Wszystkie wasze sprawy niech się dokonują w miłości! (1 Kor 16, 14)

Między nami blogerkami... o byciu między niewiastami

Z okazji Tygodnia Między Niewiastami - tygodnia świętowania kobiecych przyjaźni - zaprosiłam kilka znanych mi (w większości także offline!) kobiet, by podzieliły się z nami refleksją o tym, co dla nich znaczy bycie między niewiastami oraz jakie są ich sposoby na pielęgnowanie przyjaźni. Zachęcam do przeczytania ich wypowiedzi, a także zajrzenia na strony projektów, blogów i działań prowadzonych przez dziewczyny (z pewnością i tam znajdziecie inspiracje do budowania kobiecych relacji i spotkań między niewiastami!).    

Damska przyjaźń ewoluuje  

Przyjaźń i relacje między niewiastami są bardzo ważne dla naszej kobiecości. Potrzebujemy obecności innych pań i dziewcząt. Od tych starszych uczymy się, czerpiemy życiowe mądrości i pomysły na siebie. Te młodsze przypominają nam o spontanicznej radości, dziecięcej szczerości i wdzięczności. Jestem słaba w pielęgnacji przyjaźni, przyznaję. Mam sobie wiele do zarzucenia. Wokół mnie jest bardzo dużo kobiet, które kocham, a dla których nie znajduję odpowiedniej ilości czasu. Teraz, gdy nie widujemy się często, staram się po prostu być w 100% z nimi, gdy się spotykamy. Damska przyjaźń ewoluuje. Od zabawy lalkami, przez wiszenie na telefonie wieczorami, piżamowe imprezy i relacje z pierwszych randek, po spotkania przy kawie między wykładami, świadkowanie na ślubie, bycie matką chrzestną, rzadsze telefony i spotkania, ale oparte na latach wspólnych wspomnień i przeżyć. Tak, mam przyjaciółki jeszcze z przedszkola. :) W kontekście relacji między niewiastami nasuwa mi się jeszcze myśl, że te niewiasty to nie tylko nasze przyjaciółki i koleżanki spotkane gdzieś w szkole czy w pracy. To także nasze mamy, córki, babcie, ciocie, kuzynki, bratowe, szwagierki i teściowe. Relacje z nimi są inne, ale też potrzebne w kontekście naszej kobiecości i wartościowego życia.

Ewa Olborska | mocem

Ewa Olborska między niewiastami  



Przyjaciółka na wzór Maryi

Kiedy czytam ewangeliczną historię, o tym jak młoda Maryja wybiera się w nie do końca bezpieczną, a na pewno wymagającą i trudną podróż do swojej przyjaciółki Elżbiety, w moim sercu rodzi się tylko jedno pragnienie: stawać się przyjaciółką dla innych kobiet na wzór Maryi. Dlaczego? Ponieważ taka przyjaźń wymaga odwagi i przekraczania własnych granic. Wie, czym jest biblijna miłość, bo jest: łaskawa – z troską i uwagą wysłuchuje każdego naszego zmartwienia, wątpliwości, czy obawy; cierpliwa – nieustannie czeka, nawet wtedy, kiedy my o niej zapominamy, zawsze znajdzie dla nas czas; nie zazdrości – nie porównuje się, nie zastanawia się, czy jest gorsza, nie czuje się lepsza; współweseli się z prawdą – łagodnie upomni, kiedy wymaga tego sytuacja, zwróci uwagę na zło, po które sięgamy; nie pamięta złego – nie wypomina porażek i błędów; nie unosi się gniewem – wybacza (nie raz). Przede wszystkim jednak najważniejszą cechą przyjaźni na wzór Maryi jest obecność bez względu na zmęczenie, codzienne trudności i brak czasu. Ta przyjaźń rozumie, nie stawia zbędnych pytań i ponad wszystko kocha człowieka, bo kocha też Boga.   

Ilona Chodowicz Całkiem Inna - kobieta w blasku Stwórcy

Ilona Chodowicz



Po kobiecemu dodajemy sobie sił

Przyjaźń to dla mnie dłuższa, głębsza relacja. Wyrosłam już z tego, że muszę rozmawiać z przyjaciółką zawsze i o wszystkim. Bywa tak, że z niektórymi widuję się czy nawet słyszę bardzo rzadko. Ale noszę je w sercu, wiem, że przy kolejnym spotkaniu będziemy się rozumieć tak dobrze, jakbyśmy widziały się wczoraj. Teraz traktuję przyjaźń inaczej – staram się być dla, pokazać kawałek siebie, dzielić się – już nie wszystkim, ale tym, co jest dla mnie w danym momencie ważne, co przynosi radość lub chwile zastanowienia. Przyjaciółki są moją inspiracją, każda z nich jest zupełnie inna, ale wszystkie łączy duża motywacja, chęć do działania, dążenie do tego, by marzenia stawały się rzeczywistością. To podejście jest mi bardzo bliskie, dlatego w gorszych momentach patrzę na nie i dzięki nim, przypominam sobie, że się da. Że one też miewają swoje chwile niemocy, ale wspólnie, po kobiecemu dodajemy sobie sił. Często bez rozmawiania o tym, po prostu dzięki byciu, uśmiechowi, czy wspólnej kawie przy cieście skubanym przy okazji przez dzieci.

Klaudia Leszczyńska | Kucharenka

Klaudia Leszczyńska



Przyjaźnie z kobietami dają mi poczucie ugruntowania i możliwość śmiałego dzielenia się swoimi wrażliwościami

Bycie między kobietami to dla mnie przede wszystkim doświadczenie i poszukiwanie rdzennej siły i prawdy życia. Kobiety w mojej rodzinie, szczególnie od strony mamy, mają niezwykłe historie. Cechuje je hart ducha, miłość połączona z odwagą i nieugiętość w walce o drugiego człowieka i samą siebie. Mówię o tym, ponieważ za taką kobiecością i takimi relacjami z kobietami tęsknię najbardziej – przy kobietach doświadczam, jak mocne i prawdziwe może być życie, począwszy od wielkich gestów po proste, codzienne dawanie i przyjmowanie. W kobiecie najpiękniejsza wydaje mi się bliskość, możliwość śmiałego dostępu do bycia kochanym i przyjętym. Spodobał mi się ostatnio cytat Matthewa Arnoldsa: „Jeśli kiedykolwiek przyjdzie taki czas, że kobiety z całego świata zbiorą się ze szczerej i prostej chęci niesienia pomocy ludzkości, będzie to taka siła jakiej świat jeszcze nie widział”. Wierzę w ten kierunek. Osobiście, przyjaźnie z kobietami dają mi poczucie ugruntowania i możliwość śmiałego dzielenia się swoimi wrażliwościami.

Magda Frączek, autorka piosenek | Magda Frączek

 



Dopełniam swoją kobiecość nowymi barwami

Kobiecość kształtuje się w oparciu o męskość, jednak to spotkania z kobietami otwierają mi oczy na wiele aspektów kobiecości. Widzę, że od każdej „mojej niewiasty-przyjaciółki” czerpię coś innego. Dzięki temu dopełniam swoją kobiecość nowymi barwami i wdziękiem, jaki one już odkryły i mi samej pomagają go odkryć. Bycie między niewiastami to dla mnie branie od siebie i ubogacanie się wzajemnie. Kobiece relacje i przyjaźnie pielęgnuję na trzech płaszczyznach. Pierwszym jest modlitwa za te kobiety, które są dla mnie ważne. Mam je w sercu, więc jednocześnie są w mojej modlitwie. Myślę wtedy o ich pragnieniach, potrzebach, wstawiam się nimi, ale też za nie dziękuję. Ta część zbliża MNIE do nich. One może nawet nie muszą o mojej modlitwie wiedzieć, ale ona kształtuje moja postawę w stosunku do nich. Drugim etapem jest nasz kontakt codzienny. Nie mam tych bliskich mi kobiet niedaleko, w jednej miejscowości, więc korzystam z smsów, telefonu, maila, Skype. Wysyłam im często cytaty, fragmenty książek, które mnie zainspirowały, zdjęcia, luźne myśli. Wymieniamy się tym, co widzimy wokół siebie, by poczuć się choć trochę bliżej siebie. Trzeci etap to spotkania. Nie są one tak częste, jakbym tego chciała, ale za to są na wskroś delikatne, dobre. Mają swój urok którego z innymi powtórzyć się nie da. Jest w nich urok patrzenia w niebo i pokazywania sobie najpiękniejszych gwiazd.  

Marlena Bessman-Paliwoda | Małżeństwo - Mamy się dobrze

Marlena Bessman-Paliwoda



Wzajemne inspirowanie się do tego, by żyć jeszcze pełniej i jeszcze piękniej 

Bycie Między Niewiastami to dla mnie ogromne błogosławieństwo i przywilej. To ta sfera życia, w której moje serce, w pełnej wolności, może wzrastać i odpoczywać obok przepięknych serc moich przyjaciółek. Bycie Między Niewiastami to ciągłe, wzajemne inspirowanie się do tego, by żyć jeszcze pełniej i jeszcze piękniej. To delikatna obecność bez oceniania, lecz z pełną akceptacją i wsparciem. To duchowa troska i zjednoczenie podczas modlitwy. To dar od Tego, który pragnie naszego kobiecego piękna, dzięki któremu możemy się wciąż uBOGAcać swoją obecnością. I jestem Mu niesamowicie wdzięczna, że otacza mnie grono tak Pięknych Kobiet, bliskich memu sercu. Kobiet, które są narzeczonymi, żonami, mamami. Które uczą mnie jak wierzyć, kochać, śmiać się i płakać. I mimo natłoku codziennych obowiązków żony i mamy, pragnę dbać i pielęgnować tę sferę przyjaźni. Krótka wiadomość, spacer po parku, napisany list czy zwyczajne przypominanie sobie o tym, że jesteśmy dla siebie wzajemnie, zawsze. To skarb.

Marta Cyroń | DOMiOWO

Marta Cyroń


 

 

Przeczytaj także:

O tym, skąd wziął się pomysł na Tydzień Między Niewiastami

O spotkaniu dwóch, pięknych biblijnych przyjaciółek

O nie(d)ocenionych kobiecych przyjaźniach

O pomysłach na wspólne, twórcze spędzanie czasu

Czytaj dalej...

Nie(d)ocenione kobiece przyjaźnie

Przyjaźń to relacja wymagająca. Lubię o niej myśleć jako o relacji luksusowej... Nie znaczy to, że jest dla wybrańców. Jest dla każdego, ale nie jest niezbędna do życia. Jest cudownym dodatkiem, który daje  nam BOGActwo.

Walka o czas dla męża, dzieci czy rodziców? Jestem w tym już wprawiona. Wiem, jakie są ważne. Niekiedy ostatkiem sił buduję super maszyny z Lego, rysuję place budowy i wytaczam się na spacer z moimi trzema muszkieterami. Wiele się o tym mówi. A nawet nie tyle się mówi - ja sama o tym trąbię – narzeczonym na kursie, małżonkom na warsztatach, kobietom na konferencjach. Nie odkrywam nic nowego. Mówię im, ale przypominam też sobie. Bóg też mi przypomina. Ostatnio na spowiedzi ksiądz kazał mi powtórzyć tę listę: „Bóg, mąż, dzieci, reszta świata”. Znam niejeden sposób na bycie blisko tych, których kocham, na bycie dzielną żoną i mamą.  

A troska o przyjaciółkę? O przyjaciółki? Czy mam na nią czas i siły? Nie mam. Słyszę od wielu kobiet, że wystarcza im przyjaźń męża albo Pana. Być może dziś, jak nigdy wcześniej, prawdziwa przyjaźń jest wyzwaniem. Nie jest to relacja ściśle nakazana, znajdująca się na najwyższych szczeblach hierarchii wartości. To relacja, w którą trzeba  zainwestować czas, którego i tak mamy dziś niewiele. Trzeba w nią też włożyć wysiłek intelektualny i emocjonalny, a często i logistyczny! Jak to zorganizować, by wygospodarować dobry czas na nasze spotkanie? To też relacja, w której nie można się ukryć… By budować przyjaźń trzeba nierzadko zmierzyć się z własnymi ograniczeniami i lękami. Jestem nudna. Nic mogę nic od siebie dać. Czas spędzony ze mną niewiele wnosi w życie innych. Mówię głupoty. Nie wiem, jak prowadzić naszą rozmowę. Mam dość tych spotkań. Tylko ja się staram. A jeśli mnie oszuka? A jeśli nie zachowa mojej tajemnicy. Jejciu, po co ja się tak bardzo otworzyłam? – Czy kiedykolwiek któraś z tych myśli pojawiła się w Twojej głowie?  Być może. A może żadna z tych, ale były inne.

Pragnienie przyjaźni można zaspokajać, kopiąc głęboko lub… szukając czegoś, co będzie jej zamiennikiem. A zamienników jest dziś dużo. Tworzymy wiele relacji. Poznajemy nowych ludzi, kontakty są w cenie. Czasem wydaje nam się, że się tak dobrze znamy, bo tyle już wiemy o sobie dzięki… kanałom społecznościowym. Tworzymy sobie obraz drugiej osoby złożony z kolaża jej zdjęć i wypowiedzi. I umyka nam coś ważnego, prawda o nas. Można praktykować przyjaźń w wersji on-line, kiedy wiemy o naszych przyjaciołach tylko tyle, ile napiszą w sieci. To nie znaczy, że Internet jest zły. Wręcz przeciwnie – dzięki jego udogodnieniom możemy poznawać nowe osoby lub pielęgnować nasze relacje. Chętnie korzystam z możliwości dzielenia się swoimi myślami czy zdjęciami z kobietami, które mieszkają daleko, ale są bliskie memu sercu. Ale to nie wystarcza, to nie wszystko. Mówił o tym nawet papież Benedykt XVI:

„W przyjaźni i poprzez przyjaźń wzrastamy i rozwijamy się jako istoty ludzkie. Z tego względu prawdziwa przyjaźń od zawsze uznawana jest za największe bogactwo, jakie może zyskać człowiek. Dlatego też należy uważać, by pojęcia i doświadczenia przyjaźni nie banalizować. Byłoby rzeczą smutną, gdyby nasze pragnienie podtrzymywania i rozwijania przyjaźni on-line realizowało się kosztem czasu dla rodziny, sąsiadów i tych wszystkich, których spotykamy na co dzień, w miejscu pracy, w szkole czy w wolnym czasie. Kiedy pragnienie wirtualnej łączności staje się obsesją, człowiek zaczyna się izolować, zrywając realne więzi społeczne. Prowadzi to do zakłócenia sposobu wypoczynku, ciszy i refleksji, które są niezbędne dla zdrowego rozwoju człowieka.”

Najlepszym moim doświadczeniem budowania przyjaźni i kobiecych relacji jest wspólnie spędzony dłuższy czas, wspólne doświadczenia. Wtedy, kiedy odkrywamy prawdę o sobie. Bo tak postanawiamy? Nie, bo nie mamy wyjścia. Bo opadają maski. Bo musimy przyjąć i zgodzić się, że teraz ukazujemy tę część siebie, którą tak łatwo skryć na chwilę pod makijażem. Ale przecież nie na długo. Uwielbiam te chwile, kiedy nie da się ukryć zmęczenia, zniecierpliwienia, niezadowolenia. Kiedy rozpoznajemy swoje żarty, tworzymy swój katalog powiedzeń i kodów. Kiedy dostrzegamy nowe miny, grymasy i powiedzenia. Kiedy zaskakujemy się. Wtedy stajemy się bliższe sobie. Wtedy odkrywam największe piękno przyjaźni i kobiet.

Przyjaźń niedoceniona

  • Przyjaźń jest trudna – wymaga wysiłku. Czasu. Zaangażowania.
  • Przyjaźń ma swoje zastępniki, relacje pozorne. Prostsze, szybsze, mniej wymagające, dające więcej satysfakcji. 
  • Przyjaźń odsłania czasem niełatwą do przyjęcia prawdę o nas.

Nieoceniona – cenna 

  • W przyjaźni uczę się akceptacji siebie i drugiego człowieka.
  • W kobiecych relacjach kształtuję swoją postawę – uczciwość, szczerość, ofiarność.
  • Otrzymuję wsparcie, ale przede wszystkim – daję wsparcie. 
  • Razem możemy umacniać się w dobrym, także – razem możemy wzrastać w wierze i rozkwitać! Jesteśmy silniejsze!

Wierny bowiem przyjaciel potężną obroną, kto go znalazł, skarb znalazł. Za wiernego przyjaciela nie ma odpłaty ani równej wagi za wielką jego wartość. Wierny przyjaciel jest lekarstwem życia; znajdą go bojący się Pana.

(Syr 6, 14-16)

 

ZOBACZ także:

Tydzień Między Niewiastami i konkurs

Jak pielęgnować kobiecą przyjaźń?

Przyjaciółkę od serca któż znajdzie?

 

Czytaj dalej...

Między niewiastami - czyli Tydzień świętowania kobiecych przyjaźni - start!

To jest Tydzień Między Niewiastami! Brzmi świetnie, prawda? Ale na początek - jedna ważna uwaga. Nie chcę sugerować, że tylko na przełomie maja i czerwca jest czas na dbanie o kobiece relacje. Wprost przeciwnie - pragnę, byśmy przypomniały sobie, że o ten czas między niewiastami warto walczyć w naszej zabieganej i pełnej pilnych spraw codzienności. Może wtedy, gdy uświadomimy sobie jak wielka jest wartość tych relacji (jaki też wspaniały w tym jest zamysł Pana!), łatwiej będzie nam znaleźć na nie i czas, i siły! I naprawdę o to zawalczyć!  W tym tygodniu (29.05-2.06) opowiem co nieco o tym, czego uczę się dzięki kobiecym relacjom, co mi pomaga w ich tworzeniu, jakie spotkanie jest dla mnie wzorem i zaproponuję coś, co może pomóc także Wam rozwijać Wasze przyjaźnie. Ale zacznę od historii projektu Między niewiastami - projektu, od którego wiele się zaczęło i który nauczył mnie wiele o kobiecości i relacjach damsko-damskich. 

Pomysł na grupy Między Niewiastami dojrzewał przez chwilę. Organizując przez kilka lat warsztaty i msze dla kobiet, spotykałam się z pytaniami o materiały dla wspólnot i grup, o coś pomocnego w formacji. Znałam niemal z pierwszej ręki kwestię formacji stanowej pod postacią męskiej wspólnoty Przymierze Wojowników, więc czułam to. Zresztą Serce Kobiety powstało właśnie po to, by formować nas, a idealnym dopełnieniem naszej indywidualnej pracy, jest wspólnota. Sama doświadczyłam tego, jak cenne jest bycie wśród przyjaciółek i wspólne dojrzewanie. Chciałam więc pójść za tym głosem - nie tylko zewnętrznym, ale i tym wewnętrznym. Dość szybko zrobiłam pierwsze kroki, nieświadoma jeszcze wielu uwarunkowań, niepewna do końca tego, jak to ma wyglądać i czy mój pomysł się przyjmie. Nie wiedziałam doprawdy, czego mogę się spodziewać.

Od razu wiedziałam, że my kobiety potrzebujemy inaczej” niż jest to w Przymierzu. I bynajmniej nie chodzi mi o nazwę, ale o formę. Że potrzebujemy trochę luźniej, swobodniej. Miałam z jednej strony wielkie pragnienia i śmiałe pomysły, a z drugiej - trochę lęku: czy to jest potrzebne? Czy kobiety wytrwają, czy ja wytrwam? W marcu 2014 ogłosiłam, że tworzę program dla kobiecych grup pod hasłem Między Niewiastami. Nic niezwykłego. Cykl 18 spotkań (w wersji ostatecznej tego pilotażu) w trzech blokach (o kobiecości i kobiecych relacjach, o kobietach Nowego Testamentu i o kobietach Starego Testamentu). Miała być to zachęta do regularnych spotkań, podczas których można nie tylko porozmawiać o swojej codzienności, wypić razem herbatę, ale także pomodlić się, rozważyć fragment Pisma Świętego, podzielić się swoim doświadczeniem. Grupy powstały z inicjatywy samych dziewczyn w ich miejscach zamieszkania. Chciałam także, byśmy miały kontakt między sobą, więc od razu zaznaczyłam, że będą odbywać się dni skupienia dla nas wszystkich. Przez pewną chwilę działał także serwis SMS ;-) Niemal od razu powstało kilkadziesiąt grup - i to nie tylko w Polsce. Wyobrażacie to sobie? Kilkadziesiąt! I do tego wiele zgłoszeń od kobiet chętnych do przyłączenia się do jakiejś grupy. Wiedziałam już, że idea jest trafiona, że chcemy być między niewiastami. Zaczęłam otrzymywać informacje zwrotne - potwierdzające to pragnienie i ukazujące mi jednocześnie szereg wyzwań pojawiających się przy formacji kobiecych serc i przy tworzeniu spotkań. Wewnętrznych i zewnętrznych. Kiedy nauczyłam się najwięcej? Oczywiście już na tej drodze, nie na etapie projektowania i ustalania schematu czy zasad, ale w życiu. Jak to mówią, w praniu.

Na tyle na ile mogłam, towarzyszyłam grupom i przyglądałam się ich poczynaniom. Pracowały one w swoim tempie i były przeróżne - mieszane i bardziej jednolite, jeśli chodzi o wiek czy stan cywilny. Były między nimi podobieństwa, ale też różnice. Część z nich wytrwała do końca (za co sama je podziwiam!), część zrezygnowała, czy w tzw. naturalny sposób się rozpadła, bo to czy tamto. Dość szybko zrezygnowałam z otwierania nowych grup. Widziałam, że ten pomysł potrzebuje czasu, dopracowania, przemyślenia i sprawdzenia. Były i moje chwile zwątpienia, i po prostu - zmęczenia. Chciałam rozpoznać lepiej możliwości i potrzeby. Moje założenia początkowe zaczęły się weryfikować i wiedziałam już, że to nie będzie wyglądać tak, jak myślałam na wstępie. (Ale dziś sama się śmieję do siebie - czy nie powinnam była tego założyć od razu - że będzie inaczej!?). Szukałam więc dalej. Organizowałam regularne spotkania Między Niewiastami u siebie w domu, w gronie bliskich mi kobiet, a także w parafii, gdzie przychodziła większa grupa uczestniczek i grupy nie miały stałego składu. Spotykałam się z kobietami na konferencjach i rekolekcjach, i przyglądałam się, zastanawiając się dalej: jakie MIĘDZY NIEWIASTAMI jest nam naprawdę potrzebne? Czy jest możliwe stworzenie czegoś uniwersalnego dla kobiet?

Były kolejne podejścia. Nie poddawałam się, chciałam - pewnie trochę ambitnie - dokończyć dzieła. Wykonałam ogrom pracy nad materiałami, nad nową odsłoną całego projektu. Spędziłam kilka dni nad stroną internetową, której jednak ostatecznie zdecydowałam się nie uruchamiać. Miałam pomysł nowej formy. Nie chciałam stracić tych bezcennych doświadczeń i obserwacji. Chciałam podzielić się tym dorobkiem i przypomnieć kobietom o wadze kobiecej przyjaźni. (Dlaczego o tym wciąż tak niewiele słyszę?). W międzyczasie powstał Kalendarz Kobiety 2017 z motywem przewodnim kobiet Nowego Testamentu. Spontanicznie - pojawiła się też myśl, by stworzyć grupę on-line dla kobiet w projekcie #jawJEGOoczach. A potem - w trochę szalony sposób - powstał NoTes Kobiety. Powstał on także i po to, by zapraszać kobiety do spotkań między niewiastami. I właśnie w tym momencie, w tym miejscu doszłam do wniosku: to jest TEN moment. Ten moment, by Wam powiedzieć: spotykajmy się niewiasty! umacniajmy się razem! dbajmy o przyjaźnie! Nie trzeba do tego wielkich podręczników, ani świetnie przetestowanych programów. Do tego potrzebne jesteśmy MY! Cieszmy się przyjaźnią, dbajmy o nie, rozkwitajmy RAZEM! Wiecie, jak umacniające są szczere, prawdziwe, głębokie kobiece relacje i jak umacniające są nasze słowa?

Dlaczego ten tydzień a nie jakiś inny? Bo w samym środku tego tygodnia - 31.05 - obchodzimy cudowne święto - spotkanie dwóch boskich kobiet - Maryi i Elżbiety! (Więcej o tym w środę.)

PS To jeszcze nie jest pewnie ostatnie słowo programu Między Niewiastami, ale dziś, mówię całkowicie szczerze, to nie ma żadnego znaczenia! ;-)

 

 

Co w tym tygodniu?

- na blogu teksty i pomoce (tak, tak! pomoce do spotkań!:-)

- transmisja na żywo na facebooku - Serce Kobiety- w piątek 2.06 w godzinach przedpołudniowych (będzie też rozwiązanie konkursu! :-) ) 

- KONKURS 

Pragnę zaprosić Was do dzielenia się Waszym byciem między niewiastami. Wszystkie refleksje i opowieści mile widziane! Stąd KONKURS. Zasady:

1. Umieść zdjęcie obrazujące wasze Między Niewiastami na swoim profilu na fb lub instagramie (zdjęcie musi być na profilu z możliwością zobaczenia dla innych). Zdjęcie ma w jakiś sposób ukazywać waszą przyjaźń - możecie być na zdjęciu, ale nie jest to konieczne. Kreatywność mile widziana!  

2. W opisie zdjęcia napisz coś więcej o tym zdjęciu i o waszej przyjaźni, co jest dla ciebie ważne w byciu między niewiastami? czego cię uczą te relacje? itp.  

3. W opisie użyj hashtagów: #miedzyniewiastami #sercekobiety #NoTesKobiety #tydzienmiedzyniewiastami i oznacz profil Serce Kobiety na Instagramie lub Facebooku - @sercekobiety

Zdjęcia można umieszczać cały czas... :-) Ale wśród zdjęć udostępnionych do 2.06 do godz. 9.00 - zostaną wyłonione zwyciężczynie, które otrzymają Zestaw Między Niewiastami - NoTesy Kobiety, długopisy i torby.  Rozwiązanie podczas transmisji na facebooku. 

 

 

 

Czytaj dalej...

Zdesperowana. Nadzieja dla mamy, która potrzebuje oddechu

Złapać głęboki oddech? Tak bezkarnie? Tak, by napełnić płuca powietrzem i odzyskać siłę? Przy małych dzieciach? Mimo desperacji a może własnie w akcie desperacji? Młode mamy, nawet te zdeklarowane jako bardzo szczęśliwe i spełnione, w którejś chwili zwykle mogą wyznać, choćby szeptem: są dni, kiedy jest ciężko. Kiedy nie wiem, jak się nazywam. Kiedy nie wiem, jak odpocząć, kiedy zastanawiam się czym właściwie jest to macierzyństwo i dokąd ta droga mnie prowadzi. I czekam na dobre słowo.

Dziś więc coś dla takich mam. Dziś o potoku Takich Słów. Dobrych. Nawet bardzo dobrych.

Książka Zdesperowana. Nadzieja dla mamy, która potrzebuje oddechu (autorki: Sarah Mae, Sally Clarkson, wyd. św. Wojciecha, Poznań 2015) towarzyszyła mi podczas ostatnich dni oczekiwania na narodziny Stefanka i całkowicie mnie oczarowała. Zaczynając już od niezwykle pięknej formy – dwugłosu mam: Sary i Sally, przyjaciółek o różnym stażu małżeńskim i macierzyńskim. Dwa spojrzenia: bycia w środku tych doświadczeń, z trójką maluchów u boku i spojrzenia już z dystansu, ze stażem małżeńskim mierzonym w dziesięcioleciach i dorosłych dzieciach. Ten dwugłos autorek wprowadza mnie w zachwyt nie tylko nad spojrzeniem na tę samą sprawę – podobnie, choć  inaczej, ale także nad siłą kobiecej przyjaźni i wsparcia. To siła modlitwy, dzielenia się sobą czy po prostu - spotkania przy kawie. 

Treść książki obejmuje bardzo szeroki obszar trudności, z jakimi borykają się młode mamy - trudnych emocji, niewiary w swoje siły, zmęczenia, poczucia osamotnienia, zniechęcenia... Przeczytamy więc o zmianach w życiu, które przynosi macierzyństwo i każde kolejne dziecko, o zderzaniu się marzeń i rzeczywistości, o byciu (nie)przygotowaną i o sztuce odnajdywania siebie w macierzyństwie, o walce matki – o dzieci, o samą siebie, o relacje z innymi, a przede wszystkim o relację z Bogiem. Słowo pokrzepienia, pocieszenia, wzmocnienia czy motywacji - jestem niemal pewna, że każda mama znajdzie coś dla siebie.

Mnie szczególnie ujęły dwie kwestie. Po pierwsze, podejście autorek do zarządzania domem i jego estetyką, i szerokim ujęciem tego, co możemy przekazać i powiedzieć dzieciom poprzez naszą troskę o otoczenie (ale także szerzej - poprzez troskę o to, co dla nas ważne, poprzez wybór tego, co naprawdę chcemy im dać i jak chcemy je kształtować). Posłuchajcie.

„Kiedy zajmuję się moim królestwem, wlewając w nie życie i wypełniając je pięknem, komfortem i ciepłem, mówię sobie, mojej rodzinie i innym: <<Kocham was! Zapraszam do środka, rozprostujcie nogi i zostańcie tu na chwilę. Jesteście mile widziani!>>. Zupełnie nie chodzi tu o posiadanie domu, który przypomina muzeum. Chcę mieć porządek (gdzie znów są moje klucze?), ale nie dążę do perfekcji. Nawet jakbym chciała, to nie dam rady, bo kłóci się to z moim charakterem. Ale podejmuję świadomie decyzję, aby włożyć wysiłek w tworzenie miłego domu, gdzie ludzie poczują się kochani i znajdą spokój.” (Sarah)

A jeszcze bardziej zapadło mi w serce przesłanie o tym… czyj głos jest najważniejszy. Ja wiem, oczywiście. Wiem, że Jego. Ale czasem zapominam, gdy jest tak przyziemnie. Gdy trzeba zmieniać trzecią pieluchę w ciągu godziny i znów myć dziecięce, zabrudzone jedzeniem łapki. Jest tyle różnych teorii, tyle rad, tyle nie i tak, trzeba i nie wolno. A to o jedzeniu, o smoczku, o spaniu, o bajkach, o zabawach, o uczeniu dyscypliny, o zabawie z innymi dziećmi, o potrzebie rówieśników itd. Ale moje dzieci są wyjątkowe. Jak każde dziecko. Każde z nich. Klucz do ich serca nie leży w żadnej teorii, nikt nie powie mi jak mam je wychować, jak mówić, aby mnie słuchały, jak przekazać im wiarę, by jej nie utraciły. One są niepowtarzalne w swojej osobowości, która właśnie się kształtuje, ze swoim temperamentem, którego nikt z nas im nie wybierał. Ja je odkrywam. One odkrywają się przede mną dzień po dniu, czasem z zupełnie innej strony. Każdego dnia na nowo.

(Nie)dobra mama, (nie)grzeczne dziecko, (nie)dobre wychowanie – jak to łatwo powiedzieć, a jak to niewiele znaczy. Czuję się coraz bardziej wolna i coraz bardziej otwarta nie na to, co podpowiadają blogerki parentingowe, co piszą w bestsellerach, co mówią te bardziej doświadczone, ale otwarta na to, co szepce mi Pan bardzo delikatnie do serca. Nie zawsze słucham, czasem chcę wypróbować zachwalane metody, ale kiedy tracę siły, kiedy uświadamiam sobie, że one wcale nie skutkują albo czuję, że one nie są w zgodzie z nami, wtedy szukam pomocy u Niego: Panie, jak mam dotrzeć do serc moich dzieci? Prostuj nasze ścieżki. Podpowiadaj mi słowa, które mam im mówić, piosenki, które mam im śpiewać i wiersze, które mam dla nich układać. Dawaj mi natchnienia do zabaw i do gospodarowania naszym wspólnym czasem. I naprawiaj moje błędy, bo Ty znasz wielkość mojej słabości i mojej miłości. Ty przecież znasz te dzieci lepiej niż ja. I mnie znasz lepiej niż ja samą siebie. I odzyskuję wiarę w to, że ja naprawdę wiem, co mam robić. W to, że odpowiedzi są zapisane w moim sercu. W sercu mamy.

„Nie ma jednego uniwersalnego sposobu czy wzoru, który będzie pasował do wszystkich rodzin, matek czy dzieci. Żyj w wolności wiary i w bogactwie życia, które dał ci Jezus. Zrozum, że dzieci są darem, a w ich wychowywaniu Bóg ukrył błogosławieństwa i lekcje, którymi Pan chce nas nauczyć, jak sprawić Mu największą radość, zajmując się skarbem, który powierzył w nasze ręce.”

I wtedy, kiedy przychodzą chwile największej desperacji, przychodzi i największa nadzieja. Że to nie jest jakieś szarpanie się i bieg po tytuł matki roku. Że to nie jest rzeźbienie dzieci na swój obraz i podobieństwo albo na obraz, który pasowałby do rodzinnej fotografii. Że to wszystko ma sens, że moje macierzyństwo to droga uświęcenia i możliwość najbliższego spotkania z Bogiem. Dialogu z Nim w codzienności - przy przewijaniu, spacerowaniu, karmieniu, wycieraniu noska, powtarzaniu tej samej bajki po raz któryś. Wsłuchiwania się w Jego Ojcowskie Serce. Bo choć jestem już mamą, nadal jestem Jego dzieckiem. 

* * *

A ponieważ książka jest aż tak piękna, że nie mogę, nie chcę i nie wyobrażam sobie zatrzymania jej tylko dla siebie - mam dla Was 3 egzemplarze od wyd. Św. Wojciecha!

Napiszcie w komentarzu jedno zdanie, które młoda mama chciałaby usłyszeć. Zdanie, które może dodać nadziei, otuchy, motywacji... Zdanie, które być może same usłyszałyście, może już komuś powiedziałyście, a może właśnie takich słów Wam kiedyś albo i wczoraj zabrakło. Na Wasze komentarze czekam do 24.08.

Na stronie wydawnictwa możecie także przeczytać fragment Zdesperowanej!

 

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS