Przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości. (Kol 3, 14)

Kalendarzowe pięciolecie!

Premiera Kalendarza Kobiety 2018 miała miejsce już miesiąc temu - 18 października. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie miałam czasu jeszcze się nim ucieszyć, bo cieszenie się tym nowym wydaniem trwało przecież wiele tygodni - pakowania, wysyłania, fotografowania czy w końcu omawiania go między niewiastami podczas naszego spotkania pod hasłem uBOGAcONE. Ale do tej pory nie wygospodarowałam czasu, by o nim więcej napisać, by podzielić się okładkową batalią, a wreszcie - by wybrać swój prywatny egzemplarz i po prostu oznaczyć jako MÓJ! (ale oczywiście nie jest tak, że ja zostaję bez Kalendarza!)

To nie pięćdziesiąt, to nawet nie dziesięć. Ale pięć wydaje mi się już ważne i symboliczne (tak jak okrągłe i wyjątkowe było małżeńskie pięciolecie). Pięć Kalendarzy to ponad cztery lata pracy nad jednym projektem. Patrzę z uśmiechem, kiedy ustawiam je obok siebie. Jak ładnie komponują się teraz okładki! Spoglądam na nie z satysfakcją, która przezwycięża nawet myśli typu: można było lepiej! jejciu, dlaczego to jest tu? dlaczego nie ma tego, itd. Patrzę więc z łagodnością i z dumą związaną nie tyle z tym, że nakłady są coraz większe, że kalendarze są coraz piękniejsze i coraz bliższe mojemu (i nie tylko mojemu!) sercu, że Kalendarz staje się czymś więcej niż terminarzem - ale z tym, że to dzieła ukończone. Nie zostały w sferze marzeń, planów, w szkicach, w szufladzie. Nie utknęły gdzieś na półmetku, ale poszły w świat! Wzruszam się, patrząc na nie, bo ukazują mi też moją historię - nie tylko rozwoju edytorskiego, ale i rozwoju serca, i w ogóle - biegu życia. Są też dowodem na to, że można stworzyć coś niemal z niczego. I że coś może trwać dłużej niż kilka miesięcy!... To znaczy: że i mnie - skłonnej do ucieczki przed tym, co mnie przerasta - udało się wytrwać tak długo. Nie swoimi siłami, rzecz jasna.

4,5 roku wspomnień...

Każdy Kalendarz przywołuje we mnie wiele wspomnień - szczególnie z etapu ich tworzenia. Jakby to było wczoraj... kiedy kupowałam czerwony balon w kształcie serca do pierwszej naszej sesji z Emilią, który ostatecznie i tak w Kalendarzu się nie pojawił. Jakby to było chwilę temu, kiedy pędziłam z wózkiem do pobliskiego parku, aby z razem z Agnieszką i Emilią tworzyć zdjęcia Dzielnej Niewiasty. I jakbyśmy naprawdę tak niedawno czekały w samochodzie aż minie deszcz, który przerwał nam pracę nad okładką projektu 2015. Dziś na pewno dałabym o tym znać na Instagramie, ale wtedy nie miałam konta na ig, a wszystkie próbki filmowe wydawały się za mało dobre, by je ukazać - ale dziś możemy się uśmiechnąć, oglądając je! ;-) Wydaje mi się jakby to było wczoraj, kiedy wpinałam Agnieszce we włosy kwiaty i zaplatałam warkocz, a Iruś szukał sposobu, by złapać się w kadrze. Tak, mam w pamięci wiele chwil, wyzwań i wspaniałych współpracy. 

 Sesja 2014

Sesja 2014: od lewej - ja, Paula, Emilia

Tworzymy KK 2015

 

 

Nauki nadal aktualne

Wróciłam dziś do podsumowania, które napisałam rok temu - wtedy, gdy jeszcze nawet nie pomyślałam, że Kalendarz 2017 będzie miał dodruk (a miał! i dlatego był - choć nie było to zaplanowane - dostępny w dwóch wersjach - miękkiej i twardej oprawie). Wtedy, gdy przez myśl mi nie przeszło, że powstanie NoTes Kobiety. Wtedy, gdy czułam, że to jakiś nowy krok w projekcie, a ja jestem na jakimś zakręcie, ale nie wiedziałam jeszcze, co będzie za nim. Jakkolwiek wszystkie nauki, o których tam pisałam, są wciąż aktualne. Z każdym rokiem bardziej.

Bóg wie co i jak (i wykorzystał małe kroki programu #jawJEGOoczach, doświadczenia Między Niewiastami, i moje własne duchowe przemiany!) | Dobre dzieło poznaje się po dobrych owocach (takie Pan czasem daje mi poznać, zwłaszcza wtedy, gdy pytam, czy iść w tym dalej) | On jest Zbawicielem (Amen!) | Nie tworzymy dzieł idealnych (Co za ulga, gdy sobie to przypominam! A także i to, że ja nie muszę być idealna, by służyć innym!) | Nie da się trafić do każdego serca (Na szczęście On może i ma swoje sposoby!) | Dobre słowo cenniejsze niż perły | On jest też dla mnie (On także i w tym ma plan dla mnie!)

Motywy przewodnie i formacja serca

Już wtedy trochę zaczepnie pytałam, czy wiecie, jaki będzie motyw na nowy rok. Bo ja już wiedziałam. Tak, już wtedy wiedziałam, że - jeśli powstanie kolejny (bo dopóki nie mam go w rękach, nie nie jest tak bardzo pewne!) - to będzie o kobietach Starego Testamentu. Bo to będzie kontynuacja! Pierwszy Kalendarz 2014 nie miał jako takiego motywu. Poruszał różne wątki związane z życiem kobiety - dzieciństwo, macierzyństwo, piękno, cielesność, miłość, itd. Drugi Kalendarz był inspirowany poematem o Dzielnej Niewieście, ale właściwie nie przypominam sobie, kiedy ten pomysł się pojawił. Czułam, że to jest ten fragment Słowa, który może nas, kobiety, prowadzić. Że jest przedziwnie aktualny i poruszający! A do tego tak wspaniale można było oddać na zdjęciach Dzielną Niewiastę - tak symbolicznie. Do dziś używam zdjęć z tamtych sesji. Zdjęcie z perłami pojawiło się nawet niedawno na pocztówkach Serca Kobiety - to samo zdjęcie, które pierwsze „recenzentki” (z mojego otoczenia!) przyjęły z lekkim sceptycyzmem: „ale... gdzie ona ma głowę?”. Pieśń nad pieśniami była natomiast dla mnie niezwykle kobieca, poruszała przecież dwa cudowne tematy - piękna i kobiecości. I była wyzwaniem dla mnie samej.  

Przełomowym momentem był motyw Kalendarza 2017 - kobiety Nowego Testamentu. Jego tematyka była konkretna, ale też dość szeroka, a więc idealna na całoroczną, systematyczną pracę. A to stało się moim marzeniem i było zgodne z odkryciami i doświadczeniami, jakie zebrałam przez ostatnie lata. Że potrzebujemy przemieniania myślenia i spojrzenia, a to wymaga stałej pracy i formacji. Nie ma piękniejszego i lepszego początku jak spotkanie z Jezusem! To dzięki historiom kobiet z Ewangelii możemy zrobić pierwsze kroki (czy jakby pierwsze, jakby nowe) w Tej Relacji. Ten sposób miałam już po części opracowany i obmyślany w programie Między Niewiastami. Z tym, że tu kobiet NT jest 6, a w Kalendarzu znalazło się ich 13. Przy Kalendarzu powstał od razu pomysł na dodatkowe materiały formacyjne - roczny program #jawJEGOoczach, z którego w połowie roku powstał NoTes Kobiety. Uff! Teraz dobrze tę drogę zmian, ale gdy o tym komuś opowiadam, zwykle czuję, że wprowadzam mętlik ;-)

Kalendarz Kobiety 2018 jest kontynuacją programu spotkań z biblijnymi bohaterkami. W Kalendarzu znajduje się jedna postać na miesiąc, ale to nie wszystko! Do tegoż programu spotkań z kobietami ST powstała także grupa na fb, gdzie będziemy się wzajemnie ubogacać, wspierać i motywować, a także odkrywać nie tyle jedną bohaterkę na miesiąc, a co najmniej dwie! (W rytmie co dwutygodniowym - pomocą będą spotkania online na żywo). Pomocą będzie także notes formacyjny, którego premierę przewiduję w styczniu.

Środek KK 2018 

Kulisy powstawania 

W żaden wcześniejszy Kalendarz nie włożyłam tyle od siebie. Dosłownie. To znaczy żadnego wcześniej nie składałam całkiem sama. To ma swoje plusy, bo w końcu planer ma taki układ, jaki chciałam. A tworząc, miałam w pamięci rozkład wszystkiego. To ma też minusy, bo żaden mnie nie zmęczył, jak ten. Może dlatego, gdy się pojawił, nie miałam jakiejś nieodpartej ochoty go wertować? ;-)

Elementem niepewnym i zmienianym do ostatniej chwili była okładka. Najpierw myślałam, że będzie ona kontynuacją okładki 2017. A więc będzie prosto: inne kwiaty (te też miały być wcześniej inne niż lawenda, ale nie zdradzę jakie, bo może się pojawią kiedyś!), i inne kobiety. Później miał być po prostu wianek lawendy. Okazało się, że rodzajów lawendy są dziesiątki, a wianków to jeszcze więcej! Niełatwo było mi się zdecydować. I ciągle brakowało mi czegoś. W końcu - myślę - całkiem inaczej zróbię. Minimalistycznie. Napisy i kolorowe tło, które pojawiają się w środku. Tak już miało zostać, taki był też druk próbny. Ale to nie było to. Musi być inaczej! A więc dwa dni przed oddaniem do druku razem z Moniką i Ulą szukałyśmy czegoś innego. Miałam w nich ogromne wsparcie, a mobilizacja, jaka się pojawiła, przeszła moje najśmielsze oczekiwania. I tak powstała ukwiecona kobieta na okładce, z którą się musiałam chwilę oswoić... Uwieńczeniem był wybór tła, w czym nie byłyśmy jednomyślne. Nocą oglądałam jeszcze różne odcienie, tworzyłam nowe wersje od białej przez różową, żółtą na ciemnoniebieskiej kończąc. Aż w końcu zapadła ostateczna decyzja, której cudownym potwierdzeniem był zachwyt, jaki niemal usłyszałam, gdy zdjęcie okładki pojawiło się w sieci! Po wielu trudach i przeciwnościach, dylematach, emocjach!... I tak zostałam nazwana w zespole marudą, no, ale wymarudziłam tę okładkę! A wszystkie wersje trzymamy w zanadrzu! Jedna stała się plakatem spotkania między niewiastami, inna - plakatem do pobrania na naszej grupie na fb, a dalsza część pomysłów czeka na swój czas. 

Tworzenie okładki 2018

 

 

A za rok...

A za rok może i powstanie Kalendarz Kobiety 2019! 

 

Czytaj dalej...

Marta, Maria czy Samarytanka?... Czyli Kalendarz Kobiety 2017!

W końcu! Nareszcie!... Po kilku miesiącach przygotowań, pracy i rozważań mogę podzielić się z Wami efektami, a właściwie efektem tego całego zamieszania - czyli Kalendarzem Kobiety 2017. Choć do premiery został jeszcze ponad miesiąc, to już teraz chcę Wam więcej o nim opowiedzieć i pokazać go trochę od środka...

W ciągu ostatnich trzech lat, kiedy powstawały nowe Kalendarze Kobiety (2014/2015/2016) zbierałam różne obserwacje, przyjmowałam uwagi, a także świadectwa. Za każdym razem miałam nadzieję, że nowy Kalendarz będzie jeszcze lepszy od poprzedniego. Z każdym rokiem chciałam rywalizować z samą sobą i tworzyć coś piękniejszego i bardziej praktycznego. Ale nauczyłam się też, że nie mogę zaspokoić wszystkich pragnień, że nie mogę spełnić wszystkich życzeń czy trafić we wszystkie gusta. Dlatego to nie jest produkt uniwersalny, ale mam głębokie przekonanie, że może wielu kobietom posłużyć jak cudowny towarzysz całorocznej drogi.

W tym roku nie tylko zmienia się okładka, nie tylko pojawiają się nowe elementy (jak naklejki!;-), nie tylko zmienia się trochę styl (albo coraz bardziej ujawnia ten, który jest mi najbliższy). Kalendarze zmieniały się razem ze mną. Dla mnie największą nowością jest jednak to, że Kalendarz Kobiety 2017 staje się prawdziwie całorocznym projektem spotkań dla tych kobiet, które chciałyby jeszcze bardziej zagłębić się w historie niewiast Nowego Testamentu. Pomocą do tego będą materiały dodatkowe i filmiki (w wersji online).

Wczoraj rozpoczęła się przedsprzedaż, która umożliwia zakup Kalendarza lub całego Zestawu (w którym znajdziecie bawełnianą torbę do wyboru i inne dodatki) w okazyjnej cenie. Dla mnie jest to też możliwość skalkulowania jak duży powinien być nakład Kalendarza, a także pomoc w sfinansowaniu go. Dlatego gorąco zachęcam do zapoznania się z tą ofertą :-)

A więcej o idei Kalendarza możecie zobaczyć i posłuchać w FILMIKU. Zapraszam też na stronę: www.kalendarz.sercekobiety.pl

***

Kalendarz Kobiety 2017 to nie tylko terminarz, który pomaga efektywnie planować spotkania i dobrze zarządzać czasem pracy. To Kalendarz z misją specjalną, który codziennie chce nieść kobietom Dobrą Nowinę o tym, jak bardzo są umiłowane w Chrystusie.

Zyskaj cichego towarzysza swojej całorocznej drogi, który przypomni Ci o tym, jak cudownie jest być kobietą. Pomoże Ci zanurzyć się w Słowie Bożym, a także zainspiruje Cię do świadomego i radosnego przeżywania całego roku, do radosnego wypełniania wszystkich zadań i odważnego spełniania marzeń.

Kalendarz Kobiety 2017 to praktyczny i piękny terminarz, który może stać się Twoim dziennikiem drogi u boku Jezusa, Twoim albumem i kroniką najpiękniejszych i najważniejszych chwil tego roku czy też Twoim notesem codzienności, która staje się całkiem odmieniona, kiedy wiesz, kim jesteś w Jego oczach.

Czytaj dalej...

A może to dobry czas na spotkanie z Nim w ich historii? Czyli mam coś dla Was!

Zielono mi! Kiedy spoglądam przez okno widzę drzewa. Kiedy przymykam oko na budynek naprzeciwko, czuję się jak w lesie albo w wielkim ogrodzie. Układam kwiaty na balkonie i kiedy tylko mam możliwość, tam właśnie spędzam czas. Ze Słowem, z mężem, z przyjaciółmi. Czasem z kawą ;-) Czasem z dziećmi (choć to akurat wymaga więcej gimnastyki...) W tej całej zieloności wokół myślę sobie o tle cudownej Księgi, którą rok temu inspirowaliśmy się podczas sesji zdjęciowych. O Tej małej-wielkiej Księdze, która wciąż jest do odkrywania dla wielu z nas. Tej tak bliskiej każdej kobiecie - mówiącej o pięknie i o miłości. Tej, którą studiowałam bacznie rok temu, by móc o niej coś więcej powiedzieć, a do której teraz wracam, by odkrywać na nowo, głębiej, więcej.

Więc w tym zielonym czasie, w tej pełni lata - owocowania i kwitnienia - chciałam Was zachęcić do sięgnięcia (po raz pierwszy albo po raz kolejny) do Pieśni nad Pieśniami.  Jeśli macie Kalendarz Kobiety 2016 - możecie posłużyć się zawartymi tam cytatami, inspiracjami i komentarzami. Jeśli natomiast nie macie... to zaraz możecie mieć! Przygotowałam dla Was 10 sztuk, które bardzo chętnie przekażę tym z Was, które szukają inspiracji. Kalendarz może być nie tylko terminarzem na drugą część roku, ale może stać się notesem z podróży przez Pieśń nad Pieśniami albo i więcej - z Waszej podróży u boku Oblubieńca. Zresztą - to wszystko zależy tylko od Was.

Jeśli więc chcecie takiego towarzysza, napiszcie w komentarzu w jednym zdaniu coś na temat lata, coś o obecnym czasie. Co najbardziej lubicie w tej porze roku? Co Was inspiruje? Jak odpoczywacie? Co daje Wam siłę? itd. Na Wasze komentarze czekam do 18.07.  

 

 

Czytaj dalej...

O zwierzeniach i szukaniu siebie

Kiedyś były tylko pamiętniki, dzienniki, notatniki. Dziś są blogi i media społecznościowe. I choć lubię blogosferę, wymianę odkryć, natchnień, myśli, fotografii, recenzji, przepisów, stylizacji i list must-have, bo to wszystko inspiruje, pomaga poznawać - szybko i szeroko, dając nam zamiast niegdysiejszego porannego przeglądu prasy, przegląd stron, nowości, wydarzeń i zwierzeń, to czasem napotykam na opór w samej sobie.

Bycie tutaj, pisanie i czytanie to często wierzchołek góry lodowej tego wszystkiego, co jest w nas. Nie pisze się przecież na blogu tak jak w pamiętniku. Jest pewien wewnętrzny korektor, nadzorca, pilnujący, by nie wejść do tej jednej komory serca, która akurat teraz pragnie ciszy, nie chce z nikim dialogować, nie tak otwarcie. Tu nie nadaje się wszystkim ich właściwych imion, mówi się czasem o emocjach niebezpośrednio, nie wchodzi się na prawdziwe głębiny, nie idzie się dużo dalej niż kilka centymetrów za klawiaturę. Nie w ten sposób, nie teraz, nie tu. To nie znaczy, że na blogu się kłamie, że od razu zakłada się maski i upiększa swój świat, uczucia czy język, choć czasem też.  Ale tu, gdzie niekiedy wydaje się, że już nikogo nie ma po drugiej stronie, są przecież jakieś pary oczu, jakieś serca, które mogą cię zrozumieć, nadinterpretować, wyśmiać albo utwierdzić się w złudnym przeczuciu, że cię dobrze znają. Są lajki, gwiazdki i komentarze. I czasem już nie wiadomo jaki był cel tego pisania i zwierzania.

A w pamiętniku jestem tylko ja, moje serce, zmagania, poszukiwania siebie, swoich najgłębszych tęsknot i uzasadnień do własnej historii, próba zrozumienia i dokonania wyboru w samym środku tej sztuki, zwanej moim życiem. Tutaj toczy się inna opowieść, gdzie jestem jedynym słuchaczem, a jedynym celem jest spotkanie z samą sobą, uśmiech lub łzy, własny wzrost, nieudawanie, nieupiększanie, niezabieganie o czyjąkolwiek uwagę i podpowiedź. Ale czy dzisiaj my jeszcze chcemy coś dla siebie zrobić? Tak naprawdę? Czy chcemy bardziej spotkać siebie i spojrzeć na siebie nie-cudzymi-oczami?

Nie wiem, jak jest teraz z pamiętnikami, czy wciąż nastolatki piszą je równie często, równie chętnie jak moje pokolenie :-) Ja mam kilka grubych zeszytów, które wędrują ze mną, przeprowadzają się i przypominają, że długa droga już za mną, choć bez większego zgłębiania tematu wydaje mi się to być tylko chwila. Czy nie stało się może tak, że media społecznościowe, blogi i vlogi odebrały nam tę potrzebę porządkowania myśli, rozumienia siebie czy po prostu wygadania się (właściwie wypisania). A właściwie nie odebrały jej, ale dały inne rozwiązanie i nowe narzędzia. Tylko czy zawsze równie skuteczne? Jeśli chcemy dzielić się sobą i siebie dawać, to cudowne, ale czy wiemy, co nosimy w sobie? Czy w naszych plecakach (albo torebkach) nie ma po prostu chaosu, do którego czasem aż strach zajrzeć?;-)

Wiecie dlaczego pisanie pamiętnika/dziennika może być tak ważne, a nawet terapeutyczne? Bo pozwala nam na szczerość, pozwala na zatrzymanie się i ogarnięcie swoich nie zawsze zdyscyplinowanych i jasnych myśli. Kiedy już zapiszemy je, możemy zobaczyć je nieco z boku, z innej perspektywy. Pisanie pomaga szukać samej siebie, poznawać swoje trudności, oswajać i nazywać własne lęki, stawiać sobie cele, a przede wszystkim przyjaźnić się z samą sobą. Może towarzyszyć w poznawaniu swoich emocji, w modlitwie, w doskonaleniu się we wdzięczności czy w nauce patrzenia na problemy z większym dystansem. Prowadzenie takiego dziennika nie musi być czasochłonne, nie musi być nudne, a wręcz przeciwnie, może być bardzo twórcze! Coś dla nas. By naprawdę zacząć coś zmieniać, nie tylko chłonąć artykuły i czyjeś słowa, ale wziąć życie (i własne serce) w swoje ręce jak ster i mieć jasną świadomość, dokąd zmierzam. (O tym też niebawem napiszę :-) 

Kilka moich pomysłów-inspiracji na prowadzenie pamiętnika. Może on przybrać bardzo wiele form. Można je łączyć, można je zmieniać w zależności od tego, co jest nam najbardziej potrzebne w danej chwili.

 

7 pamiętnikowo-dziennikowych inspiracji

 

#1 Dziennik emocji

Emocje są zmienne. Czasem bardzo intensywne, czasem trudne do nazwania, czasem zmieszane, czasem przyjemne, a niekiedy trudne do przyjęcia. Ale każda emocja może powiedzieć coś o mnie, o moich potrzebach i marzeniach. Każdego dnia mogę zastanowić się nad tym, co ja dziś czułam? Jakie emocje mi towarzyszyły? Jak mogłabym je nazwać, do czego mogłabym porównać? Czy kiedyś czułam coś podobnego? W jakich sytuacjach? I dalej: co je wywołało, a następnie: co ta reakcja emocjonalna mówi o mnie? Bo mówi. Czasem głośno, czasem szeptem. Kiedy odnajdę samo sedno, mogę przestać wypierać uczucia czy walczyć z nimi, mogę wpływać na to, co je wywołuje. Świadomość własnych uczuć pozwala także dzielić się nimi z najbliższymi osobami.

#2 Dzienniczek wdzięczności

Jeśli pojawia się problem z widzeniem w jasnych barwach (ostatnio na warsztatach dla małżeństw wyszło, że wiele kobiet tak ma;-), albo przechodzisz właśnie trudne momenty, dzienniczek wdzięczności, dzienniczek różowych okularów (czy jak tylko chcesz go nazwać) może być dobrym wsparciem. Każdego dnia zapisz w nim to wszystko, co dobrego i miłego się wydarzyło. Wyszło słońce? Przeczytałaś dobrą książkę? Spotkałaś się z przyjaciółką? Odważyłaś się zagadnąć panią w kwiaciarni i nawiązałyście miłą rozmowę? Upiekłaś dobre ciasto? Znalazłaś piękną kawiarnię? Odkryłaś coś ważnego?... Za co dzisiaj mogę dziękować? Czym zostałam obdarowana? Co mi się udało? - Wyznacz kierunek swoich zapisków. Ważne, by były to same dobroci.

Na pierwszej stronie możesz także napisać te wszystkie duże dobra, do których możesz powracać i przypominać je sobie każdego dnia (a lista może się wydłuża i wydłużać bez końca!). Za co mogę dziękować? Za życie, za dobrego męża, za pracę, którą lubię, za to, że jestem wolna, że ciągle się uczę, ciągle coś odkrywam, za to, że przetrwałam w życiu trudne chwile, że jestem u boku wielkiego Boga?

Wdzięczność jest dobra. Za wszystko dziękujcie - pisze św. Paweł (Ef 5, 20). Bardzo lubię słowa C. S. Lewisa: Najtrudniejsze chwile przeżywa ateista wtedy, kiedy czuje się wdzięczny, a nie wie, komu dziękować. Ale my wiemy, Komu dziękować. Trzeba tylko chcieć.

#3 Cytaty

Jesteśmy dziś zasypywane cytatami. Na facebooku roi się od pięknych myśli, słów, które chciałoby się wyryć w sercu albo wywiesić jak sztandar. Ale jak długo o nich pamiętamy? W dzienniku możesz zapisywać myśli i ważne słowa, które przeczytałaś w książce, czasopiśmie, Internecie, a może w Biblii? Może usłyszałaś od koleżanki, od księdza albo w filmie. A może jakaś prosta sentencja zrodziła się w Tobie? Nie chodzi tu o ilość, o szybkie wypełnienie stron, ale o przemienianie serca i wprowadzanie słów w czyn. 

#4 Rysunkowo

W dzienniku możesz też rysować. Swoje sny, swoje marzenia, swoje lęki, swoje radości. Możesz rysować samą siebie, tworząc dla siebie piękne kreacje. Możesz użyć długopisu i ołówka, ale możesz też włączyć do pracy kredki i kolorom nadawać znaczenie. Możesz rysować wszystko, gdy tylko słowa wydają się za małe lub nieadekwatne. Nikt nie będzie oceniał, nikt nie będzie wstawiał w antyramę lub przyklejał na lodówkę, no chyba... chyba, że sama zechcesz.

#5 Dialog z Panem

Dziennik może być jak rozmowa z Bogiem. Zapisywanie swoich odkryć, natchnień, a także modlitw. Kim Ty jesteś? Kim jestem ja? Jaka jest nasza droga dziś, co mamy do zrobienia jutro? Dziękczynienia, błagania, uwielbienie.

Słowo Boże jest żywe, skierowane do mnie każdego dnia. Pomaga mi poznawać siebie, zmienia kąt mojego wzroku, daje mi nową perspektywę, przemienia serce. W dzienniku można każdego dnia zapisać rozważane słowa - w postaci sigla lub fragmentu, który jest szczególnie ważny, a następnie odnieść się do niego. Co odkryłam? Co mam zmienić? W czym mam się utwierdzać? Co mam robić dziś? O którą relację mam dziś zawalczyć? Jaką kobietą, żoną, matką mam się stać?

#6 Utrwalanie chwil

Wersja dla sentymentalnych. Tych z nas, które toną w zbieranych pocztówkach, bilecikach, karteczkach ze świętymi, zasuszonych listkach, płatkach róż i zdjęciach, których podobno nikt już nie wywołuje i listach, których podobno nikt już nie pisze. To wszystko można zebrać razem, opatrzyć komentarzem, tworząc nie tyle kronikę zdarzeń, ale kronikę naszych odkryć, naszych kroków, naszych emocji, którą potem można się dzielić tylko z tymi najbliższymi. 

#7 Forma listu (do dzieci, a może do przyszłego męża?)

Dziennik może być też podarunkiem dla kogoś bliskiego. Podczas ostatnich 100 dni przed naszym ślubem zaczęłam pisać listy na białych kartkach A4 do mojego przyszłego męża, wypełniając je wszystkimi detalami dnia oraz wybieganiem w przyszłość wypełnionym marzeniami. Ozdabiałam, opatrywałam cytatami, zmieniałam długopisy i pióra. Mamy pamiątkę. Ale taka forma sprawdzi się też jako list do dzieci. Tych, które już mamy, a może tych, na które czekamy? Jaki jest świat tu i teraz - świat, w którym żyją, dorastają, ale za kilka lat nie będą miały pojęcia, jak on wyglądał. Jak ja rozwijam się jako mama (czy narzeczona), co odkrywam o sobie, co odkrywam o Tobie? Co chcę ci przekazać najważniejszego. Wyobrażacie sobie taki prezent od mamy np. na osiemnastkę abo własny ślub? :-)

 

* * *

A jakie Wy macie pomysły (albo jakie realizujecie już) na dziennik czy pamiętnik? Czy tworzenie takich zapisków pomaga Wam lepiej rozumieć siebie?

Zapraszam do dzielenia się w komentarzach. Jeden pomysł nagrodzę Kalendarzem Kobiety 2015 (który też może posłużyć jako pamiętnik:-)

(na komentarze konkursowe czekam do 22.10)

* * *

WYNIKI!

Bardzo Wam dziękuję za komentarze, są dla mnie niezwykle inspirujące! :-) No i potwierdzają, że prowadzenie swoich zapisków naprawdę ma sens. Dzięki Wam dziewczyny!

Miałam oczywiście wielki kłopot z wyborem osoby, którą nagrodzę, bo wszystkie wypowiedzi były bardzo ciekawe, więc posłużyłam się narzędziem wspomagającym :-D Aplikacją wyboru zwycięzcy. 
A ta aplikacja wylosowała Bogumiłę
 
Zauważam, że nie potrafię żyć bez Boga, ludzi i bycia kobietą. To wszystko tworzy mój mały świat, który bez przerwy się zmienia. Dziękujemy Bogumiło, za Twoje piękne słowa!
 
A dodatkowo za świetne inspiracje torba Dzielnej Niewiasty powędruje do Mammymisi (czy Mammymisia?;-) Też uwielbiam scrapbooking, ale moje małe wytwory zupełnie nie dorastają do Twoich dzieł! I dziękuję za tak wiele pomysłów przydatnych dla każdej mamy i żony.
 
 

 

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS