Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie (Łk 10, 39)

Między niewiastami... czyli nowe filmiki!

Rozmowy między niewiastami mogą być bardzo uBOGAcające, prawda? :-) Chcę Was w tym utwierdzać i dlatego powstał właśnie nowy cykl na youtube, w którym możecie obejrzeć i/lub posłuchać naszych rozmów na ważne tematy. Dostępne są już dwa odcinki!

W odcinku 1 rozmawiam z s. Marią Donatą o tym, czym są rekolekcje i dlaczego są tak ważne w formacji serca.

W odcinku 2 rozmawiam z Magdą Keler o tym, że w formacji... końca nie widać! 

 

 

Czytaj dalej...

Chodź, bądź uBOGAcONA!

Zwykle nie muszę tłumaczyć, czym jest Kalendarz.
Większość z nas ma o nim jakieś już pojęcie. Kalendarze są bardzo różne, to prawda, ale jednak zwykle zawierają podobne schematy: daty, znany nam układ miesięcy i funkcjonalności, oznaczenia imienin, czasem wschodu i zachodu słońca, itp. Choć i tak wiem, że mówiąc o Kalendarzu Kobiety, chcę pokazać coś, co na pierwszy rzut oka nie jest dostrzegalne. Jego możliwości. Zamysł, który towarzyszył mi w tworzeniu. Dodatki, których nie widać, dlatego też mówię o nim m.in. tutaj 

Ale mimo to Kalendarz jest już oswojony. 

Inaczej jest z programem formacyjnym, który jest jednak czymś mniej znanym. Nie zawsze łatwo powiedzieć o nim w dwóch zdaniach, o jego formie, o jego możliwościach, dlatego też... powstały filmy o tym, czym są programy formacyjne, co można dzięki nim odkryć i co można w nich znaleźć.

Zapraszam do zapoznania się!

 

Czytaj dalej...

Sara - moc modlitwy i moc Miłości | + planer na lipiec

Nie Estera, nie Rut, nawet nie Dzielna Niewiasta, ale właśnie Ta Sara - żona Tobiasza - była najczęściej przywoływana w wypowiedziach konkursowych nadsyłanych do Kalendarza Kobiety 2018. To ją najczęściej wybierałyście, wskazując na najważniejszą dla Was postać biblijną!... Przyznaję, że na mojej wstępnej liście bohaterek Starego Testamentu do ubiegłorocznego Kalendarza Kobiety - tej Sary nie było. Ale zmieniłam zdanie, odkrywając, jak ważne jest jej miejsce i jak wiele możemy nauczyć się z lektury Księgi Tobiasza. To jest naprawdę przepiękna księga!... Taki must-read na drodze formacji, który może umocnić modlitwę, nadzieję i oczyścić spojrzenie... na samą siebie! 

Co jest takiego w historii Sary, że porusza kobiece serce? Jej cierpienie i bezradność? Jej całkowite przekonanie - poparte wieloma „dowodami” - że nie ma żadnej wartości? Jej rozpacz? Jej brak siły do życia?

Brzmi znajomo?...

Brzmi to przedziwnie, a jednak bardzo szczerze. Chyba każda z nas, poznając Sarę, odczuwa wielki żal i współczucie dla tej młodej kobiety, która pochowała siedmiu mężów - i to zaraz po nocy poślubnej. Sara nie może zbudować żadnej relacji z mężczyzną, głód miłości jest ogromny, ale tak wiele strat coraz bardziej osłabia nadzieję. Może nawet nadziei już dawno nie ma!... Teraz już żaden mężczyzna nie chce podjąć się takiego ryzyka. Bo i tak może być postrzegana relacja z nią - jako wielkie ryzyko! Zły duch ją ogarnął. Z nią nie da się żyć. Tak myślą inni, trzymając się od niej z daleka, a nawet życząc jej śmierci (jak jej służąca). Ale i ona tak może widzieć siebie. Wpada w rozpacz i chciałaby zakończyć swoje życie, w którym nie ma żadnej obietnicy zmiany!... Ale odejście wcale nie jest tak łatwe. Samobójstwo jedynej córki byłoby ciosem dla rodziców!... Z miłości do nich - Sara chce żyć, choć wszystko wskazuje na to, że w jej życiu naprawdę nie ma przyszłości...

Jedynym, który zna jej serce i widzi wszystko w prawdzie, jest Bóg. I tylko On może coś w tej beznadziejnej sytuacji zrobić. Sara dobrze o tym wie. Miotana emocjami, żalem, cierpieniem - to jedno wie na pewno. Że Bóg ma moc. I że jej siłą jest modlitwa. W swoim rozpaczliwym położeniu, w czasie modlitwy - po pierwsze wychwala Boga. Oddaje się Jemu. I prosi o spełnienie Jego woli. 

 

Oto wznoszę do Ciebie twarz i zwracam me oczy.

Pozwól mi odejść z ziemi i już nigdy nie słuchać obelg.

(...)

Jeśli jednak nie chcesz, bym umarła, PANIE, to posłuchaj, jak ze mnie szydzą!

Tb 3, 12-13.15

 

Bóg słyszy modlitwę Sary, widzi jej łzy i ma plan na jej uleczenie. Sprawi Swoją mocą, że Sara będzie mogła już za chwilę rozpocząć budowanie świętego małżeństwa. Oto w próg jej domu wchodzi Tobiasz wraz ze swoim towarzyszem (aniołem Rafałem, a jakże!). Tobiasz, z którym rozpocznie nowe życie - nie od lęku, ale od modlitwy i stanięcia w prawdzie przed Panem - przypominając sobie, czym jest wspólna droga dwojga ludzi. To piękne wydarzenie staje się jeszcze bardziej zachwycające, gdy czytamy Księgę Tobiasza w całości, dostrzegając Boży plan w życiu nie tylko tej młodej kobiety, ale także całej rodziny Tobiasza. Modlitwa Sary łączy się przecież z błaganiem Tobita (a więc ojca Tobiasza, tzw. Tobiasza Starszego). On także znajduje się w rozpaczliwej sytuacji. I to on, oddany Bogu człowiek, który dzieli się swoimi dobrami i podejmuje wiele uczynków miłosierdzia!... 

Księga Tobiasza to więc nie tylko opowieść o Sarze. To także historia Anny - żony i matki poddanej próbie. To historie małżeńskie - Anny i Tobiasza, a także Raguela i Edny. To opowieść o modlitwie, o wielbieniu Boga, o dziękczynieniu (jakże wiele słów jest tam kierowanych do Pana!). To księga o Bożym działaniu, którego ludzkie oko może nie rozpoznać od razu. To wreszcie nauka o małżeństwie, wartościach, o rodzinnych relacjach, a także o miłości.

Tak, przede wszystkim o Miłości.

 

Bóg widzi wszystko.

Bóg słyszy wszystko.

Bóg działa.

Nasza modlitwa ma znaczenie.

Przemienia nasze serca.

 

 

 

***

A czy Wy już znacie Sarę? Jeśli nie, to gorąco zachęcam, by podjąć się lektury księgi Tobiasza! 

Pomocą w jej odkrywaniu mogą być materiały zawarte w programie formacyjnym uBOGAcONA między niewiastami Starego Testamentu.

 

 

W lipcu 2018 - pocztówki z Sarą w promocyjnej cenie! :-)

A poniżej (ponad notką o autorce artykułu) do pobrania planer na lipiec do druku.

 

Czytaj dalej...

Podążając ich śladami... Czyli niezwykłe spotkania i wzruszenia na szlakach Italii

Znowu Włochy? Przecież już tam byliście! - słyszałam kilkakrotnie. To prawda - byliśmy już tam. Nawet nie raz. Ale lubimy tam wracać. Lubimy Włochy za słońce, ciepłe barwy miast, kawę z ekspresu za symboliczne 1 euro, którą można dostać nawet na małej stacji benzynowej i której nawet nie zawsze trzeba wpisywać do menu - bo wiadomo, że kawa jest! Lubimy Włochy za kościoły i za to, że niemal każde miasteczko pamięta jakiegoś świętego. Nasza rodzinna wyprawa - oprócz tego, że była czasem odpoczynku i wyciszenia, miała też pielgrzymkowy charakter. Włochy to idealne miejsce do tego!... Pragnęłam przemierzyć szlaki kilku świętych kobiet, zbierając materiał do Kalendarza Kobiety 2019, a przede wszystkim przygotowując swoje serce na dalsze prace i cały rok formacji. Nie przypuszczałam jednak, że aż tyle kobiet spotkam i że będę tak poruszona tymi drogami, i całym tematem świętości. A to przecież dopiero początek!...

Chociaż to naprawdę były wakacje (i to dłuuugie!), miałam ochotę dzielić się małymi relacjami z tych spotkań. Umieszczanie ich w miarę na bieżąco na insta stories było bardzo przydatne - także dla mnie, by zatrzymać te doświadczenia na dłużej. Otrzymałam też wiele miłych odpowiedzi i próśb o modlitwę. A żeby zatrzymać na trochę dłużej te relacje, umieściłam je w wyróżnionych relacjach. Można więc je zobaczyć nawet teraz :-)


Moja litania do świętych po tej podróży mogłaby brzmieć tak:

św. Gemmo Galgani,

św. Zyto,

św. Katarzyno ze Sieny,

św. Fino,

św. Katarzyno del Ricci,

św. Magadaleno z Canossy,

św. Joanno Beretto Molla,

módlcie się za nami!

Poniżej umieszczam kilka najważniejszych myśli i wspomnień. To taka zapowiedź nowego roku. Taki przedsmak... :-)

 

Przepiękna toskańska Lucca wypełniona kościołami i św. Gemma Galgani

Lucca to piękne miasto. Nie za duże (jak Florencja!), ale nie za małe - można je przemierzać przez kilka godzin. My dotarliśmy tam po deszczu, który złapał nas w Pizie. Jest to rzeczywiście miasto wielu kościołów! A mnie już od jakiegoś czasu kojarzyło się ono ze św. Gemmy Galgani. Najpierw słyszałam o niej, później poznałam ją trochę bliżej podczas moich poszukiwań świętych niewiast do Kalendarza 2019. Czytałam trochę jej pism, ale wciąż jeszcze miałam poczucie, że jej nie spotkałam tak bardzo osobiście. Przystanek w tym miejscu był więc dobrą okazją, by to nadrobić. Nie mieliśmy ambicji, by zobaczyć wszystkie miejsca związane z jej życiem (było to też niemożliwe ze względu na dość późną godzinę), ale kilka udało nam się odkryć! A więc byliśmy w kościele św. Frediana, w którym Gemma przyjęła I Komunię św. Tam też poznałam św. Zytę, która kilka wieków wcześniej przychodziła codziennie do tego kościoła, a teraz jest tam pochowana. Dotarliśmy także pod dom, w którym św. Gemma zmarła. Naprzeciwko niego stoi Kościółek Róży, gdzie Gemma się modliła. Jest tam też konfesjonał, przy którym się spowiadała. A nam udało się trafić na Nieszpory!...

Przemierzanie dróg, które znała św. Gemma, które - nie tak dawno wcale - były też jej drogami, było dla mnie naprawdę cudownym doświadczeniem. Myślałam o św. o. Pio i o św. Maksymilianie Kolbe, którzy tak bardzo ją cenili. Myślałam o tym, jak święci cudownie się inspirują i wspierają w drodze do Nieba. I o tym, że św. Gemma żyła naprawdę radykalnie, naprawdę dla Boga. I że to nie jest tylko jej powołanie, ale także nasze.

I kawałeczek z jej autobiografii - wniosek po rekolekcjach, jakie odbyła w 1891 r.: „Ze wszystkich sił pracować nad tym, by nie prowadzić rozmów na tematy obojętne, a tylko o sprawach nieba.”

Wśród moich lektur w najbliższym czasie - biografia Gemmy! Nie mogę się doczekać tego kolejnego spotkania z nią!  

 

Moja św. Katarzyna i słoneczna Siena! 

Na przemierzenie jej dróg czekałam najbardziej. Przygotowywałam się do tej drogi, czytając Dialog, Listy oraz jej biografię. Próbowałam sobie wyobrazić Sienę z XIV w, w czym pomogła mi jej biografia. Od czasów Katarzyny miasto nie zmieniło się aż tak bardzo. Główny plac, układ ulic, a nawet fontanny - to wszystko znała i ona. I oczywiście bazylikę i katedrę! Siena urzekła mnie (bardziej niż Florencja!). Pewnie ma to związek z Nią, ale niech tak zostanie! Najbardziej wzruszające były chwile spędzone w jej domu-sanktuarium, szczególnie czas przy jej celi. Rzeczywiście małej, nisko umieszczonej, tak, jak ją sobie wyobrażałam po wcześniejszych lekturach. To właśnie tu była blisko Niego, to właśnie tu przygotowywała się do misji, którą podjęła - misji jednania i walki o Kościół. A także misji ukazywania prawdy o Bogu i Jego stworzeniu.

Będąc przy jej sanktuarium, zadziwiona spokojem, jaki tam panował, nagrałam też na żywo pozdrowienia. Czytałam też fragment jej listu na temat Bożej miłości. Cała ona, ta nasza Katarzyna!...

Katarzyna - doktor Kościoła i patronka Europy - będzie jedną z bohaterek na cały miesiąc w Kalendarzu 2019! Będzie więc czas na lekturę jej pism, a także na bliższe poznanie jej życia. Ale, ale! To nie znaczy, że teraz nie jest dobry czas, by „usłyszeć jej głos”. Szukacie duchowej lektury na wakacje? Polecam Wam gorąco jej Dialog, a tu fragment: 

„Chcąc ruszyć w drogę, winniście przede wszystkim pragnąć. Bo tylko ci, którzy pragną, są zaproszeni, wedle słów: <<Kto pragnie, niech przyjdzie do Mnie i pije>> Kto nie pragnie, nie wytrwa w drodze; znuży się trudem, albo się zatrzyma dla przyjemności. Nie chce mu się nieść naczynia, którym by mógł czerpać, ani stara się o towarzystwo, jakiego mi trzeba.” 

 

 

Św. Joanna Beretta Molla - nasze ciche, wzruszające spotkanie - między nami żonami

Św. Joannę znam od dawna. Za jej wstawiennictwem modliłam się wielokrotnie, szczególnie przed ślubem. Czytałam też jej listy do męża, kiedy przygotowywałam się do małżeństwa. A później chyba trochę o niej zapomniałam... Na tyle, że w moich planach na tę podróż śladami świętych kobiet, nawet o niej nie myślałam aż tak mocno. Nie za wszelką cenę. Ale nasza droga powrotna prowadziła jak najbardziej w pobliżu jej miejsc, więc postanowiliśmy tam pojechać. Na koniec tych blisko 3 tygodni z moimi ukochanymi chłopakami, bardzo tego zapragnęłam. Tego, by zawierzyć Bogu - przez jej wstawiennictwo - moje małżeństwo i macierzyństwo. Czułam głęboko, że to będzie najlepsze uwieńczenie naszej podróży. (Miałam też kilka ważnych intencji!) I choć wiedziałam, że bardzo tego chcę, to nie liczyłam na tak wielkie wzruszenia, jakich doświadczyłam, będąc najpierw w Magencie (gdzie Joanna się urodziła), a później w Mesero, gdzie została pochowana. Tak niedawno chodziła tymi ulicami - młoda lekarka, piękna kobieta, kochająca Boga i ludzi, a teraz mogłam iść nimi ja, jakby z nią. Na dosłownie minutkę (i to dzięki uprzejmości pewnego pana!) w Magencie wstąpiliśmy do kościoła, w którym Joanna została ochrzczona (jest tam do dziś jej szata chrzcielna!), a później - powiedziała sakramentalne „tak” wobec swojego męża. W Mesero - cichym i spokojnym miasteczku - nawiedziliśmy jej sanktuarium, gdzie obok jej obrazu umieszczone są liczne wota dziękczynne... najczęściej dziecięce śliniaczki z imionami dzieci! Chwilę później byliśmy przy rodzinnym grobowcu. Obok niej pochowany jest jej mąż i inni członkowie rodziny. Udało nam się zerwać kilka polnych kwiatów i ułożyć je obok zniczy, które zapewne zostawili inni pielgrzymi, choć - mam poczucie - że to mogli być mieszkańcy Mesero.

Jakiś pan, wracając z cmentarza modli się dłuższą chwilę przed jej grobem, a potem wychodzi z tego małego cmentarza. Poza nim nie spotykamy nikogo, a jesteśmy dobrych kilka minut. „Jej dzieci naprawdę mogły mówić św. Mamo” - mówię do moich chłopców, domyślając się, że nie wszystko i dla nich jest zrozumiałe. „To były dorosłe dzieci” - Mariusz patrzy na daty i kalkuluje. Tak, były dorosłe, ale na pewno mówiły „mamo”. Po tych chwilach zadumy na cmentarzu ruszyliśmy do parku na mały piknik. Chłopcy poszli wszystko przygotować, a ja wstąpiłam jeszcze na plac św. Joanny (obok ambulatorium, w którym pracowała) i do sanktuarium (po obrazki). Myślę o Joannie i o świętości. Dziś. O tym, że jej droga do nieba to nie była tylko jedna decyzja w życiu - jej troska o życie dziecka nawet za cenę śmierci. To była cała droga jej życia - taka dość zwykła i prosta. Z tymi myślami docieram do moich chłopaków szalejących już na placu zabaw. Idę ich kochać - pomyślałam.

Nie przypuszczałam, że jeszcze popołudniu będziemy odmawiać różaniec, jadąc nad alpejskimi przepaściami i docierając na blisko 2000 m npm. Ciekawe, czy Joanna - nasza alpinistka ;-) - też tu dotarła? - myślałam. 

 

*** 

A jeśli macie ochotę w 2019 roku odkrywać święte i błogosławione niewiasty - inspirować się ich życiem i duchowością, czytać ich pisma, to przypominam, że w przygotowaniu Kalendarz Kobiety 2019 (a także notes). Jeśli nie chcesz przegapić jego premiery, a wcześniej jeszcze przedsprzedaży, to zachęcam szczególnie do zapisania się na newsletter Serce Kobiety :-) lub do śledzenia informacji na kanałach społecznościowych! Ja już nie mogę doczekać się tej przygody! (Tak, apetyt rośnie po tej podróży szczególnie!)

EDIT: już są!

Kalendarz Kobiety 2019 

Program uBOGAcONA na drodze do świętości 

 
Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS