Pan zlitował się nad nią i rzekł do niej: «Nie płacz!» (Łk 7, 13)

Pryscylla. Silna miłością

Kilka tygodni temu pytałam o bliską Waszym sercom kobietę z Nowego Testamentu. Dziś i ja chcę się z Wami podzielić historią kobiety, która mnie ostatnio inspiruje. Nieprzypadkowo dziś (8.07) chcę Wam o niej przypomnieć. To właśnie dzień jej wspomnienia liturgicznego! Chociaż kalendarze bardziej przypominają nam o św. Janie z Dukli, to jednak szukając dociekliwie, znajdziemy i ją. A właściwie ich. Pryscyllę i Akwilę a właściwiej - jak podają hagiografie: Akwilę i Prysycyllę, ale jak zobaczycie zaraz, ta kolejność naprawdę nie ma znaczenia. A więc to dziś wspomnienie żony i męża, którzy całym sercem byli oddani Panu. Tak bardzo, że byli gotowi nieść Dobrą Nowinę tak daleko i tak głęboko, jak tylko mogli. A także – czy przede wszystkim – potrafili i chcieli żyć nią w swoim domu, w swoich sercach. 

Pryscyllę i jej męża odnajdujemy w relacji św. Łukasza, w Dziejach Apostolskich. Wspomina o nich także św. Paweł w swoich listach. Ona nie spotkała Jezusa tak jak te kobiety, o których czytamy w Ewangeliach. Nie dotknęła Jego płaszcza, nie została przez Niego przywołana na środek synagogi, nie została przez Niego uzdrowiona słowem… Ale nie mam wątpliwości, że żyła w głębokim doświadczeniu spotkania ze Zmartwychwstałym oraz w obecności Ducha Świętego. Inaczej nie można uzasadnić jej życia, jej świadectwa, jej gotowości, by zostawić wszystko i iść, by służyć Bogu i odpowiadać na potrzeby innych. Nie można znaleźć tu innej logiki oprócz tej logiki szaleństwa wiary i miłości. A o miłości ta żona musiała wiedzieć naprawdę dużo!

Nie da się tego nie zauważyć studiując Pismo – Pryscylla zawsze wymieniana jest ze swoim mężem. Są nieodłączni. Autorzy listów i Dziejów zawsze myślą o nich jako o jedności. Zapewne często widziano ich razem, może niektórzy mówili o nich Akwilowie, ale jednak we wszystkich tych miejscach wymieniani są osobno, zawsze z imienia! Imię Pryski pojawia się sześciokrotnie i aż w czterech miejscach to jej imię zostaje wymienione jako pierwsze. Nie jest to bynajmniej spowodowane szacunkiem do kobiet i ich pierwszeństwa, jak to może mieć miejsce dzisiaj, np. przy wypisywaniu zaproszeń. Możemy się zastanawiać czy ta kolejność ma znaczenie, a jeśli tak to jakie. Czy wskazuje to na jej wcześniejsze nawrócenie? A może to ona miała bardziej dominujący charakter? Może była z lepszego rodu? A może to tylko potwierdzenie, że kolejność nie ma już tak naprawdę wielkiego znaczenia? I że kobieta naprawdę jest równa mężczyźnie! (Jakże to jest tu widoczne! Ale niestety, czytając niektóre z życiorysów tych małżonków, mam wrażenie, że to wciąż nie zostało zauważone - zobaczcie).

Pryscylla i Akwila nie tylko byli małżeństwem, nie tylko współdzielili swój dom, oni wyjątkowo dużo działali razem. Na pewno każde z nich miało swoje ulubione czynności czy przydzielone – ustalone zadania, jednakże w dużej mierze pracowali i wspierali się w swoich przedsięwzięciach. Na pewno cudownie się tutaj uzupełniali. Każde z nich widziało drugą stronę tej samej monety. We dwoje byli silniejsi we wszystkim. Na co dzień wyrabiali namioty i właśnie dzięki tej profesji - spotkali św. Pawła (niesamowite, prawda?!). Być może to on jeszcze bardziej rozpalił ich serca? Wiemy, że zaangażowali się w głoszenie Ewangelii i w misje apostolskie tak bardzo, że wyruszali w podróż ze św. Pawłem. Pryscylla była więc kobietą świadczącą o Jezusie i mówiącą o sprawach wiary - i to nie tylko innym kobietom, ale też mężczyznom. Świetnie ukazuje to opisane spotkanie z Apollosem (Dz 18, 24-28). Spotykając go, małżonkowie postanowili przekazać mu to, czego on sam jeszcze nie doświadczył, czego jeszcze nie wiedział, by jego głoszenie było pełniejsze i bardziej skuteczne. Zabrali go ze sobą, najpewniej do swojego domu, by tam – w przytulnym, bezpiecznym miejscu, móc z nim porozmawiać. Otwierali drzwi swojego domu dla wierzących, dla całych wspólnot. Działali, a jednocześnie sami byli wzorem małżeństwa – silnego, „partnerskiego”, skupionego na Bogu i nie zapominającego o swoim powołaniu. Musieli być też bardzo odważni i gorliwi, o czym przekonuje nas św. Paweł, wyrażając im swoją wdzięczność za „nadstawienie swoich głów za jego życie” (Rz 16, 3-4). Świadectwo tych małżonków w pierwszym Kościele musiało być ogromne. Być może byli wzorem dla wielu innych małżonków - młodych, dopiero wkraczających na tę drogę i tych starszych, którzy być może trochę zapomnieli o wadze swojego powołania. 

Myślę o niej czasami, kiedy szukam drogowskazu na małżeńską codzienność. Zastanawiam się, czy miała jakiś swój przepis na miłość? Co chciałaby powiedzieć kobietom? Co pomagało jej w gościnności, w otwieraniu szeroko drzwi domu i goszczeniu całej wspólnoty chrześcijańskiej? Skąd miała w sobie tyle odwagi, by zostawić wszystko i wyruszyć w daleką drogę - bez telefonu komórkowego, bez dokładnie zaplanowanych przystanków, bez pewności, czy w miejscu docelowym znajdzie swoją ulubioną kawę? I wreszcie - zastanawiam się czy miała dzieci? Czy były już dorosłe? A może były całkiem małe - więc w drogę każdemu pakowała plecaczek i najpotrzebniejszy ekwipunek? A może nigdy nie doświadczyła macierzyństwa, ale swoje macierzyńskie serce wkładała w służbę innym, z troską i miłością dbając o nich? O tak, mam pełną listę pytań do Pryski! Może kiedyś... ;-)

Ona wraz z nim. Ona dla niego. Ona tak mocna, tak pełna wiary i zapału, tak aktywna, odważna, zakochana w swoim mężu i w Bogu. A jednocześnie wyobrażam sobie ją jako kobietę, która nieraz doświadczyła swojej kruchości, swojej słabości, swoich błędów... i trudności w małżeństwie, i męskiej słabości. We dwoje jest przecież łatwiej - ruszać na koniec świata i to trochę pod prąd, ale we dwoje bywa też trudniej niekiedy. Może wtedy przypominali sobie o tym, że sprawiedliwy próbuje się w ogniu jak złoto (1 P 1, 7), a może o tym, że mają stanowić jedno (J 17, 22), a może o tym, że słońce ma nie zachodzić nad ich gniewem (Ef 4, 26). A może po prostu wystarczyły wymowne spojrzenia, żeby przypomnieć sobie, że w tych zawodach są razem. I że to razem chcą wygrać.

*** 

Wszystkie fragmenty dotyczące Pryscylli: Dz 18, 1-3. 18-19a, Dz 18, 24-28; Rz 16, 3-4 1Kor 16, 19; 1 Tm 4, 19

 

Czytaj dalej...

Piękna jak Estera - konferencja i Msza św. dla kobiet

22.01 o godz. 19.15 zapraszamy do parafii Zesłana Ducha Świętego w Warszawie (ul. Broniewskiego 44) na Mszę św. dla kobiet z konferencją oraz adoracją

Hasło tego spotkania: Piękna jak Estera!

Zainspirujemy się historią Estery opisaną w Piśmie Świętym w... Księdze Estery, oczywiście :-) A będzie to okazja do zastanowienia się nad pięknem kobiety - czym ono tak naprawdę jest, jak o nie dbać, skąd pochodzi?
Estera będzie nam przewodniczką na tym pięknym (bo przecież w gronie pięknych kobiet!) spotkaniu.

Konferencję wygłosi Katarzyna Marcinkowska - autorka projektu Serce kobiety
Mszę św. odprawi i homilię wygłosi ks. Piotr Paweł Łapa

Po Mszy św. także adoracja Najświętszego Sakramentu.

***
O godz. 18.00 zapraszamy osoby chętne na próbę śpiewu! Próba w salce obok parafii - osobom zainteresowanym wyślemy mapkę pomocną, by trafić :-)
Jeśli chcesz dołączyć do oprawy liturgicznej lub pomóc w przygotowaniach, prosimy o kontakt :-)
(na adres Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.)

Czytaj dalej...

Rodowód Łaski - Tamar

Dla wielu osób, jak sądzę, samo nazwisko autorki serii Rodowód Łaski, Francine Rivers, może być wystarczającą rekomendacją do sięgnięcia po nowowydaną książkę „Tamar” (wyd. Aetos). Literatura Rivers od momentu jej głębokiego nawrócenia przepełniona jest wiarą, tematyką miłości (tej prawdziwej i czystej) i historii, które poruszają swoją mądrością. Polscy czytelnicy mieli okazję poznać jej bestsellerowe powieści: „Potęga miłości” czy „Dziecko pokuty”. Co jednak mogę powiedzieć tym osobom, którym te informacje (jakże dobrze wpisujące się w promocyjne materiały!) nie wystarczają? Co chciałabym przekazać tym czytelnikom, dla których może być to pierwsze spotkanie z jej twórczością?

Podchodzę z dystansem do książek, które chcą przekazać jakiś fragment Pisma Świętego na sposób opowieści, odtwarzając postaci (o których w Biblii czytamy często zaledwie kilka zdań), ich motywacje, pragnienia czy obawy... I pierwsze, co odkrywam już we wstępie, to chyba podobne podejście Francine Rivers, która zdaje się odczuwać ogrom przedsięwzięcia, jakiego się podejmuje, a w którym pragnie pozostać wierna przekazowi biblijnemu, dodając jedynie to, co może być ważne lub niezbędne do lepszego zrozumienia. I wydaje mi się, że robi to świetnie. Zaraz obok tej ostrożności wobec poszerzania biografii postaci wplecionych w historię Zbawienia, pojawia się i drugie pragnienie – przybliżyć je dzisiejszemu człowiekowi – ale nie tak, jak przekazuje się lektury szkolne w opracowaniach – streszczając fabułę, wytłuszczając najważniejsze momenty, często wypunktowując tylko pewne fakty, tylko w taki sposób, by pozwolić nam dziś, nastawionym na szybkie odpowiedzi i zwroty akcji, wejść w tę historię, poznać życie tej konkretnej postaci, by razem z nią przeżywać jej drogę, wszystkie dylematy i wybory. Dlatego cały pomysł serii Rodowód Łaski uważam za niesamowicie potrzebny (może szczególnie nam kobietom?). Składa się ona z pięciu opowieści o kobietach, które Ewangelista Mateusz wymienia w rodowodzie Jezusa Chrystusa (Tamar, Rachab, Rut, Batszeba i Maria). Jak pisze autorka we wstępie: „Żyjemy w burzliwych czasach, w których miliony ludzi poszukują odpowiedzi na najbardziej fundamentalne pytania. Kobiety z genealogii Jezusa wskazują nam drogę. Lekcje, jakie możemy wyciągnąć z ich historii, są wciąż aktualne, mimo upływu tysięcy lat”.

„Imię Tamar znaczy: palma daktylowa. Nadawano je dziewczynie, która miała wyrosnąć na kobietę piękną i pełną wdzięku. Palma daktylowa rośnie na pustyni i wydaje słodkie, pożywne owoce (…). Juda miał nadzieję, że dziewczyna spełni wszystkie obietnice kryjące się w znaczeniu jej imienia.” (Francine Rivers, „Rodowód łaski. Tamar”)

Historia Tamar jest przedziwna i, przyznaję, dziś trudna do zrozumienia, niełatwa do zaakceptowania w wielu swoich wątkach, bo osadzona w jakże innej, odległej nam kulturze! Sytuacja młodziutkiej, nastoletniej Tamar jest niezwykle trudna, a zarazem oczywista dla ludzi tamtych czasów. Zostaje ona wybrana na żonę dla syna Judy, Era. Wie, że z jej zdaniem i uczuciami nikt nie będzie się liczył. Zostaje więc poślubiona mężczyźnie z innego ludu, który nie tylko jej nie kocha, ale także ją poniża. Tamar jest całkowicie zależna od decyzji mężczyzn – ojca, teścia, męża, braci. A o jej wartości ma świadczyć tylko jedno – urodzenie syna, dlatego też zostaje wybrana (czy też oceniona) z powodu swojej pracowitości, siły oraz płodności matki, które zapowiadały, że bez problemu wyda na świat gromadkę dzieci. Co okazuje się jednak nie tak proste.

Dla mnie jej historia jest w dużej mierze pytaniem o wartość i godność kobiety. Może nas dziś przerażać spojrzenie na kobietę, jakie odczytujemy w tej historii. Nie ma tu mowy o jej samodzielności, autonomii, o jej pięknie, które nie stałoby się tylko obiektem męskiego pożądania lub kobiecej zazdrości. A mimo tego Tamar zachowuje pokorę i otwartość serca – także na Boga, którego nie zna. Przy tym uciekając się do pewnego fortelu (powiem szczerze: dla mnie, a pewnie i dla Was także, zupełnie niezrozumiałego), udaje jej się odzyskać swoją godność i uznanie w oczach ludzi. Ale, gdyby na tym poprzestać, to byłaby to tylko namiastka jej prawdziwej wartości. Bo ona nie pochodzi od innych, ale od samego Boga.

Dziewczyna zabrana od rodziców, wyrwana ze swojego narodu i swojej wiary, która miała być poddaną żoną i matką, której użyteczność mierzono przez jej ciało i witalność, a miało potwierdzić je ostatecznie potomstwo, staje się pierwszą niewiastą wymienioną w rodowodzie Jezusa Chrystusa. Kobieta, która nie złamała prawa w przeciwieństwie do bogobojnych mężczyzn, o której Juda powiedział, że jest sprawiedliwsza od niego samego. Kobieta wybrana przez samego Boga w Jego historii. Ale nie, to nie jest kobieta idealna, to jest kobieta pełna nadziei i niosąca nam nadzieję.

Francine Rivers, Rodowód Łaski: Tamar, wyd. Aetos 2013.     

UWAGA! Do 30.11 trwa KONKURS, w którym do wygrania właśnie ta książka!:-)

Książka do nabycia także w sklepiku Serca Kobiety.

Czytaj dalej...

Książki rozdane

Tydzień temu wraz z zamieszczeniem recenzji książek Gotowe na wszystko. Kobiety Starego Testamentu oraz Gotowe na wszystko. Kobiety Nowego Testamentu (wyd. Vocatio 2011) ogłosiłam mały konkurs (choć określenie konkurs wydaje mi się za bardzo komercyjne, zupełnie nie oddające tego, czego dotyczyły Wasze odpowiedzi - były przecież tak osobiste, tak piękne, zupełnie jak dzielenie się kawałeczkiem swojego serca, za co bardzo dziękuję!). Prosiłam Was o wskazanie na historię jednej kobiety z Biblii, która jest dla Was ważna. Odpowiedzi było wiele i gdybym mogła (tzn. gdybym posiadała kilkadziesiąt książek), nagrodziłabym wszystkie, bez żadnego wyjątku. Ale z powodu pewnych ograniczeń (które i tak postanowiłam nieco przekroczyć;-) chciałabym nagrodzić cztery panie:

Agatę

Monikę

Agnieszkę Sztajner

Annę Nykiel

Wszystkie osoby wyróżnione zostały już o tym poinformowane mailowo.

Za zgodą autorek te piękne teksty zostaną opublikowane w tym tygodniu na stronie sercekobiety.pl (czym zostałam zmuszona do poszerzenia strony o dział Artykuły inne:-) A wiecie dlaczego? Po prostu nie mogłabym, naprawdę nie mogłabym tych historii zatrzymać dla siebie, nie poprosić autorek o pozwolenie na podzielenie się nimi szerzej, czyli z Wami. Jestem pewna, że znajdziecie kawałek siebie w ich słowach.

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS