I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz! (J 8, 11)

Kobieta w życiu mężczyzny Mężczyzna w życiu kobiety

27.01 o godz. 19.30 - kolejna konferencja z cyklu rEVOLver!

Kobieta w życiu mężczyzny Mężczyzna w życiu kobiety

prowadzenie - Katarzyna Marcinkowska

 

Spotkanie organizowane przez DA Św. Anny w Warszawie. 

Sala Caritas - Krakowskie Przedmieście 62

Równocześnie będzie odbywać się konferencja dla mężczyzn :-)

Czytaj dalej...

7 pytań, które warto zadać sobie przed ślubem

7 pytań, które warto zadać sobie przed ślubem? Na pewno 7? Pewnie może być ich więcej, można je też streścić w jednym. I czy na pewno są to pytania tylko przed ślubem? Może są i takie. Ale wiele z tych pytań będzie powracać i prosić o nowe przemyślenie i o nową odpowiedź. O nowe, codzienne małżeńskie TAK. W miłości niewiele jest pytań zamkniętych (choć i takie mogą być).

Książka Les i Leslie Parrott(-ów) Polubić czy poślubć? 7 pytań, które warto zadać sobie przed ślubem – to niezwykle dobra lektura. Już sama okładka zapowiada, że będzie ciekawie! Już sama okładka zdradza trochę to, co jest w środku i to, co chcą przekazać autorzy. Małżeństwo to wielka przygoda! Co więcej, to świetna lektura nie tylko przed ślubem. Mogę się założyć, że wielu małżonków nawet bardziej doceni mądrość amerykańskiej pary doradców niż niejedni narzeczeni. Pytania i tematy, które rozważają autorzy, dotyczą bowiem nie tylko czasu przed podjęciem życiowej decyzji, to tematy, których nie da się raz na zawsze przerobić, by następnie z ulgą odłożyć na półkę do pudełka zrobione. Ich rozważanie może być owocne i inspirujące, a nawet uzdrawiające dla wielu małżonków, jeśli tylko zechcą podjąć się pracy nad swoją miłością. Jeśli tylko poczują potrzebę odnowienia czegoś w swojej relacji, przemyślenia swojej drogi, obrania dalszego kierunku, zrewidowania swojego tu i teraz. A że wiele par tak właśnie poczuje… tego jestem pewna. To wiem. Bo tak intymna relacja to sztuka ciągłego dojrzewania, to ciągłe pragnienie pełni.

„Spełniona miłość to kwestia bliskości, dzielenia się, komunikacji, szczerości i wsparcia. Małżeństwo, niczym serce ofiarowane za serce, stanowi najgłębszy i najbardziej radykalny wyraz intymnej relacji między dwojgiem ludzi.” (L. i L. Parrottowie)

Kwestie podejmowane przez autorów nie wydają się jakoś szczególnie nowe, to raczej klasyka mówienia o miłości, ale przyjęta przez autorów perspektywa, odwołania i podejście do tematu może być odkrywcze, zaskakujące i bardzo pomocne. Przywołane przez nich historie i anegdotki zostają w pamięci. Do mnie mocno przemawia ich styl pisania, ich szczerość w mówieniu o swoich doświadczeniach – dzielenie się sprawdzonymi radami, ale też pokazywanie, że z trudnościami zmagają się wszyscy małżonkowie, także oni sami. A co więcej, podchodzą do tego z profesjonalną diagnozą, ale też ogromną dozą humoru i dystansu do samych siebie. 

Parrotowie piszą o mitach na temat małżeństwa, o stylu miłości, pracy nad komunikacją i mądrych kłótniach, akceptacji różnic płciowych oraz o wadze sfery duchowej w małżeństwie. Pokazują, jak ważna jest praca, jak wiele może nam rozjaśnić psychologia i badania socjologiczne, ale... Ale tak naprawdę to małżeństwo, które pielęgnuje duchowość i szuka wsparcia u Tego na Górze, jest niezniszczalne, jest silne Inną, Najwyższą Siłą.

„W ostatnim czasie badania naukowe potwierdziły myśl, którą zdrowy rozsądek podsuwał nam od lat: to poprzez zwrócenie się ku duchowemu wymiarowi małżeństwa partnerzy łączą się ze sobą nierozerwalnymi więziami. Małżeństwo kwitnie, gdy pielęgnujemy duszę.” (L. i L. Parrottowie)

Parrottowie odwołują się do kilku koncepcji, zbierają swoje własne przemyślenia na temat miłości, budowania komunikacji i rozwiązywania konfliktów – jest konkretnie, klarownie i motywująco. Choć odwołują się do badań i teorii, to nie jest książka przesiąknięta akademicką wiedzą i górnolotną mądrością, która nie miałaby przełożenia na życie.

Chce się żyć tak, jak oni piszą. Chce się kochać lepiej. Nie ma lepszej recenzji dla książki, która ma inspirować do budowania miłości, niż powiedzieć: gdy się ją czyta, chce się uczyć lepiej kochać, chce się te ich piękne, czasem żartobliwe, czasem nazbyt poważne słowa zamieniać w czyn. W moje życie, w nasze życie.

„Jedną z największych iluzji naszych czasów jest pogląd, że miłość przetrwa bez naszej pomocy. Nie przetrwa.” (L. i L. Parrottowie)

Les i Leslie Parrottowie, Polubić czy poślubić? 7 pytań, które warto zadać sobie przed ślubem, wyd. Aetos 2014.

***

Książka dostępna w księgarni KiM: Polubić czy poślubić?

 ***

Jakie pytanie warto zadać sobie przed ślubem? Mam jeden egzemplarz tej książki, który chętnie przekażę dalej... :-) Na komentarze czekam do 26.11.

* * *

Ilość komentarzy i Waszych pomysłów mnie zmiażdżyła :-) Tak pozytywnie, oczywiście. Z powodu tej ilości postanowiłam wylosować zwycięzcę. Jest to Kaśka. Ale dziękuję Wam wszystkim za bardzo cenne głosy. 

Jeśli jeszcze ktoś bardzo chce zawalczyć, to zachęcam do zajrzenia tutaj - do 29.11 trwa drugi konkurs z tą samą nagrodą (w nieco większej ilości:-)

Czytaj dalej...

Randkowe refleksje i rocznicowe niespodzianki

Nasza pierwsza randka ma dwie wersje. W pierwszej (jego) spóźniam się, w drugiej (mojej) jestem chwilę przed. W jednej to jest prawdziwa pierwsza randka, w drugiej to raczej spotkanie towarzysko-biznesowe, które trochę się wydłużyło. Ale i tak twierdzę, że pamięć kobiety jest niezwykła. Pamiętam dokładnie ten moment, kiedy tam idę, pamiętam Mariusza czekającego na mnie, pamiętam chłód i to, jak śliski był lód, kiedy prawie poślizgnęłam się prosto w jego ramiona, a przecież to nie był jeszcze ten czas. Te nasze pierwsze, ośnieżone, późne, zimowe, krakowskie randki były niezwykłe. Długie rozmowy, gdy jeszcze cisza była niezręczna, tematy ważne i wzniosłe, sprawy życia i wieczności i te błahostki, które dzieliliśmy. A to o powołaniu, przeznaczeniu, Trójcy Świętej, ekumenizmie, jabłkach ze Starego Kleparza, wyjściu do kina, kolokwiach z Pisma Świętego, wykładach z etnologii, samotnej pani ze stancji, współlokatorach. Zdaje się, że w pierwszym roku spotkań na każdą randkę ubierałam się trochę inaczej. Nie mam pojęcia jak to zrobiłam. Ale zakochanym nie mówi się, że coś jest niemożliwe. Bo przecież oni wiedzą, że nie jest. Udowadniają.

Za to małżonkowie, nawet ci bardzo zakochani, widzą to często inaczej. Znają liczne uwarunkowania, realia codzienności, częściej patrzą na zegarek, mają deadline’y i nie zawsze mają czas na randki, na wyjścia we dwoje, na rozmowy, na wspólną ciszę. Po ślubie zachwyciliśmy się byciem blisko, byciem razem, wspólnym dachem nad głową, jednym adresem, śniadaniami i kolacjami we dwoje w pidżamach. Ale w codzienność, która na początku wydaje się nieskończenie romantyczna, podstępnie może wkradać się rutyna. Dlatego stwierdziliśmy dość szybko, że potrzebujemy czasu szczególnego, tego randkowego, na który się czeka, na który trzeba się przygotować, a potem, gdy już nadchodzi -  nie patrzy się nerwowo na zegarek, nie robi listy zakupów na obiad, nie otwiera się drzwi listonoszowi i nie patrzy się jednym okiem na facebooka. Patrzy się za to na siebie.

Randkujemy raz lepiej, raz gorzej, wytrwalej lub leniwiej. A teraz, jako rodzice, inaczej i nawet ciekawiej. Bo bardziej cenimy czas, odmierzamy go dokładniej, sprawdzamy jego elastyczność. Randkujemy, by przypominać sobie, że po pierwsze jesteśmy mężem i żoną, a zaraz potem mamą i tatą, choć rozkład dnia mógłby przeczyć tej kolejności. Jest inaczej, zdecydowanie. Nie stoję już przed szafą tak długo jak kiedyś, ale wciąż chcę być dla niego najpiękniejsza. Odbieram więc z radością mężowskie komplementy, na które zazwyczaj pozornie nieskromnie odpowiadam Wiem. - Pięknie wyglądasz. Jesteś piękna. Ale mam cudną żonę. Ale on wie, że ja wiem, bo on mi powiedział, bo widzę to na jego twarzy. Nasze patrzenie w oczy też jest inne. (Kiedyś Mariusz nie nosił okularów, jak to podkreśla, dopiero po ślubie pojawiła się potrzeba, a ja widzę, że teraz jesteśmy jeszcze bardziej podobni.)  Teraz w tych źrenicach czytamy głębiej, niekiedy jest przez to też trudniej, tak dla jasności, bo im więcej widzisz, tym więcej musisz zrobić, tym bardziej musisz zrezygnować z siebie, tym mocniej musisz siebie oddać, i widzisz nie tylko to, co urzekające i miłe, ale i to, co boli.

To już nie są te pierwsze randki onieśmielenia, trzepotania rzęsami i odwracania wzroku, dobierania słów nader stosownie i ostrożnie, i badania poczucia humoru. Lubię wspominać to, jak byliśmy wtedy delikatni, jak otwierała się przed nami droga. I dziękuję za to, że mam takie wspomnienia. I wiem Komu mogę za to dziękować. Tak, czasem tęsknię. Ale miłość teraz jest inna, starsza, ona dorasta jak dziecko. Szybko, z jednej strony naturalnie, z drugiej strony dzięki pomocy i wychowaniu. Nie będzie zawsze słodko śpiącym noworodkiem albo pełzającym półroczniakiem bez zębów, choć nimi też będzie. Jest dziś już trochę starsza i równie piękna, może piękniejsza. A z nią i jej randkowe pielęgnowanie. Teraz z tą miłością można już porozmawiać, choć czasem przypomina to dialog z przedszkolakiem.

A my już niebawem (w drugiej połowie sierpnia) ruszymy z akcją zachęcającą i inspirującą do randkowania! :-)

 

* * *

25 lipca od kilku lat zazwyczaj był trochę deszczowy, zwłaszcza przed południem. Pamiętam ten z 2009 r., kiedy z lekkim przerażeniem patrzyłam na pogodę za oknem. Uprzejma pani fryzjerka użyła sporo lakieru do włosów, żeby fryzura panny młodej wytrwała jak najdłużej. W tym roku Mariusz też spoglądał w niebo trochę błagalnie. Zdradził mi wcześniej, że czeka nas sesja fotograficzna. Moja wymarzona sesja tylko we dwoje! Wiedziałam, że podjedziemy do pobliskiego pięknego parku, ale nie wiedziałam, że pogoda była ważna jeszcze z innego powodu. Otóż mój mąż wsłuchał się w moje powtarzane przez lata zachwyty i marzenia (o tak - trzeba o swoich marzeniach mówić głośno i często, wtedy są większe szanse, że się kiedyś spełnią!). Mój u-śmiech był naprawdę wielki, gdy na parkingu otworzył mi drzwi nie naszego prawie pełnoletniego autka z przyrdzewiałym błotnikiem, ale pięknego kabrioletu! Tak, marzyła mi się przejażdżka samochodem bez dachu, z wiatrem we włosach i na policzkach, i z tym Jedynym u boku. Nie mam pojęcia czemu, ale - udało się!

Poczułam się prawie jak księżniczka, jak ktoś, komu daje się gwiazdkę z nieba, jak obdarowana niespodzianką, której naprawdę nie przeczuwasz, jak panna młoda, jak gwiazda Hollywood. Więc postuluję - Panowie, spełniajcie czasem nasze marzenia! Kochane Panie - mówcie półszeptem, ale często o nich, by usłyszeli. Kochani małżonkowie - zróbcie sobie sesję małżeńską! 

A my dziękujemy Przemkowi z Red Art Studio za uwiecznienie naszego szczęścia!

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS