewskich czytamy także o dwóch innych kobietach, których historie są dość podobne do tej o kobiecie z dzbanem oliwy. Też opowiadają o cudach. Też mówią o biedzie i bogactwie. O hojności Boga, ale też człowieka. O matczynych sercach i o Bogu, który widzi potrzeby, których my same nawet nie dostrzegamy. Jest to wdowa z Sarepty (1 Krl 17, 8-24) i Szunemitka (2 Krl 4, 8-37). One wszystkie pojawiły się w programie formacyjnym uBOGAcONA między niewiastami Starego Testamentu - możecie je więc odnaleźć w notesie.

A w drugiej połowie czerwca 2018 facebook live, podczas którego będziemy czytać te historie! (Live na grupie dla użytkowniczek Kalendarza Kobiety 2018 lub programu formacyjnego z kobietami Starego Testamentu). Szczegóły będą podane na grupie

Czytaj dalej...

Jak korzystać z Kalendarza Kobiety 2018? | Czyli Inspiracje (1)

Nowy rok, nowe cele, nowe wyzwania i nowy Kalendarz! Zaczynam już wielkie odliczanie do tej chwili, kiedy będzie w użyciu. Codziennym. Nie tyle do zdjęć, ale do prawdziwego zapisywania. Mam wiele nadziei i pragnień związanych z tym 2018 rokiem. Mam nadzieję, że Wy również! :-)

W tym roku w Kalendarzu Kobiety pojawiły się nowości, m.in. małe naklejki, strony do kolorowania, odświeżone planery i naturalnie, pojawiają się pytania: jak ich użyć? Ja mam masę pomysłów. Wy też macie ich dużo - co widać na naszej facebookowej grupie. Miałam też jakiś zamysł w takim ich ułożeniu, ale ostateczne i praktyczne zastosowanie tych wszystkich możliwości leży po stronie każdej z nas, która z nich korzysta. I nawet o tym warto sobie przypomnieć na sam początek. O tym, że nie ma gotowych rozwiązań. Nie ma też uniwersalnych propozycji. I o tym, że nie chodzi o drogę na skróty, która omijałaby odkrywanie naszej drogi. Tak naprawdę kreatywność to droga poszukiwania tego, co nam pomaga. Ważna i pomocna droga. Nasza droga, która ma nas prowadzić ku temu, co dla nas najważniejsze. Czyli ku Bogu, a wraz z tym celem - ma nam pomagać kształtować siebie, skupiać myśli na tym, co Boże. Forma i efekt artystyczny nie są więc najważniejsze, choć i one mogą przynosić satysfakcję i dawać radość. Jednak dobrze jest nie skupiać się na nich za-bardzo. No, chyba że myślimy o tworzeniu dzieła sztuki i wystawieniu go kiedyś w galerii! ;-)

Choć, mówiąc już całkiem poważnie, jest jeszcze większe dzieło, które kształtujemy (właśnie i tą kreatywną drogą!) - dzieło, którym jesteśmy my same! Piękno Dzieło Boże! 

A więc do pracy, Córki Ojca Niebieskiego! Odwagi! 

Na sam początek podpowiadam, jak można zapełnić strony otwierające każdy miesiąc - strony popularnie nazywane kolorowankami, obok których pojawia się cytat z Pisma Świętego. Mam nadzieję, że znajdziecie tu wskazówkę dla siebie - pomocną do pracy z Kalendarzem Kobiety lub do innej kreatywnej - ale też duchowej - aktywności. Przewodnik do pobrania poniżej (nad notką o autorce wpisu).

_____

Dalsze części przewodnika będą udostępnione w najbliższych dniach dla użytkowniczek Kalendarza Kobiety 2018 na naszej facebookowej grupie. 

Czytaj dalej...

Kalendarzowe pięciolecie!

Premiera Kalendarza Kobiety 2018 miała miejsce już miesiąc temu - 18 października. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie miałam czasu jeszcze się nim ucieszyć, bo cieszenie się tym nowym wydaniem trwało przecież wiele tygodni - pakowania, wysyłania, fotografowania czy w końcu omawiania go między niewiastami podczas naszego spotkania pod hasłem uBOGAcONE. Ale do tej pory nie wygospodarowałam czasu, by o nim więcej napisać, by podzielić się okładkową batalią, a wreszcie - by wybrać swój prywatny egzemplarz i po prostu oznaczyć jako MÓJ! (ale oczywiście nie jest tak, że ja zostaję bez Kalendarza!)

To nie pięćdziesiąt, to nawet nie dziesięć. Ale pięć wydaje mi się już ważne i symboliczne (tak jak okrągłe i wyjątkowe było małżeńskie pięciolecie). Pięć Kalendarzy to ponad cztery lata pracy nad jednym projektem. Patrzę z uśmiechem, kiedy ustawiam je obok siebie. Jak ładnie komponują się teraz okładki! Spoglądam na nie z satysfakcją, która przezwycięża nawet myśli typu: można było lepiej! jejciu, dlaczego to jest tu? dlaczego nie ma tego, itd. Patrzę więc z łagodnością i z dumą związaną nie tyle z tym, że nakłady są coraz większe, że kalendarze są coraz piękniejsze i coraz bliższe mojemu (i nie tylko mojemu!) sercu, że Kalendarz staje się czymś więcej niż terminarzem - ale z tym, że to dzieła ukończone. Nie zostały w sferze marzeń, planów, w szkicach, w szufladzie. Nie utknęły gdzieś na półmetku, ale poszły w świat! Wzruszam się, patrząc na nie, bo ukazują mi też moją historię - nie tylko rozwoju edytorskiego, ale i rozwoju serca, i w ogóle - biegu życia. Są też dowodem na to, że można stworzyć coś niemal z niczego. I że coś może trwać dłużej niż kilka miesięcy!... To znaczy: że i mnie - skłonnej do ucieczki przed tym, co mnie przerasta - udało się wytrwać tak długo. Nie swoimi siłami, rzecz jasna.

4,5 roku wspomnień...

Każdy Kalendarz przywołuje we mnie wiele wspomnień - szczególnie z etapu ich tworzenia. Jakby to było wczoraj... kiedy kupowałam czerwony balon w kształcie serca do pierwszej naszej sesji z Emilią, który ostatecznie i tak w Kalendarzu się nie pojawił. Jakby to było chwilę temu, kiedy pędziłam z wózkiem do pobliskiego parku, aby z razem z Agnieszką i Emilią tworzyć zdjęcia Dzielnej Niewiasty. I jakbyśmy naprawdę tak niedawno czekały w samochodzie aż minie deszcz, który przerwał nam pracę nad okładką projektu 2015. Dziś na pewno dałabym o tym znać na Instagramie, ale wtedy nie miałam konta na ig, a wszystkie próbki filmowe wydawały się za mało dobre, by je ukazać - ale dziś możemy się uśmiechnąć, oglądając je! ;-) Wydaje mi się jakby to było wczoraj, kiedy wpinałam Agnieszce we włosy kwiaty i zaplatałam warkocz, a Iruś szukał sposobu, by złapać się w kadrze. Tak, mam w pamięci wiele chwil, wyzwań i wspaniałych współpracy. 

 Sesja 2014

Sesja 2014: od lewej - ja, Paula, Emilia

Tworzymy KK 2015

 

 

Nauki nadal aktualne

Wróciłam dziś do podsumowania, które napisałam rok temu - wtedy, gdy jeszcze nawet nie pomyślałam, że Kalendarz 2017 będzie miał dodruk (a miał! i dlatego był - choć nie było to zaplanowane - dostępny w dwóch wersjach - miękkiej i twardej oprawie). Wtedy, gdy przez myśl mi nie przeszło, że powstanie NoTes Kobiety. Wtedy, gdy czułam, że to jakiś nowy krok w projekcie, a ja jestem na jakimś zakręcie, ale nie wiedziałam jeszcze, co będzie za nim. Jakkolwiek wszystkie nauki, o których tam pisałam, są wciąż aktualne. Z każdym rokiem bardziej.

Bóg wie co i jak (i wykorzystał małe kroki programu #jawJEGOoczach, doświadczenia Między Niewiastami, i moje własne duchowe przemiany!) | Dobre dzieło poznaje się po dobrych owocach (takie Pan czasem daje mi poznać, zwłaszcza wtedy, gdy pytam, czy iść w tym dalej) | On jest Zbawicielem (Amen!) | Nie tworzymy dzieł idealnych (Co za ulga, gdy sobie to przypominam! A także i to, że ja nie muszę być idealna, by służyć innym!) | Nie da się trafić do każdego serca (Na szczęście On może i ma swoje sposoby!) | Dobre słowo cenniejsze niż perły | On jest też dla mnie (On także i w tym ma plan dla mnie!)

Motywy przewodnie i formacja serca

Już wtedy trochę zaczepnie pytałam, czy wiecie, jaki będzie motyw na nowy rok. Bo ja już wiedziałam. Tak, już wtedy wiedziałam, że - jeśli powstanie kolejny (bo dopóki nie mam go w rękach, nie nie jest tak bardzo pewne!) - to będzie o kobietach Starego Testamentu. Bo to będzie kontynuacja! Pierwszy Kalendarz 2014 nie miał jako takiego motywu. Poruszał różne wątki związane z życiem kobiety - dzieciństwo, macierzyństwo, piękno, cielesność, miłość, itd. Drugi Kalendarz był inspirowany poematem o Dzielnej Niewieście, ale właściwie nie przypominam sobie, kiedy ten pomysł się pojawił. Czułam, że to jest ten fragment Słowa, który może nas, kobiety, prowadzić. Że jest przedziwnie aktualny i poruszający! A do tego tak wspaniale można było oddać na zdjęciach Dzielną Niewiastę - tak symbolicznie. Do dziś używam zdjęć z tamtych sesji. Zdjęcie z perłami pojawiło się nawet niedawno na pocztówkach Serca Kobiety - to samo zdjęcie, które pierwsze „recenzentki” (z mojego otoczenia!) przyjęły z lekkim sceptycyzmem: „ale... gdzie ona ma głowę?”. Pieśń nad pieśniami była natomiast dla mnie niezwykle kobieca, poruszała przecież dwa cudowne tematy - piękna i kobiecości. I była wyzwaniem dla mnie samej.  

Przełomowym momentem był motyw Kalendarza 2017 - kobiety Nowego Testamentu. Jego tematyka była konkretna, ale też dość szeroka, a więc idealna na całoroczną, systematyczną pracę. A to stało się moim marzeniem i było zgodne z odkryciami i doświadczeniami, jakie zebrałam przez ostatnie lata. Że potrzebujemy przemieniania myślenia i spojrzenia, a to wymaga stałej pracy i formacji. Nie ma piękniejszego i lepszego początku jak spotkanie z Jezusem! To dzięki historiom kobiet z Ewangelii możemy zrobić pierwsze kroki (czy jakby pierwsze, jakby nowe) w Tej Relacji. Ten sposób miałam już po części opracowany i obmyślany w programie Między Niewiastami. Z tym, że tu kobiet NT jest 6, a w Kalendarzu znalazło się ich 13. Przy Kalendarzu powstał od razu pomysł na dodatkowe materiały formacyjne - roczny program #jawJEGOoczach, z którego w połowie roku powstał NoTes Kobiety. Uff! Teraz dobrze tę drogę zmian, ale gdy o tym komuś opowiadam, zwykle czuję, że wprowadzam mętlik ;-)

Kalendarz Kobiety 2018 jest kontynuacją programu spotkań z biblijnymi bohaterkami. W Kalendarzu znajduje się jedna postać na miesiąc, ale to nie wszystko! Do tegoż programu spotkań z kobietami ST powstała także grupa na fb, gdzie będziemy się wzajemnie ubogacać, wspierać i motywować, a także odkrywać nie tyle jedną bohaterkę na miesiąc, a co najmniej dwie! (W rytmie co dwutygodniowym - pomocą będą spotkania online na żywo). Pomocą będzie także notes formacyjny, którego premierę przewiduję w styczniu.

Środek KK 2018 

Kulisy powstawania 

W żaden wcześniejszy Kalendarz nie włożyłam tyle od siebie. Dosłownie. To znaczy żadnego wcześniej nie składałam całkiem sama. To ma swoje plusy, bo w końcu planer ma taki układ, jaki chciałam. A tworząc, miałam w pamięci rozkład wszystkiego. To ma też minusy, bo żaden mnie nie zmęczył, jak ten. Może dlatego, gdy się pojawił, nie miałam jakiejś nieodpartej ochoty go wertować? ;-)

Elementem niepewnym i zmienianym do ostatniej chwili była okładka. Najpierw myślałam, że będzie ona kontynuacją okładki 2017. A więc będzie prosto: inne kwiaty (te też miały być wcześniej inne niż lawenda, ale nie zdradzę jakie, bo może się pojawią kiedyś!), i inne kobiety. Później miał być po prostu wianek lawendy. Okazało się, że rodzajów lawendy są dziesiątki, a wianków to jeszcze więcej! Niełatwo było mi się zdecydować. I ciągle brakowało mi czegoś. W końcu - myślę - całkiem inaczej zróbię. Minimalistycznie. Napisy i kolorowe tło, które pojawiają się w środku. Tak już miało zostać, taki był też druk próbny. Ale to nie było to. Musi być inaczej! A więc dwa dni przed oddaniem do druku razem z Moniką i Ulą szukałyśmy czegoś innego. Miałam w nich ogromne wsparcie, a mobilizacja, jaka się pojawiła, przeszła moje najśmielsze oczekiwania. I tak powstała ukwiecona kobieta na okładce, z którą się musiałam chwilę oswoić... Uwieńczeniem był wybór tła, w czym nie byłyśmy jednomyślne. Nocą oglądałam jeszcze różne odcienie, tworzyłam nowe wersje od białej przez różową, żółtą na ciemnoniebieskiej kończąc. Aż w końcu zapadła ostateczna decyzja, której cudownym potwierdzeniem był zachwyt, jaki niemal usłyszałam, gdy zdjęcie okładki pojawiło się w sieci! Po wielu trudach i przeciwnościach, dylematach, emocjach!... I tak zostałam nazwana w zespole marudą, no, ale wymarudziłam tę okładkę! A wszystkie wersje trzymamy w zanadrzu! Jedna stała się plakatem spotkania między niewiastami, inna - plakatem do pobrania na naszej grupie na fb, a dalsza część pomysłów czeka na swój czas. 

Tworzenie okładki 2018

 

 

A za rok...

A za rok może i powstanie Kalendarz Kobiety 2019! 

 

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS