Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego (Łk 1, 37)

Nowy feminizm, czyli jaki?

Mój mąż parokrotnie powiedział gdzieś na forum: Mieszkam z feministką, na szczęście taką nową. Tak, jestem feministką. Tak czuję, choć dla grona feministek głównego nurtu będzie to bezpodstawne. Mój Mariusz, choć może nie jest tego świadom i nie lubi tego określenia (które jakoś nie za bardzo się przyjęło), też jest feministą, takim nowym. Albo po prostu - takim prawdziwym.

Kiedyś na rekolekcjach dla kobiet zapytałam ok. 100 katoliczek, czy któraś z nich uważa się za feministkę. Ile pań podniosło rękę w górę? Jedna. Ja. Może niektóre z nich odpowiedziałyby, że „nie są feministkami, ale…”, jak to często zdarza się słyszeć, i podałyby wiele słusznych argumentów, ale tak w przestrzeni publicznej i to w przestrzeni dzielnych wierzących niewiast większości zapewne wydało się zupełnie niestosowne przyznanie się do takich skłonności. Dlaczego?

Być może problem polega na tym, że feminizm kojarzy nam się zbyt jednoznacznie i całkiem opozycyjnie do naszej wiary. Przyznaję, że wcale się temu nie dziwię, zwłaszcza po ostatnio wrzuconym do sieci filmiku z Argentyny pokazującym wulgarne i karygodne zachowanie feministek wobec katolików. I gdzie jest ten geniusz kobiety?... Feministki ze szklanych ekranów i pierwszych stron gazet atakują Kościół, jego nauczanie i wydają się wielokrotnie nie tylko nienawidzić mężczyzn, ale także własnej kobiecości. Kiedy dochodzą do nas informacje o wielu oburzających zachowaniach i wypowiedziach tych pań, nie dziwię się jednoznacznej odpowiedzi: nie chcemy mieć z nimi nic wspólnego. A inne feministki? Innych nie znamy. Inne wydają się nie istnieć. Ale przecież tym bardziej teraz, kiedy kobiecość „uwolniona” zamiast rozkwitnąć i zajaśnieć blaskiem, jest deptana (i to przez same kobiety!) potrzeba solidnego przeciwstawienia się tym atakom i spojrzenia na kobietę w prawdzie - jaka Ona jest. 

Feminizmów było i jest wiele, a szkoda, bo może wystarczyłby jeden, taki, który walczyłby o prawdziwą godność kobiety, o to, by kobieta mogła być kobietą i za tę kobiecość była doceniana. Ale skoro wiemy, że tak wcale nie jest, feminizm domaga się odnowienia. Takiego, do jakiego nawoływał Jan Paweł II w swoich przemówieniach i pismach. W Evangelium vitae (nr 99) czytamy: „W dziele kształtowania nowej kultury sprzyjającej życiu kobiety mają do odegrania rolę wyjątkową, a może i decydującą, w sferze myśli i działania: mają stawać się promotorkami <<nowego feminizmu>>, który nie ulega pokusie naśladowania modeli <<maskulinizmu>>, ale umie rozpoznać i wyrazić autentyczny geniusz kobiecy we wszystkich przejawach życia społecznego, działając na rzecz przezwyciężenia wszelkich form dyskryminacji, przemocy i wyzysku.” 

Czy znamy nowy feminizm? Czy przyswoiliśmy sobie to hasło? Po wstukaniu w google tego wyrażenia można szybko trafić np. na tekst (na plotkarskim portalu) o nowym feminizmie, jaki wnosi w nasze społeczeństwo... Ewa Chodakowska (co autor uzasadnia ogromną popularnością tej trenerki wśród Polek, które udało się jej skutecznie zmotywować do zadbania o siebie). Ale użyć sformułowania nowy feminizm całkiem opacznie zdarza się także publicystom katolickim, którzy wrzucają do jednego worka wszystko, co choćby potencjalnie z feminizmem może mieć coś wspólnego (np. por. Wybierz sobie płeć). Zresztą ile to razy słyszeliście o dobrym feminizmie np. z ust księży? Gdzieś z ambony? Mówi się dziś wiele o ideologii gender, a przy okazji i o feminizmie, nie wskazując na jego dobre owoce (jak wywalczenie praw wyborczych kobiet) ani na jego przepełnioną chrześcijańskim Objawieniem formę, którą akcentował Jan Paweł II. A szkoda, bo jest teraz ku temu świetna okazja!

Joanna Petry Mroczkowska w swojej książce „Feminizm – antyfeminizm”* (książkę, szczerze mówiąc, polecam bez żadnego entuzjazmu, mając wobec niej kilka zastrzeżeń) powołuje się na ankietę, w której zadano pytanie respondentom o to, czym jest nowy feminizm. 85% ankietowanym odpowiedziało, że nie spotkało się z tym pojęciem. A gdy przyszło do wyjaśnień, najczęstsze odpowiedzi brzmiały – nowy feminizm to: liberalizacja prawa aborcyjnego (25,2%), sprzeciw wobec dyskryminacji kobiet (24%), wprowadzenie święceń kobiet (20,3%) czy też (w końcu!) nowa kultura służąca życiu (14,9%). Wielokrotnie w wypowiedziach ludzi Kościoła przewija się sformułowanie feminizm, w którym zamyka się tylko to, co złe, to, co nam przeciwne. A przecież feminizm w swoich korzeniach to bardzo słuszne dążenie do zapewnienia kobietom równości w społeczeństwie, to walka z dyskryminacją kobiet ze względu na płeć, to walka z wieloma stereotypami, z którymi musiały mierzyć się kobiety przez wieki, a nawet – niestety – przez tysiąclecia. I nadal w wielu zakątkach świata ta godność kobiety nie została jeszcze uznana i dowartościowana. Dlatego gdy pytają mnie znajomi katolicy niepewnie: ale to trzeba mówić o nowym feminizmie, nie wystarczy mówić po prostu prawdę o kobiecie?, odpowiadam: nie wystarczy. Potrzebny jest nowy feminizm, żeby walczyć z grzechem antyfeminizmu i by ten stary feminizm degradować, wskazując, że jest i inna droga. 

Nie ma jednej, pełnej definicji określającej sztywnie ramy nowego feminizmu postulowanego przez Jana Pawła II. W perspektywie badawczej jest to nadal dość nowe zagadnienie. Jedna z głównych badaczek tego nurtu Michele M. Schumacher proponuje takie sformułowanie: NOWY FEMINIZM to „zadanie – czy też posłannictwo – wyrażenia tego, co w szczególny sposób odróżnia kobietę, zwłaszcza w stosunku do mężczyzny – a zatem również jako jego dopełnienie – oraz w kontekście i w celu promowania autentycznej ludzkiej i chrześcijańskiej kultury”**.

Jakie są główne założenia nowego feminizmu? Podobnie jak „stary feminizm” - istotne jest dążenie do zwalczania wszelkich przejawów dyskryminacji i przemocy wobec kobiet. Ale w swojej „nowości” chodzi o rozpoznanie geniuszu kobiety, co wynika z przekonania, że kobieta różni się od mężczyzny i została obdarzona nieco innymi, szczególnymi predyspozycjami, którymi może i powinna wzbogacić świat we wszelkich przestrzeniach życia społecznego, zgodnie ze swoim powołaniem. Nowy feminizm wzywa więc kobiety do rozpoznania swoich talentów i aktywnego korzystania z nich dla budowania cywilizacji miłości. Nowy feminizm nie skupia się tylko na kobiecie, ale pamięta o szczególnej roli kobiety w życiu mężczyzny i o jego roli w jej historii. Ten program to prawdziwie pragnienie tworzenia cywilizacji życia, program odnowienia tego, co zostało utracone w raju, a przecież zostało odnowione przez samego Chrystusa! Postawa Jezusa wobec kobiet, jaką odnajdujemy w Ewangeliach, jak pisze Jan Paweł II w Mulieris dignitatem (nr 16), „potwierdza i przybliża w Duchu Świętym prawdę o <<równości>> obojga — mężczyzny i kobiety. Trzeba mówić o zasadniczym <<równouprawnieniu>>: skoro oboje, kobieta tak samo jak mężczyzna, są stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, zatem oboje też są podatni w równej mierze na udzielanie się Bożej prawdy i miłości w Duchu Świętym. Oboje też doznają Jego zbawczych i uświęcających <<nawiedzeń>>”.

Nowy feminizm wpisuje się zatem w pragnienie powrotu do zamysłu samego Stwórcy - byśmy byli dla siebie nawzajem darem, byśmy rozpoznali naszą równość i inność, i zachwycając się nią, mogli teorię wcielać w życie. Byśmy razem budowali nową kulturę, przepełnioną miłością i wiarą. Byśmy mogli feminizm praktykować, nie tylko głosić. Nie, nie z Chodakowską, ale z Tym, Który stworzył nas wszystkich z Miłości i do Miłości - swoje córki, i swoich synów.

Tak, Bóg też jest zwolennikiem nowego feminizmu! :-)  



* Joanna Petry Mroczkowska, Feminizm - antyfeminizm. Kobieta w Kościele, wyd. WAM, Kraków 2012, s. 222.

**M. Schumacher, Przedmowa do wydania polskiego, w: Kobiety w Chrystusie. W stronę nowego feminizmu, pod red. M. Schumacher, wyd. Centrum Jana Pawła II, Warszawa 2008, s. 9.

 

Zapraszam do małego i szybkiego konkursu - tak przedświątecznie:-)

Czytaj dalej...

Geniusz kobiety

Kiedyś podczas pionierskich badań nad mózgiem i anatomią stwierdzono, że nie spotyka się u kobiet obwodu głowy większego niż 53 cm. I co z tego? – możemy zapytać. Może tyle, że potwierdziło to wówczas wiekowe (dodajmy: krzywdzące i niesłuszne) przypuszczenia (albo nawet: uprzedzenia). Ponieważ sądzono, że przejawy geniuszu są możliwe tylko wtedy, gdy obwód głowy przekracza 53 cm, w 1911 r. Bayerthal wyciągnął z tego prosty wniosek: wśród kobiet nie można spotkać żadnego przypadku geniuszu. Dziś zatem kilka słów o geniuszu. I to o geniuszu kobiety - jednym z ważniejszych haseł nowego feminizmu. O tym geniuszu, w którym nie chodzi o jakieś wymiary, ale o serce.

Jesteśmy różni – powtarzamy to do znudzenia, przywołując Adama i Ewę oraz cały Boski zamysł równości, z którą ramię w ramię idzie inność (tak, logika naszego Stwórcy jest niezwykle piękna i odmienna od naszej). Ale nawet powtarzanie tej ważnej prawdy, nie sprawia, że wszyscy o tym pamiętają, że wszyscy to odczuwają, że wszyscy tego właśnie pragną. Bo może jednak słyszymy wciąż, że mężczyźni są lepsi, że to oni nad nami panują, albo wręcz przeciwnie: pół żartem, pół serio przypominamy dobitnie, że jednak to my kobiety jesteśmy „górą”, to nas stworzył Pan na końcu jako prawdziwą koronę swojego dzieła albo jak diament tej korony, ostatni, najpiękniejszy szlif i klejnot. I balansujemy wtedy na niebezpiecznej linii - między samoponiżeniem a pychą.

Przez wieki, a właściwie przez tysiąclecia uważano, że kobieta jest kimś gorszym, słabszym, wcale nierównym mężczyźnie. Zdarzało się nawet, że powołując się na słowa z Pisma Świętego, usprawiedliwiano tę nierówność jakby ona była związana wprost z Zamysłem Boga, np. przywołując słowa: ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad Tobą (Rdz 3,16) – zupełnie pomijając fakt, że są to słowa wypowiedziane już po grzechu. (A i dziś spotykam publikacje, które podtrzymują takie argumenty, np. Żona, jakiej pragnie twój mężczyzna.)

Kobieta zawsze była tajemnicza, związana mocno ze swoim ciałem i nowym życiem, była też zmienna, fizycznie słabsza, a do tego, co szczególnie ważne, kusząca swoim pięknem - jej uroda i wdzięk mogły przecież niejednego mężczyznę zwieść na manowce, stąd i lęk przed kobietą. Inność kobiety wielokrotnie odbierano nie jako przywilej, nie jako coś, przed czym można z zachwytu zaniemówić, ale coś, co przerażało. W ważnych sprawach to mężczyźni rządzili światem (raz lepiej, raz gorzej), a nasze kobiece talenty realizowały się głównie (choć nie tylko - w historii znajdziemy też kilka znanych, wielkich kobiet ;-) w zaciszu domowego ogniska.

Jan Paweł II w swoich pismach akcentował „geniusz kobiety”, powracał do tego sformułowania, apelował o jego rozpoznanie i rozpowszechnienie (a może: uświadomienie i przyjęcie?). Analogicznie, jestem tego pewna, można mówić o „geniuszu mężczyzny”, ale papież w swoich tekstach skupia się na szczególnym, kobiecym jego wymiarze, który nie został doceniony tak jak ten męski, a który próbuje się dziś sprowadzić do naszego przekleństwa, do wmówionego nam schematu postępowania, a więc i do stereotypu. To z tym geniuszem walczy dzisiaj wiele feministek (jak znane nam z mediów głośno krzyczące panie, które upierają się np. przy tym, że nie istnieje instynkt macierzyński, że nie każda kobieta chce być matką, że nie każda kobieta pragnie czułości i miłości, że aborcja nie jest dla kobiety traumą, ale normalnym zabiegiem itp.) Ten geniusz nie był doceniany przez tysiąclecia, bo wiązał się z tą innością, tajemniczością i pięknem. Jan Paweł II podkreśla jednak, że geniusz kobiety jest nam dziś szczególnie potrzebny, bo – jak samo określenie wskazuje – to jest drogocenny skarb, nasz posag od Ojca, który możemy (musimy? powinnyśmy?) wnosić do życia rodzinnego, społecznego i wszędzie, absolutnie wszędzie tam, gdzie nas On zaprowadzi. Czyli do tego świata, który wciąż jeszcze ma silnie „męski” rys, wciąż jest przez mężczyzn prowadzony. A przecież to kobieta została stworzona jako pomoc dla mężczyzny.

Czym jest geniusz? Zwykle kojarzymy go ze szczególnymi zdolnościami intelektu albo też uzdolnieniem w jakiejś dziedzinie, np. artystycznej. W czym jest więc wyjątkowa i uzdolniona kobieta?

W encyklice Mulieris dignitatem czytamy słowa Jana Pawła II: „kobieta jest powołana od początku do tego, aby być miłowaną i miłować” (MD 20). Nie umniejsza to wcale powołania mężczyzn do miłości, ale – przyglądając się dogłębnie temu, kim jest kobieta, co odróżnia ją od mężczyzny, jakie doświadczenia są dostępne tylko jej – widzimy szczególne powołanie do relacji, do macierzyństwa, do troski o życie i o miłość. To jest pewna wyjątkowość dana jej z natury, ze stwórczego aktu Miłości. Te zdolności uwidoczniają się bardzo mocno i szeroko w przestrzeni rodzinnej. Jak pisze Jan Paweł II: „Społeczeństwo najwięcej zawdzięcza geniuszowi kobiety właśnie w tym wymiarze, który bardzo często urzeczywistnia się bez rozgłosu, w codziennych relacjach międzyosobowych, a szczególnie w życiu rodziny.” (List do kobiet z 1995 r.) Zachowajmy jednak otwarte serca  – Papież daleki jest tutaj od stwierdzenia, że nasze miejsce jest tylko w zaciszu domu. Wręcz przeciwnie – ten geniusz, który wielokrotnie nie miał okazji zabłysnąć w innych miejscach, powinien być niesiony – w życie społeczne, polityczne, zawodowe. A nawet jeszcze dalej i głębiej – tego geniuszu kobiet brakuje często w naszych parafiach i wspólnotach, w Kościele. W encyklice o życiu konsekrowanym Jan Paweł II zauważa to bardzo wyraźnie: „Także w dziedzinie refleksji teologicznej, kulturalnej i duchowej wiele oczekujemy od kobiecego geniuszu — nie tylko w tym, co dotyczy specyfiki życia konsekrowanego kobiet, ale także rozumienia wiary we wszystkich jej przejawach. Jak wiele zawdzięcza przecież historia duchowości takim świętym, jak Teresa od Jezusa czy Katarzyna ze Sieny, dwóm pierwszym kobietom wyróżnionym tytułem Doktora Kościoła, i wielu innym mistyczkom, które zgłębiały tajemnicę Boga i Jego działanie w człowieku wierzącym! Kościół bardzo liczy na specyficzny wkład kobiet konsekrowanych w rozwój nauki, obyczajów, życia rodzinnego i społecznego, zwłaszcza w dziedzinach związanych z obroną godności kobiety i z poszanowaniem życia ludzkiego” (Vita consecrata 59).

Nadal w wielu miejscach zamyka się drzwi przed kobietami, niestety, także w Kościele brakuje naszego głosu, naszych charyzmatów (bywa, że księża boją się kobiet albo patrzą na nie podejrzliwie, wiem, wiem). Zdarza się także, że specjalistami od kobiecej duchowości, kobiecego powołania czy od relacji damsko-męskich… stają się mężczyźni, często kapłani. A przecież mamy tak wiele do opowiedzenia o sobie i o nas - sobie nawzajem i naszym wspaniałym mężczyznom. Geniusz ma takie cechy: zachwyca i ciężko go ukryć. Chociaż jak każdy skarb - można go zakopać i jak każdy dar - można go odrzucić.

Czy zatem odnalazłaś już w sobie Twój niepowtarzalny geniusz kobiety? Czy przyjęłaś go? Gotowa, by się nim pochwalić i dzielić?

Czytaj dalej...

Niewiastę dzielną któż znajdzie?

„Niewiastę dzielną któż znajdzie?” Czy słysząc te słowa (a zgaduję, że słyszałaś je już wielokrotnie, bo okazji ku temu nie brakuje), zaczynasz rozglądać się wokół siebie? Czy próbujesz odpowiedzieć na to pytanie jakby to było rzeczywiście poszukiwanie, w którym bierzesz udział, w którym możesz wytypować kogoś jako zwycięzcę (a właściwie: zwyciężczynię)? A może słysząc to zdanie, patrzysz raczej w swoje serce i czujesz, że ono nie dotyczy nikogo innego, jak tylko Ciebie i mogłoby brzmieć dużo prościej: czy jesteś dzielną niewiastą?

Bardzo prawdopodobne, że serce podpowiada ci, a nawet krzyczy: TAK! Oczywiście, że jestem dzielną niewiastą, mam w sobie ogromne pokłady siły, odwagi, miłości, mogę sprostać wszelkim wyzwaniom. To jak odpowiedź proroka Izajasza na Boże wezwanie: „Usłyszałem głos Pana, który rzekł: Kogo poślę? I kto tam pójdzie? Tedy odpowiedziałem: Oto jestem, poślij mnie!” (Iz 6,8) Może właśnie masz ochotę odpowiedzieć: Oto jestem dzielną niewiastą, Panie, znalazłeś! Jednak nie każdy prorok na wezwanie Pana odpowiadał tak ochoczo, bez lęku – wielu z nich czuło przede wszystkim swoją słabość oraz ogrom zadania, który nie odpowiada tej słabości. A nie mógłbyś Panie, wybrać kogoś innego? Rozglądając się po własnym wnętrzu możemy dostrzegać, że daleko nam do dzielnej niewiasty, a wręcz niekiedy stanowimy idealne przeciwstawienie względem jej opisu. Prawdopodobnie w obu odpowiedziach mylimy się, zapominając, że odpowiedź sytuuje się gdzieś pośrodku. Bo ten poemat do wspaniała pochwała kobiecości, naszych talentów (owego geniuszu kobiety!), naszego powołania, ale też piękna inspiracja, by nasze kobiece serce badać i rozwijać, hartować i pielęgnować.

Poemat o Dzielnej Niewieście jest w rzeczywistości tekstem wskazującym na ideał, do którego możemy dążyć, ale którego osiągnięcie nie jest wcale tak łatwe. Księga Przysłów (Prz 31, 10-31) wydaje się tutaj niezwykle współczesna – czyż nie żyjemy w epoce ideałów, wzorców, niedoścignionych przykładów? Czyż nie słyszymy wielokrotnie, że powinnyśmy być perfekcyjnymi paniami domu (najlepiej w szpilkach!), specjalistkami w swoich branżach, do tego zawsze zadbanymi, gotowymi na podbój świata kobietami, a gdy zachodzi potrzeba też kochającymi i troskliwymi matkami? I czy nie jest ideałem dziś kobieta niezależna, odważna, wszędobylska, dla której nie ma ograniczeń? Wielokrotnie są dzisiejsze hasła dalekie od promowania kobiecości, od szanowania naszej natury i pragnień, ale widoczne jest i pewne bardzo dobre pragnienie, by być, by się spełniać, by mieć możliwości.

Bywa bowiem i tak, że czasem przesładzamy naszą kobiecość. Czy nie uważamy zbyt często, że nam nie wypada być odważnymi i silnymi (a takie postulaty chętnie przepiszemy złym feministkom)? Zagłębiając się w tekst z Księgi Przysłów odkrywamy, że ideał kobiety (dodajmy: kobiety wierzącej, oddanej Panu) nie oznacza wcale kobiety niemogącej o sobie decydować, kobiety słabszej od mężczyzny, uległej męskiemu światu, a tym bardziej nie jest to wcale kobieta, której głównymi i najważniejszymi cechami byłyby delikatność i piękno zewnętrzne (choć i one się tutaj pojawiają). Dzielna Niewiasta to kobieta niezwykle przedsiębiorcza i wszechstronna, zaangażowana w życie swojej rodziny, ale też w życie społeczne. To kobieta spełniona, a w głębi swojego serca - to kobieta umiłowana i doskonale tego świadoma. To niewiasta doświadczająca swojej wartości, zanurzona w Miłości.

Świetnie uchwytuje aktualność tego biblijnego wzoru kard. Stefan Wyszyński: „Chce [dzielna niewiasta] w każdej dziedzinie życia zabierać głos i wpływać nań skutecznie. Opis biblijny daje nam obraz kobiety uniwersalnej, która jest kobietą w całym tego słowa znaczeniu – jest matką, jest kierowniczką swojej rodziny, jest zwierzchniczką swoich sług.  (…) Ona jest ośrodkiem, głównym ogniwem życia domowego, rodzinnego. Nie rezygnuje z niczego, wszędzie zaznacza swoją obecność i dochodzi do głosu.” Kim jest ta kobieta? Wiemy o niej, że jest żoną i matką. Możemy też wnioskować, że jest kobietą zamożną, o wysokim statusie społecznym, ale nie przez to jest chwalona, o nie...

Już na wstępie tego opisu pojawia się jej mąż. Czytamy: serce małżonka jej ufa. Jakże często podkreśla się system patriarchalny tamtych czasów! A tu mamy do czynienia z sytuacją zupełnie wykraczającą poza te wyobrażenia. Żona zostaje obdarzona przez swojego męża zaufaniem, szacunkiem, a nawet, jak przekonamy się w dalszych wersach, ma ona prawo decydowania o wielu sprawach w domu, a także w gospodarstwie. To, że mąż jej ufa, to jeszcze nie wszystko. On ją sławi! Powstaje wraz z synami i wychwala cnoty swojej małżonki! Lubimy słyszeć pochwały, pragniemy być doceniane za to, co robimy i kim jesteśmy, ale zdarza się, że opinia Tych Najbliższych jest najważniejsza. Ich szacunek, ich wsparcie, ich spojrzenie na nas w dużo szerszym kontekście (przecież znają nas z wielu stron... tych lepszych, ale też tych gorszych) jest cenniejsze od wielu pochwał i zaszczytów. Nawet jeśli coś nam się nie uda, coś nam nie wyjdzie i po ludzku zawiodłyśmy same siebie, może nawet zostałyśmy źle ocenione, spaliłyśmy przez nieuwagę jakieś mosty, ale mamy poczucie, że jesteśmy kochane i akceptowane przez Te Najważniejsze dla nas Osoby, daje to niezwykłe poczucie bezpieczeństwa i ogromną siłę, i wiarę. Nie myślmy jednak, że Dzielna Niewiasta otrzymuje to wszystko, nic z siebie nie dając. Nie czyni mu [mężowi] źle, ale dobrze przez wszystkie dni życia. Czy autor nie przymknął oczu? Może nie zauważył jej niedociągnięć, podniesionego głosu, zgryźliwych uwag, ironicznego uśmiechu, rzucanych ze złością odpowiedzi? Jeśli rzeczywiście Niewiasta ta w tak piękny sposób potrafi kochać swojego męża... To jest rzeczywiście wydoskonalona w miłości.

Dzielna Niewiasta to także pani domu, można powiedzieć - wspaniała kura domowa (z zastrzeżeniem, że łac. cura domestica oznacza oczywiście tego, kto opiekuje się domem i nie ma wiele wspólnego z kurą!). Jest kobietą niezwykle zaradną, pracowitą, wszechstronną, dba o domowników i udowadnia swą wielką wrażliwość na ich sprawy. Jest także przedsiębiorcza - zasadza winnice, zajmuje się handlem. Biblijna bizneswoman. Rozdziela obowiązki, a zatem jest umiejętną kierowniczką, ale sama nie stroni od pracy fizycznej: wyciąga ręce po kądziel, jej palce chwytają wrzeciono. Będąc kobietą zaangażowaną, wręcz zapracowaną, a przy tym majętną, nie jest zamknięta na potrzeby osób słabszych i biedniejszych: otwiera dłoń ubogiemu, do nędzarza wyciąga swe ręce. Kobieta o wielkim sercu, o oczach szeroko otwartych, o wyciągniętych ramionach.

Czy jest piękna? O tak. I do tego ubrana modnie, gustownie i bogato: jej szaty z bisioru i z purpury. Nie ukrywa swoich wdzięków, nie szuka ubrań najtańszych. Ale cały ten kosztowny strój współgra z jej pięknem wewnętrznym. Jest to także kobieta mądra, której słuchanie jest przyjemnością i przynosi wiele pożytku - zapewne całemu otoczeniu. Otwiera usta z mądrością, na języku jej miłe nauki. A skąd czerpie ona tę mądrość? Zapewne z doświadczenia życia, ze spotkań z ludźmi, a przede wszystkim z bliskości Pana.

Fragment, który szczególnie mnie ujmuje, brzmi: Strojem jej siła i godność, do dnia przyszłego się śmieje. Bo i jakże kobiece jest zamartwianie się! Noszenie w swoim sercu wszystkich drobiazgów, tworzenie mozaik problemów, zbieranie trosk o wszystkich najbliższych i tych dalszych, i gromadzenie tego w sobie, i pielęgnowanie. A kiedy już to wszystko jest w nas, ciężko jest uśmiechnąć się do dnia przyszłego, przychodzą lęki, niepewności, obawy, czarne scenariusze i wyjścia awaryjne, do których za nic nie chciałybyśmy się kierować. Zamartwiamy się o przeszłość (czy kogoś nie zraniłam? czy o mnie źle nie pomyśleli? czemu zrobiłam to i tamto?), zamartwiamy się też o przyszłość (jak to będzie? czy dam radę? czy poradzą sobie?) i zapominamy o dniu dzisiejszym. I zapominamy, że wokół są Ludzie, że jest praca, że jest powołanie na Teraz, nie na inny czas. Ale Dzielna Niewiasta nie jest bynajmniej lekkoduchem, nie żyje chwilą obecną jakby jutro miało nie nadejść - wiemy przecież, że gromadzi zapasy, tworzy inwestycje, zabezpiecza przyszłość, ale przy tym nie lęka się o nią, potrafi z uśmiechem patrzeć w dzień jutrzejszy. Może dlatego, że tak bardzo zaufała - nie swoim siłom, ale Bogu.

Czyż ten ideał nie wpasowuje się i w nasze, dzisiejsze pragnienia? Jak pisze kard. Stefan Wyszyński: „Nieraz jeszcze czytamy w prasie zarzuty, że Kościół zostawia kobiecie troskę o sprawy kuchenne i gospodarcze. Tymczasem mamy w nauce Kościoła wspaniały ideał <<niewiasty mężnej>>, dawno już ukształtowany. Mogą się tylko zmieniać poszczególne jego elementy, w miarę okoliczności i rozwoju społecznego, lecz myśli przewodnie są nadal aktualne.” Mamy więc ideał, który wpasowuje się w myśl nowego feminizmu - kobiety aktywnej, spełnionej i docenionej! Kobiety, która w pełni realizuje swoją kobiecość (na swój niepowtarzalny sposób) i jest przy tym niezwykle szczęśliwa, bo wie, kim naprawdę jest.

Jestem przekonana, że nasza dzielność/mężność/odwaga/siła/cnota (bo takie bogactwo znaczenie niesie ze sobą hebrajskie słowo hail) ma wiele sposobów realizacji, dla każdej z nas wyjątkowe. Czy odnajdujesz w sobie tę Dzielną Niewiastę, która potrafi uczynić tak wiele? Która potrafi być wpatrzona w Pana i z wielką odwagą spełniać swoje powołanie, podejmować się wszelakich zadań, jakie pojawiają się na jej drodze, która potrafi kochać tych, którzy są najbliżej, a także zna swoją niezbywalną godność i wartość?

Dzielna Niewiasta jest bohaterką programu formacyjnego dla kobiet uBOGAcONA między niewiastami Starego Testamentu!

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS