Miłość, radość i obecność ponad perfekcjonizm! 

Byśmy pamiętały o naszej godności - o bł. Karolinie Kózkównie

Czyż święci są po to, ażeby zawstydzać? Tak. Mogą być i po to. (Jan Paweł II podczas homilii w czasie mszy św. beatyfikacyjnej Karoliny Kózkówny)

Karolina może zawstydzać niejedną i niejednego z nas dzisiaj. Możemy oczywiście przyjąć inną strategię – uznać, że życiorys jest przesłodzony, że Karolina nie była taka, jak o niej mówią, że ubarwiono jej postać albo że właściwie była dziwna, nieprzystosowana do czasów. Możemy jednak zmierzyć się z tym wzorem. Zawstydzić się tylko? A może pozwolić się zainspirować i znaleźć także w sobie tę dzielną, nieidącą na kompromisy, znającą wartość swojego ciała i kobiecości, Karolinę. Może trzeba ją w sobie delikatnie obudzić, a może trzeba chwycić za rękę, dodać otuchy lub po prostu powiedzieć: to dobra droga.

Karolina urodziła się w 1898 r. Mieszkała w podtarnowskiej wsi ze swoimi rodzicami i rodzeństwem. Pomagała w gospodarstwie, opiekowała się młodszym rodzeństwem, ale też nie zaniedbywała nauki i innych aktywności. Angażowała się we wspólnoty kościelne, dużo się modliła, a nawet pomagała w przygotowaniu dzieci do pierwszej komunii. Była lubiana wśród sąsiadów i rówieśników. W listopadzie 1914 r. na początku I wojny światowej do Tarnowa przyjechali Rosjanie. 18 listopada jeden z nich przybył do domu Kózków, wyprowadził z domu Karolinę i jej ojca, a następnie zabrał ją do lasu. Karolina uciekała i walczyła, jak tylko mogła. Ochroniła swoją godność i dziewictwo, ale straciła życie.  

Już za chwilę minie 100 lat od tamtych wydarzeń. Tak dawno, ale i niedawno. Żyjemy w innych czasach, wiele się zmieniło. Inna kultura, inne media, inne wartości, ale przecież ludzie tam w środku, w sercu – tacy sami. O czystości mówi się dziś szeptem. Czasem to dobrze, bo to jest bardzo intymna sprawa, bo to jest coś między nami zakochanymi, między nami a Bogiem, ale gdy w świecie tak często i krzykliwie, bez zażenowania i poczucia niestosowności mówi się o nieczystości, niejednokrotnie musimy zabrać głos. Może nigdy nie staniemy w tak krańcowej sytuacji jak ta, w której znalazła się młoda Karolina. Może nigdy nie będziemy musiały wybierać między czystością a życiem, ale wybór między obroną czystości swego ciała (i serca) a akceptacją innych ludzi albo między czystością a relacją z tym konkretnym mężczyzną – to całkiem realne, to nawet bardzo powszednie dzisiejsze dylematy i walki. 

Odezwać się, dać świadectwo? Powiedzieć: „nie wszyscy tak żyją, ja dochowałam czystości, ja o nią zawalczyłam, ja ją odnowiłam”. Czy przeciwstawić się mediom, głupim żartom i oczekiwaniom innych? Wzniosłe ideały, piękna droga, ale nie zawsze pozbawiona kamieni. Dlatego możemy czerpać siłę od bł. Karoliny - w trudnych chwilach, prosząc ją o pomoc, a jeśli czujemy się osamotnione, znajdując w niej przyjaciółkę. 

Karolina walczyła o czystość, o dziewictwo, ale tak naprawdę walczyła o całą swoją kobiecość, o godność, która tak mocno łączy się z naszym ciałem. Nietrudno mężczyźnie kobietę uprzedmiotowić, wykorzystać, zapanować nad nią dzięki fizycznej sile. To nie tylko upokorzenie i odebranie niewinności, ale też okrutne wtargnięcie w delikatne piękno kobiecości, które nie może obronić się z taką samą siłą. Może jedynie bronić się swoją czystością, swoim pięknem. 

Historia Karoliny to także pytanie o to, gdzie są oraz jacy są mężczyźni. Jakim mężczyzną musiał być ten, który ze względu na swój popęd, nad którym nie potrafił zapanować, zabił młodą dziewczynę? Prostą, skromną, niewinną, która mogła być podobna do jego siostry czy córki. To pytanie o dwóch chłopaków, którzy z daleka widzieli scenę tej dramatycznej walki. To pytanie do ojca, czy zrobił wszystko, by uratować córkę (podobno długo zadawał sobie to pytanie). Chciałybyśmy przecież o czystość walczyć z naszymi ukochanymi mężczyznami w jednej drużynie, nie przeciw nim. Nasza delikatność i siła wraz z ich siłą to przecież coś wielkiego.

 

Błogosławiona Karolino Kózkówna,

która znając swoją wielką wartość, broniłaś swojego dziewictwa,

módl się za nami, byśmy pamiętały, że nasze ciało jest świątynią Ducha Świętego,

a czystość jest wyrazem prawdziwej miłości.

 

I jeszcze dwie niespodzianki.

* Już niebawem w kinach film Karolina. Zapowiada się coś naprawdę pięknego! Idziecie za mną? :-)

** W związku ze wspomnieniem bł. Karoliny wyd. eSPe wydało książeczkę o błogosławionej. Jej biografia, świadectwa jej wstawiennictwa oraz modlitwy za jej pośrednictwem. Bardzo dobra lektura, szczególnie dla tych z nas, którzy jeszcze niewiele słyszeli czy czytali o niej. 

Książka autorstwa Sylwii Palki zatytułowana jest Błogosławiona Karolina Kózkówna. Czyste serce. Nad tą miłą publikacją o czystym sercu Serce Kobiety objęło patronat.
 
I dlatego też mam dla Was aż 10 egzemplarzy do przekazania! 
Tym razem przekażę je... dla pierwszych 10 osób, która napiszą w komentarzu poniżej czego możemy nauczyć się od Karoliny Kózkówny albo po prostu... dlaczego chcecie otrzymać tę książkę. 
 

 

Czytaj dalej...

Odkrywanie daru seksualności [świadectwo]

[Świadectwo Gabi usłyszałam wiele lat temu w czasie rekolekcji. Piękne, poruszające odkrywanie seksualności i kobiecości. Gabi zgodziła się napisać je. Ukazało się najpierw na portalu przepisnamilosc.pl, ale jestem pewna, że poruszy niejedno kobiece serce, dlatego jest i tutaj. Kasia]

 

Od kiedy pamiętam seksualność była dla mnie trudną sferą życia. Bałam się jej, kojarzyła mi się ona z lękiem, z obrzydzeniem, z biegiem czasu z przyjemnością zakazaną i grzechem. Najpierw w domu – jako małe dziecko byłam świadkiem wulgarnych kłótni moich rodziców o ich współżycie seksualne, obserwowałam, że seks nie musi się wiązać z miłością i szacunkiem do drugiej osoby. Były to ciężkie lata mojego życia, szczególnie z punktu widzenia dziecka. Dodatkowo wiedziałam, że mój ojciec interesuje się pornografią, więc stopniowo narastało moje obrzydzenie do spraw seksualnych. Mężczyzna kojarzył mi się tylko z tym, że myśli o jednym, a kobieta jako ta, która musi spełniać oczekiwania mężczyzny.

W domu spędzałam tyle czasu, ile musiałam, a później wychodziłam i byłam z rówieśnikami. Koleżanki i koledzy stanowili mój świat i moje odniesienie i to w nich szukałam wsparcia, poczucia pewnej przynależności. Bardzo szybko zaczęłam spotykać się z chłopakami, łatwo dopuszczałam do fizycznej bliskości mimo młodego wieku. Mając 14 lat, czułam się jak zużyty przedmiot do tego stopnia, że zazdrościłam dziewczynom, które nigdy chłopaka nie miały, które nie pozwoliły się pocałować czy dotknąć. Moje zabawy z chłopcami i szukanie szczęścia u ludzi zostały przerwane na długi czas przez pewnego mężczyznę, który próbował mnie zgwałcić. Wtedy cały mój świat się zawalił, wszystkie moje dotychczasowe odczucia dotyczące seksualności spotęgowały się. Nie potrafiłam się śmiać, gdy ktoś żartował, płakałam, gdy koleżanki opowiadały o swoich chłopakach. Bardzo szybko dojrzałam psychicznie. W międzyczasie często spotykałam mężczyzn, którzy masturbowali się, czułam się prześladowana, zmęczona i bezradna.

Po kilku latach, kiedy pierwszy ból odszedł, znów zaczęłam szukać osób, u których znajdę wsparcie i akceptację. I jak to bywa w takich sytuacjach ciągnęło mnie do tego, czego najbardziej się bałam – czyli seksu. Chciałam poczuć bliskość, ale po chwili uciekałam, bawiłam się z mężczyznami, bo musiałam nad nimi górować. Kilka relacji nieudanych z chłopcami i w końcu pojawiła się koleżanka, która zafascynowała mnie. Przy niej odkryłam, że seksualność może być przyjemna, że może dawać radość, że nie zagraża mi niczym… Po pewnym czasie odkryłam, że seks, który był dla mnie jak narkotyk zaczyna mnie niszczyć, że po przyjemności przychodzi gorycz i wstręt do samej siebie, niepokój i wyrzuty sumienia. Dzięki Bogu i mądrym ludziom zostawiłam tą dziewczynę. Niestety później znów poznałam następną, która tak chciała mi pomóc, że znalazłyśmy się razem w łóżku. Przeszłam kolejną walkę z samą sobą, seks był już tylko mechanicznym wykonywaniem pewnych czynności. Byłam wtedy już na dnie i znów dzięki Bogu i spowiednikowi trafiłam do "Odwagi" (grupy terapeutycznej).

Terapia, ale nade wszystko Bóg poprzez nią zmienił moje życie. Stopniowo zaczęłam szukać wartości samej siebie, swojego ciała, swojej kobiecości i właściwego postrzegania mężczyzn. To była droga pełna wysiłku, ale konieczna do zmiany. Czytałam wiele książek o płciowości, seksualności, rozmawiałam z ludźmi, którzy szanowali siebie i innych, którzy szukali prawdziwej miłości. Z biegiem czasu ubogacałam się i stawałam się inna. Zrozumiałam, że moje pragnienia czy potrzeby seksualne nie są niczym złym, a nawet powinnam chwalić Boga, za to, że jestem zdrowa. Wszystko zależy od tego, co z tym zrobię. Wiedziałam już, że tak naprawdę nie szukałam seksu, ale ciepła i bliskości. Od kilku lat żyję w czystości i wcale nie dlatego, że nie miałam okazji. To moja świadoma decyzja i pragnienie oddania się temu, któremu zostałam przeznaczona. Cieszę się tym, choć wcale to nie jest łatwe, szczególnie gdy spotykam mężczyzn, dla których dziewictwo jest już przeżytkiem.

Dzisiejszy świat, media, rozrywka odzierają seksualność z wszelkich wartości, oddzielają ją od całości człowieka, od jego uczuć, ducha i w efekcie sprowadzają ją do poziomu zwierzęcego. Czystość jest sztuką, twórczością, pięknym przeżywaniem i odkrywaniem seksualności, ale to także szczyt, na który dzień po dniu trzeba się wspinać.

Gabi

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS